2 godz. później
Po woli otworzyłam oczy, przeciągnęłam się. Rozwiązałam Lucy, wstałam z wyra. Rozejrzałam się i zobaczyłam...Ją... Znowu ta cholerna iluzja, nie dam się jej złamać tak jak wcześniej.
- Czego chcesz?- warknęłam- Gadaj!
Ona się tylko zaśmiała i odgarnęła lekko swoje białe włosy- A czy to nie oczywiste...?- spytała lekceważącym tonem.
- Nie licz na to, że dam ci znów kontrolę!- zacisnęłam dłonie w pięści.
- Oh...A tak bardzo na to liczyłam...- powiedziała z udawanym zawiedzeniem- Wiesz, że i tak dostanę to czego chcę prędzej czy później!- uśmiechnęła się strasznie.
Wzdrygnęłam się, gdy Lucy zaczęła się budzić, po prostu zniknęła. Przeczesałam włosy palcami wzdychając.
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się do niej lekko.
-Dobry..- mruknęła przecierając oczy- Wracamy do domu?
-Możemy, a weźmiesz mnie na barana?- spytałam z ekscytacją dziecka. Oczywiście udawaną, kto mógłby się tak cieszyć po takim czymś..? Z resztą...Zapomnę za niedługo.
-Yyy...Nie wiem?- wzruszyła ramionami.
-No weź.....Proszę- zrobiłam oczy kota w butach.
-Możemy spróbować, ale jak się wywale to mi nie mów że nie ostrzegałam...
Wlazłam jej barana. Dała radę. Ruszyliśmy w stronę domu. Gdy byłyśmy na miejscu zeskoczyłam z jej pleców-Dzięki!!!!!
-Nie ma sprawy- zdyszana zaśmiała się.
-Idź spać widać że jesteś zmęczona
-Spoko-doczołgała się później do łóżka, i rzuciła się na nie.
Położyłam się obok niej. Przytuliłam się do niej i zasnęłam. Śniło mi się że razem z Lucy jesteśmy w moim dziecięcym pokoju. Obydwie mamy latarki
Zobaczyłam dwa małe misiaki, no nie.....Po chwili zwiały.
-Mamy problem...-mruknęłam cicho-...I to duży...- jak przylezie jeszcze on...to będzie jeszcze gorzej...Rozejrzałam się lekko-Idź do prawych drzwi, ja idę do lewych jak usłyszysz oddech to zamykaj drzwi jak nie to zapalaj latarkę.
-Okey, a co z szafą i łóżkiem?-spytała patrząc na mnie.
-Najpierw drzwi- podeszłam do drzwi.
Wsłuchiwałam się przez chwilę. Zapaliłam latarkę, nie ma go. Poleciałam do szafy, zamknęłam ją. Otworzyłam ją, siedział w środku pluszak
-Spójrz na łóżko- spojrzałam na siostrę
-Okej, na razie spokój
Po jakimś czasie spojrzałam do tyłu, wzięłam i przytuliłam małego Fredziaka. Miś wlazł mi na głowę. Awwww...
-Yyyyyyyyy...WTF?!
-No co? Fredziaki są słodkie i miłe więc nie komentuj
-Okey...ja nic nie mówię- podniosła ręce w geście obronnym.
Po chwili drugi Fredziak położył mi się na ramieniu, a trzeciego trzymałam jak dziecko.
-Spokojnie Freddy nie przyjdzie, ale warto sprawdzić Foxa
-Emmm...-podeszła do szafy i ją otworzyła, chodź po namyśleniu najpierw zamknęła drzwiczki.
-Zamykaj!-powiedziałam szybko.
Usłyszałam kroki z obydwóch stron.....No bez jaj! Wstałam i podeszłam do lewych drzwi
Nie usłyszałam oddechu, zapaliłam latarkę, to było błędem. Bonnie już miał się na mnie rzucić, ale zrobił zaskoczoną minę, odwrócił się na pięcie i poleciał gdzieś. Fredziaki wzruszyły ramionami i poszły dalej w kimę. Okej...Coś tu jest nie tak..Bardzo nie tak.
-Sprawdzę może jeszcze znów Foxa...-podbiegła do szafy
-Nie chce mi się......- ległam na łóżko
-To co mam sama za tym wszystkim latać?
-Ne...Legnij się obok mnie, nic ci nie grozi...Zadbam o to- ułożyłam się wygodniej
-Na pewno?-spytała lekko podejrzliwie
-No....
Przewróciła oczami. Położyła się obok mnie. Fredziaki wtuliły się we mnie. Przymknęłam oczy, słyszałam jak wszyscy łażą po domu.
Usłyszałam upiorny śmiech- Fredber, Nightmer Ryj!!!!- wrzasnęłam
Po woli wstałam. Podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, zobaczyłam twarz zdziwionego Nightmera-Wyjdź-nakazałam
-Jak ty tu...-chyba nie mógł uwierzyć
-Nie pytaj, na prawdę nie chcesz wiedzieć- warknęłam -A teraz przepraszam cię ale mam zamiar iść spać.
Zatrzasnęłam mu kulturalnie drzwi przed nosem i z powrotem ległam się na łóżku. Jestem zmęczona!!! Położyłam się z powrotem. Po chwili obudziłam się, otworzyłam oczy, Fredziaki były nadal do mnie przyklejone. Podniosłam i przeciągnęłam się, podrapałam się po głowie. Fredziaki też się przeciągnęły. One są takie słodkie, awwwwww..
-C-Co się stało?-była zdziwiona
-Byliśmy w śnie zwanym ,,Grą". On dzieje się na pograniczu Snu a rzeczywistości-wytłumaczyłam jej w skrócie
-Ahaaa...- widać, że nie wiedziała do końca skąd to wiem
-Jak byłam młodsza często to się działo, przywykłam już do tego-wzruszyłam ramionami
-Okey... jeżeli to prawda to...czy po za tymi miśkamy ktoś łazi po naszym domu...?- spytała
-Em...-zbladłam- Chyba tak...-lekko spanikowałam
-To mamy chyba mały problem...- stwierdziła
-Eto...Chyba nie...?- uśmiechnęłam się chcąc lekko rozluźnić sytuację, nie pomogło. Po chwili ciszy dodałam-Ale też zależy czy on tu jest czy dopiero tu przyjdzie..
-To może to sprawdźmy?- spytała
-Weź poduszkę- nakazałam, a sama również wzięłam poduchę, wstałam z łóżka. Usłyszałam krzyk Freda, pobiegłyśmy tam szybko. Otworzyłam drzwi, Nightmer Freddy dusił Freda. Rzuciłam się na niego i zaczęłam go okładać. Nie wiem jak, ale siedziałam na jego ramionach. Gdzie to był jego...Aha! Tu! Nacisnęłam mu skórę za pod włosami tuz za misim uchem. Momentalnie zaczął psikać, puścił Freda.
-Co ty kliknęłaś?-spytała nie wiedząc jak na to zareagować
-Nic, to taki jego czuły punkt...-podrapałam się po karku
-Po 1. Skąd o tym wiedziałaś? Po 2. Inne też go mają?
-1. Męczyłam się z nimi okrągłe 10 lat. Po 2. Ta...Oprócz Nightmera i Fredbera..- Chyba...Nie pamiętam już, ale to raczej zostanie informacja dla mnie.
-Hm...zawsze jakaś przewaga...- zaczęła się zastanawiać
Fredziaki zeszły ze mnie i wlazły na Pape Freddyego. Zdjęłam palce z jego czułego punktu. Zeskoczyłam z niego, westchnęłam. Przeciągnęłam się- Mam ochotę na lody. Idziemy na lody?
-Yyyy...okey...?
-Yey!! Pójdziemy na lody!!- wyszłam z pokoju podskakując
-Ale... masz pewność że gdy nas nie będzie tutaj się nic nie stanie?-spytała idąc za mną
Odwróciłam się w stronę N.F i uśmiechnęłam się upiornie- Jeśli coś się stanie to dopilnuję żeby za to odpowiedzieli.
Po chwili znowu ruszyłam skocznym krokiem do wyjścia. Nuciłam sobie cicho.
-Okey...wierzę Ci na słowo...-szła dalej za mną
Wyszliśmy z domu i poszłyśmy do najbliższej lodziarni- Jakie chcesz lody?
-Hmmm... są jabłkowe?- spojrzała na mnie
-Są! Ile gałek?- zakręciłam się lekko, sprzedawczyni spojrzała na mnie jak na ufoludka.
-Mi dwie.
-Dobra! To w takim razie poproszę 2 gałki jabułkowe i 4 o smaku gumy balonowej i 2 o smaku popcornu!
-To będzie 12 złotych-powiedziała sprzedawczyni
Zapłaciłam i już po chwili miałyśmy lody -Chodźmy na plac!- zawołałam wyprzedzając ją
-Ok- mruknęła jedząc lody
Poszłyśmy na plac-Pobujasz mnie?- usiadłam na huśtawce i zrobiłam słodkie oczka
-Spoko-zaczęła mnie bujać.
-Wi!!!- zaczęłam się śmiać.
-Heh... a po za tym... mam parę pytań do ciebie..
-Jakich?
-Po 1. Skoro znałaś tych gostków co nam teraz pewnie biegają do domu to czemu gdy mi się one pierwszy raz pojawili nazywałaś je "tymi straszniejszymi"? Przecież w naszym przedziwaczynym śnie wiedziałaś jak na którego masz krzyknąć. Po 2. Skoro je znałaś to jakim cudem udało im się Ciebie wystraszyć tak że nie spałaś do cholery 11 dni?!
-Ym.....A jakie miałam wtedy włosy?- spytałam zastanawiając się chwilę
-...No...Białe ale nie wmawiaj mi że to wina włosów!-widocznie zdenerwowała się lekko.
Zaśmiałam się nerwowo i podrapałam się po policzku- Tak właściwie to tak..-westchnęłam cicho.
-Ty tak serio? Co mają niby włosy do tego?!- teraz to już była zła...Heh...
-Mając białe włosy zachowywałam się inaczej niż teraz prawda? Białe włosy zatrzymały i przyskrzyniły moje wewnętrzne dziecko. A także moje najwspanialsze wspomnienia- po części skłamałam, nie mogę jej jeszcze tego powiedzieć. Nie jestem na to gotowa...
-Trochę wciąż nie kumam jak to możliwe, ale ok... widać że tak jakby wróciłaś do dzieciństwa-zaśmiała się- chociażby udowadniasz to zabawą na tej huśtawce...
Zeskoczyłam z huśtawki- A teraz na zjeżdżalnie!Zaczęłam zjeżdżać krzycząc ,,Wi!!", znów się zaśmiała. Zaczęłam się śmiać
-Chodźmy do domu!!- powiedziałam po chwili, gdy już mi się to znudziło
-Spoko
Poszliśmy do domu. Skocznym krokiem weszłam do domu, schyliłam się a wazon przeleciał nade mną
-Yyy...Co tu się działo gdy nas nie było?!- spytała zdezorientowana
Nie odpowiedziałam na pytanie, pokicałam do kuchni. Otworzyłam lodówkę, Caroline i Chicka piekły coś. Szukałam mleka lekko kręcąc tyłeczkiem i nucąc sobie losową melodię.
-Ej, laski macie mleko?-spytałam nie wychylając się i dalej szukając
Po chwili mleko miałam w ręce bo któraś mi rzuciła-Dzięki~- wysłałam im buziaka.
Zamknęłam lodówkę i podeszłam do szafek, wyjęłam z jednej płatki-Lucy chcesz płatki z mlekiem?
-Czemu nie.- wzruszyła ramionami
-Uważaj na wałek- powiedziałam wstawiając mleko
-Że co?!- spytała po czym schyliła się w ostatniej chwili.
Po chwili już nalewałam mleko do misek, nasypałam płatków. Wzięłam łyżki, miski i wyszłam z kuchni, wyszłam z pomieszczenia. Poszłyśmy do salonu, usiadłam na kanapie. Mini Fredziaki grały na konsoli, położyłam nogi na stoliku, zaczęłam wcinać płatki. Lucy się do mnie dołączyła. Patrzyłam jak Miśki sobie grały, gdy skończyłam jeść wstałam i polazłam do kuchni. Caroline akurat zmywała, dorzuciłam jej miskę, do zlewu. Wróciłam do salonu-To co tera robimy?-spytała
-Chodź na górę, chłopaki chyba w karty grają- wzruszyłam ramionami
-Ok-poszłyśmy na górę
Otworzyłam drzwi do pokoju Rudego- Szanowni panowie dołączmy się do gry!
Zaczęliśmy grać z Fredem, Bastianem, Sethem, Bonniem, Freddym i Foxem. Po grze pełnej zwały, zlazłam na dół i znowu pomaszerowałam do kuchni bo pić mi się chciało XD. Po chwili wróciłam, a raczej uciekałam bo dziewczyny zaatakowały mnie mąką i wałkami.
-Ratunku!!- powiedziałam chowają się pod łóżkiem, po chwili dziewczyny wbiły do pokoju.
-Gdzie ona jest?
-Nie wiem... wyszła. Myślałam że się pospieszy i zara wróci. Najwidoczniej poszła gdzieś indziej...
-Ok- wyszły, po woli wypełzłam z pod łóżka-Uff....- moja siostra odetchnęła cicho-Żyje!
-To dobrze...ale co odwaliłaś ze Ciebie goniły?-spytała patrząc na mnie.
-Tylko weszłam do kuchni...
-Od kiedy nasza kuchnia jest strzeżona?..One coś tworzą? Czy co...?
-Nie wiem i nie chce wiedzieć, ja od dzisiaj nie wchodzę do kuchni..
-To...Co tera robimy? Mam już dość kart na dziś...- przeciągnęła się.
-To...Może...-Zastanawiałam się chwilę, po tych rozmyślaniach spytałam-Która godzina?
-Hmm...-Wyjęła telefon i spojrzała na godzinę-16:12
-To jeszcze długo do zmiany...
-A ty już się pracy doczekać nie możesz?-zaśmiała się- Od kiedy? Ostatnio musiałam Cię tam ciągnąć...-ponownie się zaśmiała.
-Heh...Tak jakoś...Mam na to ochotę!- uśmiechnęłam się szeroko drapiąc po karku.
-Heh... Ale wciąż nie odpowiedziałaś mi na pytanie. Co w końcu teraz robimy? Pójdziemy może gdzieś się przejść?- zaproponowała.
-W sumie...Czemu nie?- wzruszyłam ramionami.
-To chodźmy-ruszyłyśmy do drzwi.
-Przejdziemy się może na zwyczajny spacer po parku. Co ty na to?-powiedziała wychodząc z budynku.
-Okej!-
-Ty serio zgadasz się na to co mówię?-spytała się po drodze.-Zazwyczaj o wszystkim decydowałaś ty...
-Nudzi mi się więc przystaje na propozycje!~
-No ok. Ale ja i tak nic ciekawego w planach nie mam. Przejdziemy się tylko trochę po parku dla zabicia czasu. Może w tedy będziemy miały wrażenie, że praca zaczęła się wcześniej.-uśmiechnęła się idąc dalej przed siebie.
-Albo pójdziemy się przejść do pizzerii i zobaczyć co tam się dzieje!-zaproponowałam.
-Jak bardzo chcesz to możemy iść, zobaczyć co tam się dzieje
-Okej!
-To wio! Zobaczymy która z nas będzie pierwsza.-uśmiechnęła się i zaczęła biec w stronę pizzeri.
Zaśmiałam się i ruszyłam szybko biegiem, udało mi się ją na chwilę prześcignąć. Biegłyśmy równo. Do pizzerii dobiegłyśmy równocześnie
-Kto był pierwszy?-spytała zdyszana odpoczywając.
-Równo
-Heh-zśmiała się-To co chcesz tu teraz robić?
-Chodź- weszłyśmy w głąb restauracji
Zaczęłyśmy łazić po budynku bez celu.-Zjemy coś?-spytała
-Jasne-uśmiechnęłam się
-Chodźmy spytać czy pracownikom dają żarcie gratis...-zaśmiała się
-Nie przesadzaj, jesteśmy klientami jak inni- powiedziałam ,,dorosłym głosem"
-Żartuje przecież...To co zamawiamy?
-Sama nie wiem wybierz coś...-wzruszyłam ramionami
-A później będzie na mnie bo tobie coś nie pasuje... czemu dzisiaj nie masz ochoty decydować?
-Jestem zmęczona trochę- mruknęłam cicho
-Po czym? Spałaś i w pizzeri i w domu-zaśmiała się-I wciąż zmęczona?
-Taaaaa...-mruknęłam przeciągając się.
-To może wrócimy i prześpisz się przed pracą?
-Nie chcę...
-Tylko masz mi w nocy nie marudzić, nie spać i nie związywać mnie, bo następnym razem jak będziesz zmęczona, zmuszę Cię do spania przed pracą.
-Tak, tak oczywiście!- zasalutowałam jej śmiejąc się.
Time skip
Weszłyśmy po woli do domu, było cicho za cicho. Rozglądałam się wszędzie, było ciemno jakby była noc. Weszłam na górę, do mojego pokoju. Przeraziłam się widziałam Nightmery całe zakrwawione. Nie było tu nikogo innego.Łzy napłynęły mi do oczu
-Nie, nie, nie, nie.....-zaczęłam się po woli cofać
Łzy zaczęły spływać po moich policzkach-C-Czemu....?- cofnęłam się pod ścianę i osunęłam się na ziemię
Patrzyłam przerażona do góry, ona...Z tym swoim przebrzydłym uśmiechem, zamachnęła się siekierą a ja wrzasnęłam. Zamrugałam nerwowo, rozejrzałam się-Co się stało?
-Ja się właśnie pytam o to samo Ciebie...-stała w wielkim szoku, chyba nie wiedziała co powiedzieć
-Nie chcę o tym rozmawiać zbytnio...- zmieszałam się.
-Ale... Nic nie rozumiem...Co to kurna było?! Nie wiem może słyszałaś coś czego nie słyszałam ja, lub może coś dostrzegłaś, bo ja nie widzę tu żadnych powodów by wrzeszczeć na cały regulator!
-Powiedziałam że nie chcę o tym rozmawiać!- zdenerwowałam się lekko
-Czemu?
-Powiedziałam coś- wstałam i wytarłam łzy. To mnie kiedyś wykończy, spuściłam głowę
-Ehh...no dobra...-westchnęła
Wstałam i weszłam do pokoju, położyłam się na łóżku. To straszne...Nie chcę znowu...Gdy tylko weszłam do kuchni to od razu się wycofałam. Po chwili jak oparzona wleciałam do pokoju siostry. Spojrzała na mnie z pytaniem w oczach.-Oni tam mają fortece w kuchni!
-Bawiły się tak cały dzień?- wstała z łóżka
-Nie tylko one! Chłopacy też!
-Bez nas?!-zaśmiała się delikatnie-Co? Czemu? Po co?
-Nie wiem!
-Bawiły się tak cały dzień?
-Nie tylko one! Chłopacy też!
-Bez nas?!-zaśmiała się delikatnie
-Tak! To jest straszne!
-Czemu forteca miała by być straszna?..No po za brakiem dostępu do lodówki...
-To co oni tworzą jest straszne
-Chyba nas nie zabiją jak będziemy chciały coś zjeść...co nie?
-Nie wiem....
-Może po prostu chodźmy to sprawdzić..? I ewentualnie się tej fortecy pozbyć?
-Em....Zaatakowały mnie wałkami, mąką, jajkami, mlekiem.....
-Po co tak marnować żarcie?
-A dobra nie kumasz....
-No nie...
-Mleko to woda, jajka to kinder niespodzianki a mąka to mąka
-Chyba i tak nie skumam... która godzina
-Ok. 20
-Ehh... Jeszcze trochę...A co robimy? Tylko nawet nie próbujmy sprzątać kuchni...
-Sama nie wiem...-Jęknęłam cicho-Ale wiem jedno jest nuuudnoooo. Chyba się prześpię...- mruknęłam cicho
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~????????????????????~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Otóż...Prawdopodobnie wracam! Nie jestem pewna na jak długo...Em..No, nie będę się nawet tłumaczyć bo to nie ma najmniejszego sensu. Ale powiem jedno, po prosto nie miałam czasu ani weny...Przepraszam! I mam nadzieję, że następny rozdział nadejdzie niedługo!!! A i dajcie znać czy chcielibyście żebym dodawała rozdziały stąd na wattpada
FNaF Opowiadania
poniedziałek, 26 marca 2018
sobota, 24 grudnia 2016
Święta!!
Święta Bożego Narodzenia, a co z tym idzie? Sylwester! Cieszycie się? Bo ja tak!A teraz życzenia!
Życzę wam radosnych pogodnych świąt, spełnienia marzeń, rozwijania swoich pasji oraz dobrych ocen i zdrowia!
Niech się wam układa z rodzicami i resztą rodziny oraz z przyjaciółmi!
Jeszcze raz Wesołych Świąt!
niedziela, 10 lipca 2016
Rozdział 2. Wrotki i.......Spanie!!!
Sally
-Sama idź do pracy
-Nie! idziesz ze mną!
-Nie! Ty idziesz sama!
-Nie pozwolę byś została sama w domu! Masz iść ze mną!
-Nie będę sama! przeciesz Bastian jest w domu
-Raz przy mnie też byli i wiesz jak to się skończyło. Idziesz ze mną!-złapała mnie za rękę
-Nigdzie nie idę!-wyrwałam się jej
-Idziesz!-znów mnie złapała i pociągnęła w stronę drzwi
-Nie!-wyrwałam się jej
-Wiesz co...-zdjęła krawat z szyi-...Odegram się w końcu na tobie.-rzuciła się na mnie i po paru próbach udało jej się związać mi ręce.-Ty mnie parę razy związałaś, to ja też mogę.-znów ciągnęła mnie w stronę wyjścia
Podkosiłam ją i rozwiązałam ręce-Vinc musi cię nauczyć jak dobrze się bić i wiązać supły
-Nauczy jak tam dojdziemy-mówiła podnosząc się z ziemi-A sama tam nie pójdę. Chyba że chcesz by wyrzucono nas z pracy.
-No to idź!-pogoniłam ją
-Ale ty idziesz ze mną!
-Nie!
-Tag!
Time skip
I właśnie w taki sposób Bastian i Lucy związali mnie i zawieźli do pizzerii. Wchodząc do pizzerii siostra mocno mnie trzymała
-Puszczaj mnie!
-Nie!-krzyknęła kierując się do bióra
-Tak!
-Nie!-była już prawie przy wejściu do naszego miejsca pracy
Znowu ją podkosiłam, rozwiązałam ręce-Bastian nie jest nawet lepszy od ciebie w wiązaniu-mruknęłam i zaczęłam poruszać nadgarstkami. Szybko podniosła się z ziemi, złapała mnie za rękę i wrzuciła do pomieszczenia szybko zamykając drzwi. Na szczęście nie zauważyła że rzuciła mnie pod same drzwi po drugiej stronie-Mądre nie powiem-powiedziałam i wyszłam. Poleciałam do pokoju Shadów.
-Siema ziomki, poziomki-powiedziałam wbiegając im do pokoju a ci na mnie patrzyli jak na ducha-Tak żyję a teraz ci.....
-Chcesz się schować?-spytali równocześnie
Pokiwałam głową na ,,Tak". Zaprowadzili mnie do łazienki.
-Tu cię nie znajdzie, drzwi zbyt wtapiają się w kolory ścian-powiedział królik
Siedziałam w kiblu i czekałam na cokolwiek. Myślałam nad tym wszystkim co się stało
-Widzieliście gdzieś Sally? nawet nie wiem czemu przede mną ucieka.-usłyszałam siostrę
-Sally tutaj?! To ona żyje?!-usłyszałam S. Frediego
-Ta... chyba nic mi nie powiecie...a wie któryś z was gdzie by się schowała gdyby tu przebywała?
*Shadow B*
,,Zastanawialiśmy się" przez chwilę.
-W Pirate Cove, pudełku Maria
-Zgubiłam ją gdzieś w piwnicy ale może macie racje.-wyszła i zaczęła biec w stronę wyjścia
Odetchnęliśmy z ulgą, po chwili Fredy wypuścił ją z łazienki.
-Dzięki-powiedziała
-Nie ma za co-powiedzieliśmy równo
*Sally*
Posiedziałam jeszcze trochę z Shadowami i wyszłam z piwnicy, unikając kamer skierowałam się w stronę Party Roomu by tam się schować. Proszę by mnie nie zauważyła, proszę....Wlazłam pod stół, proszę żeby nikogo tu nie było. Siedziałam cicho, usłyszałam kroki, skuliłam się pod stołem. Proszę żeby to nie była Lucy, proszę......Zaczęłam nasłuchiwać kroków które były coraz głośniejsze. Zauważyłam jej buty, dobra, wystarczy że sobie pójdzie i po sprawie nie? Mam nadzieję bo jak nie to się wnerwię. Przechodziła między stołami aż w końcu usiadła na krześle, które znajdowało się przy stoliku pod którym się znajdowałam. Odsunęłam się by mnie nie kopnęła, kuźwa........Lepiej już być nie może nie? Kuźwa, kuźwa, kuźwa! Nie mogła sobie znaleźć lepszego miejsca? Mam ochotę ją kopnąć, ale tego nie zrobię bo mnie nakryje chyba że........Hyhyhyyhyhyhyhyhyyhyhyhyhy. Po woli i dyskretnie zawiązałam jej sznurówki. Delikatnie przejechałam po jej nodze palcem. Gdy miała już zajrzeć pod stół to ja spierdzieliłam z tam tond. Chciała się na mnie rzucić ale się wywaliła :'). Poleciałam do biura, tu będzie najbezpieczniej XD. Zamknęłam się w biurze, dla mnie git (XD). Chociaż trochę spokoju......W ogóle to zapomniałam ale mam aktualnie znowu moje Rude włosy. Farba mi się zmyła ;-;. No nic muszę poczekać aż w końcu mi ją dostarczą. Przeczesałam włosy palcami. Otworzyłam drzwi od jej strony, bardzo podoba mi się ta gonitwa. Wybiegłam po drógiej stronie, poleciała za mną. Zaśmiałam się z jej miny, szkoda że nie zrobiłam zdjęcia XD
-K*rwa po co wciąż uciekasz?!-krzyknęła podczas biegu
Znowu się zaśmiałam
-Wytłumaczysz mi w końcu?!
-Nie-wytknęłam jej język
-Ej!- przyspieszyła-Zrobiłam Ci coś czy co?!
Zaczęłam się śmiać i przyspieszyłam
-Z czego ty się śmiejesz?! Chce tylko wiedzieć o co Ci chodzi?-biegła dalej
-To się nie dowiesz
W końcu zwolniła, usiadła na krześle stojącym obok...
-Wstawaj!-podbiegłam do niej i złapałam ją za rękę i pociągnęłam ją za sobą śmiejąc się, pobiegłam z nią przed scenę-Umiesz tańczyć?
- Serio?! Po 1. Przed chwilą mnie mega zmęczyłaś! Po 2. Po co tak w ogóle uciekałaś przede mną?! Po 3. Nie mam pojęcia! Rzadko kiedy tańczę...
-Rób to co ja!-zaśmiałam się i zaczęłam kołysać biodrami
-Najpierw mi wytłumacz o co Ci do cholery chodzi? Najpierw przede mną uciekasz, a tera chcesz tańczyć?!
-Ciii.....-zatkałam jej usta ręką-Jeśli zatańczysz to ci wytłumaczę
-Ehh...ok. A po za tym to wolę jumpstyle niż twoje "wyginam śmiało ciało".-zaśmiała się pod nosem
-Mówię tańcz!
Zrobiła minę typu "-,-" ale zaczęła tańczyć, zaśmiałam się z jej miny, również zaczęłam wesoło pląsać. Czym to poskutkowało? Poskutkowało to tym że zaczęłyśmy się wygłupiać
- Powiesz mi wreszcie o co Ci chodziło?-wróciła do tematu
-Po prostu głupawka!-zaśmiałam się
-Ale po co uciekałaś? I czemu nie chciałaś tu przyjść?
-Mówię że dostałam głupawki!
-Ehh niech Ci będzie...
Zaśmiałam się i usiadłam na scenie-Bycie znowu sobą ma swoje zalety
- Czekaj... to wcześniej nie byłaś sobą?-spojrzała na mnie zdziwiona-Kiedy niby zachowywałaś się inaczej?
-Hm.....Jak miałam białe włosy? Tak wtedy!
-Aha... czyli większość czasu Ciebie nie znałam?
-Można tak powiedzieć
-...fajnie wiedzieć.
-Ale ważne że teraz wiesz jaka zakręcona jestem!!!!!
-Heh, tera zwariować z tobą mogę...-zaśmiała się
-Czyli jeszcze jedna osoba która musi mnie znosić!-zaśmiałam się
-No najwidoczniej
Spojrzałam na brata który wyszedł z zaplecza, uśmiechnęłam isę szeroko i przytuliłam go mocnoooooo. Zdziwił się, zaśmiałam się cicho.
-Czy to na pewno ona? Chyba za mocno uderzyła się w głowę-powiedział głaszcząc mnie po włosach patrząc na Lucy
-Ona na 100%, jak nie 1000%-Uśmiechnęła się
-Skoro tak sądzisz-powiedział
Odkleiłam się od niego z bananem na twarzy. Złapałam go za ręce i zaczęłam się z nim kręcić, w pewnym momencie postawiłam nogę na brzegu sceny i zlecieliśmy z niej. Leżałam obok brata, zaczęłam się śmiać. Podniosłam się do siadu chichocząc. Zaczęłam łaskotać brata śmiejąc się, ten śmiał się i błagał o litość. Po chwili rzuciłam się na siostrę i zaczęłam ją łaskotać
-Zostaw mnie!-krzyknęła nie mogąc jednocześnie opanować śmiechu
-Nie!-zaśmiałam się
Napięła brzuch, złapała mnie za ręce i próbowała przyciągnąć mnie do ziemi.
-Co ty na zmianę ról?
Zaczęła mnie łaskotać. Nie dam się jej tak łatwo, po chwili leżała na podłodze, trzymałam jej ręce.
-Vincent! Przytrzymaj ją!-powiedziałam do brata który z uśmiechem zrobił to co powiedziałam
Zaczęłam znowu łaskotać siostrę
-Nie!-krzyczała przez śmiech-Zostawta mnie!...
Obydwoje się zaśmialiśmy, dalej łaskotałam siostrę
Zaczęła się wiercić, kulić, wyrywać. Po chwili przestałam, położyłam się na podłodze. Jest taka zimna......Aż przyjemnie poleżeć......Lucy odetchnęła. Zaśmiałam się cicho, Vincent oparł się o scenę. Przymknęłam oczy. Złapałam ją za ręce gdy się zbliżyła-Ani mi się waż
-Czemu?- zaśmiała się
Rzuciłam ją na brata, ten aż podskoczył
-Ał...-powiedziała podnosząc się i jednocześnie wciąż się troszeczkę śmiejąc
Vinc posadził ją obok siebie- Nie warto, uwierz mi-powiedział
Przewróciła oczami. Przeciągnęłam się-Właśnie gdzie reszta?
-Pewnie śpią-powiedział również się przeciągając
Jęknęłam znudzona-To co my będziemy robić?!
-A co byś chciała?
-Pojeździłabym na wrotkach.......
-Jak gdzieś w pizzeri znajdziesz wrotki to proszę bardzo...-zaśmiała się
-Vincentttttttt~
-Tak?-spojrzał na mnie
-Wiesz czy może są tu wrotki?~
-Em......
-Chyba tak......?
Okazało się że są jedna te wrotki, zaczęłam jeździć po pizzerii
Lucy zaczęła za nią ganiać, próbowała mnie prześcignąć......W końcu stanęła mi na drodze tuż przy kąciku nagród. Zakręciłam szybko, przez to nie wyrobiłam i wleciałam do pudła Maria
Mario patrzył na mnie oszołomiony
-Um....H-Hej?-uśmiechnęłam się niewinnie
-Hej.....-powiedział patrząc na mnie nadal oszołomiony
-Przepraszam!-starałam się wstać
Wywaliłam się na jego kolana-Przepraszam....-pisnęłam cicho zasłaniając się włosami
Spróbowałam otworzyć pudło, nie udało mi się.
-Pomożesz?-spojrzałam na chłopaka
-Jasne
Staraliśmy się z całych sił je otworzyć ale się nie dało. Świetnie! Po prostu zaczepiście!!!!!!
-Znowu się zacięło-warknął
-Znowu?-spojrzałam na niego
-Tak znowu, coraz częściej się blokuje-westchnął
-Laucy!!!!!!!!!
-Słucham?
-Wieko się zacięło! Nie możemy wyjść!
-Daj chwilę spróbuję otworzyć...-próbowała otworzyć wieko-Sama nie dam rady... jak znajdę jakiś kijek czy coś, to może uda mi się jakoś to podważyć...
-Idź po Vincenta!
-Dam sę radę daj mi chwilkę, a jak nie to dopiero pójdę po Vincenta...-poszła sobie......
-Ech...-usiadłam na przeciwko Maria
-Widzę że wracasz do naturalnych kolorów-uśmiechnął się lekko
-Tak....-złapałam się lekko za włosy-Nie chciało mi się ich farbować, o wiele lepiej wyglądam w rudych-również się uśmiechnęłam
Mario podrapał się po karku. Zrobiła się niezręczna cisza, nie powiem mu tego....Za bardzo się cykam.....Spojrzałam na niego ukradkiem, co ona tam robi? Jak tylko dorwę Lucy.......Nie wyjdzie żywa z domu....
-A właśnie! Przedstawię ci kogoś!-powiedział
Uderzył w bok pudła od strony ściany, otworzyło się małe przjście. Wszedł przez nie, oposzłam za nim. Weszliśmy do pokoju o czerwonych ścianach, znajdowało się tam ogromne czarno-białe łóżko, oraz czarne meble.
-Chciałbym ci przedstawić Plushtrapa-chłopak pokazał na blondowłosego chłopaka z króliczymi uszami
-Hej!-uśmiechnął się i podszedł do mnie
-Hej.....-powiedziałam cicho i spojrzałam na niego
Nawet on jest wyższy ode mnie! Eh....
-Sally miło mi-uśmiehnęłam się lekko
-Mogę zadać ci pytanie?-Plush uśmiechnął się lekko
-Tak....
-Ile ty masz lat?
Mam ochote mu powiedzieć ,,Nie twój zasrany interes", no ale......
-Siedemnaście-powiedziałam po chwili
-Serio? A wyglądasz n.....-przerwałam mu
-Nie kończ bo wylądujesz na przeciwnej ścianie-warknęłam
-Okej, okej-podniósł ręce w geście obronnym
Mario się zaśmiał-Wyglądacie jak rozeństwo......
-Weź nic nie mów......Aczkolwiek, my się już chyba znamy.....
-Oj nawet nie wiesz jak dobrze-uśmiechnął się-No dobra ja muszę spadać na razicho!-zniknął
-Eeee.....Wut?
-Nie wnikaj-powiedział
-Okej, nawet nie chcę-powiedziałam-Wracamy?
-Jasne-otworzył przejście
Przeszliśmy do pudła, usiadłam na przeciwko chłopaka. Uśmiechnęłam się do niego. Zaczęliśmy rozmawiać, dobrze nam mijał czas. Cały czas rozmawialiśmy o różnych bzdetach i duperelach. Śmialiśmy się i żartowaliśmy, w jego towarzystwi bardzo dobrze się czuję
Po pewnym czasie ziewnęłam, przeciągnęłam się.
-Zmęczona?
-Trochę-powiedziałam przecierając oko
-Prześpij się-uśmiechnął się
-No dobrze-usiadłam obok niego
Oparłam głowę o jego ramie, przymknęłam oczy. Czułam jak głaskał mnie po głowie. Po chwili zasnęłam
Mario
Głaskałem ją po głowie jeszcze chwilę. Uśmiechnąłem się, pocałowałem ją w czoło. Jest taka słodka gdy śpi.......wziąłem mini pozytywkę i nakręciłem ją. Zaczęła lecieć muzyka. Przymknąłem oczy, wsłuchałem się w muzykę
2 godz. później
Kiedy zasnąłem? Yh....Nie wiem. Spojrzałem na Sally, przytulałem ją. Uśmiechnąłem się czule, pocałowałem ją w czoło. Otworzyłem przejście, położyłem na łóżku dziewczynę. Wyszedłem z pokoju, to teraz tylko otworzyć......Zacząłem się siłować z wiekiem pudła.
Siostra Sally otworzyła pudło-Yyyy... gdzie wcięło Sally?
Wstałem, przeciągnąłem się. Coś strzygło yhh....
-Jak śpi? gdzie?-sprawdziła pudło
-W moim pokoju, już od jakiś dwóch godzin
-To...to pudło jest jakimś cudem większe czy co?! Gdzie mi siostrę wcięło!?
-Ciszej-warknąłem, otworzyłem przejście- Chodź ale bądź cicho
Wszedłem do pokoju, przykryłem Sally kocem
-Okey...-powiedziała szeptem. Gdy zobaczyła śpiącą Sally, usiadła obok
Przeciągnąłem się-Będziesz tak czekać aż się obudzi?-szepnąłem
-Tag, a co? No chyba że wybije 6:00...to ją obudzę-przekazała szeptem
-Eh......-podrapałem się po karku- Tak właściwie to już jest 6:30 i radzę ci jej nie budzić bo będzie w stanie cię ukatrupić
-Oj...-sprawdziła zegarek w telefonie-Co z tego że mnie ukatrupi! I tak to kiedyś zrobi...-podeszła do niej i nią potrząsnęła-Sally! Wstawaj!
Sally
-Lucy masz w ryj........-warknęłam i walnęłam ją poduszką po czym przewróciłam się na drugi bok
-Sally wstawaj! Jest już 6:30 a my wciąż w pizzeri!-znów wstała i mną potrząsnęła
-Spadaj!-znowu ją walnęłam-I tak jest dzisiaj zamknięta!
-Wstawaj do cholery!
-Nie!
Wyrwała mi poduszki i zabrała kołdrę-Wstawaj ale to już!
-Nie jesteś mamą!
-Ale siostrą już jestem, więc rusz tą dupę
-Nie jesteś starsza!
-Młodsza też nie! Wstawaj!
-Nie masz prawa mi rozkazywać!!!!
-Po prostu się rusz do cholery! Jest rano, w domu się wyśpisz!
-Ale mi jest tak wygodnie!
Zepchnęła mnie brutalnie z łóżka-A teraz?
-Zmuszasz mnie to tego-wzięłam pasek i rzuciłam się na nią
Związałam ją i zakleiłam jej buzię, Mario gdzieś sobie polazł. Rzuciłam ją na wyro.
-A teraz dobranoc-ułożyłam wszystko i się położyłam. Zrobiłam z niej swoją przytulankę
2 godz. później
Po woli otworzyłam oczy, przeciągnęłam się. Rozwiązałam Lucy, wstałam z wyra. Rozejrzałam się i zobaczyłam.......
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wracamy!!! Uwaga, uwaga! Przeżyłam szkołę!! To jest cud!!! A tera ogłoszenia parafialne!! Otóż....Będziemy starać się częściej pisać! I........To koniec ogłoszeń parafialnych!
-Sama idź do pracy
-Nie! idziesz ze mną!
-Nie! Ty idziesz sama!
-Nie pozwolę byś została sama w domu! Masz iść ze mną!
-Nie będę sama! przeciesz Bastian jest w domu
-Raz przy mnie też byli i wiesz jak to się skończyło. Idziesz ze mną!-złapała mnie za rękę
-Nigdzie nie idę!-wyrwałam się jej
-Idziesz!-znów mnie złapała i pociągnęła w stronę drzwi
-Nie!-wyrwałam się jej
-Wiesz co...-zdjęła krawat z szyi-...Odegram się w końcu na tobie.-rzuciła się na mnie i po paru próbach udało jej się związać mi ręce.-Ty mnie parę razy związałaś, to ja też mogę.-znów ciągnęła mnie w stronę wyjścia
Podkosiłam ją i rozwiązałam ręce-Vinc musi cię nauczyć jak dobrze się bić i wiązać supły
-Nauczy jak tam dojdziemy-mówiła podnosząc się z ziemi-A sama tam nie pójdę. Chyba że chcesz by wyrzucono nas z pracy.
-No to idź!-pogoniłam ją
-Ale ty idziesz ze mną!
-Nie!
-Tag!
Time skip
I właśnie w taki sposób Bastian i Lucy związali mnie i zawieźli do pizzerii. Wchodząc do pizzerii siostra mocno mnie trzymała
-Puszczaj mnie!
-Nie!-krzyknęła kierując się do bióra
-Tak!
-Nie!-była już prawie przy wejściu do naszego miejsca pracy
Znowu ją podkosiłam, rozwiązałam ręce-Bastian nie jest nawet lepszy od ciebie w wiązaniu-mruknęłam i zaczęłam poruszać nadgarstkami. Szybko podniosła się z ziemi, złapała mnie za rękę i wrzuciła do pomieszczenia szybko zamykając drzwi. Na szczęście nie zauważyła że rzuciła mnie pod same drzwi po drugiej stronie-Mądre nie powiem-powiedziałam i wyszłam. Poleciałam do pokoju Shadów.
-Siema ziomki, poziomki-powiedziałam wbiegając im do pokoju a ci na mnie patrzyli jak na ducha-Tak żyję a teraz ci.....
-Chcesz się schować?-spytali równocześnie
Pokiwałam głową na ,,Tak". Zaprowadzili mnie do łazienki.
-Tu cię nie znajdzie, drzwi zbyt wtapiają się w kolory ścian-powiedział królik
Siedziałam w kiblu i czekałam na cokolwiek. Myślałam nad tym wszystkim co się stało
-Widzieliście gdzieś Sally? nawet nie wiem czemu przede mną ucieka.-usłyszałam siostrę
-Sally tutaj?! To ona żyje?!-usłyszałam S. Frediego
-Ta... chyba nic mi nie powiecie...a wie któryś z was gdzie by się schowała gdyby tu przebywała?
*Shadow B*
,,Zastanawialiśmy się" przez chwilę.
-W Pirate Cove, pudełku Maria
-Zgubiłam ją gdzieś w piwnicy ale może macie racje.-wyszła i zaczęła biec w stronę wyjścia
Odetchnęliśmy z ulgą, po chwili Fredy wypuścił ją z łazienki.
-Dzięki-powiedziała
-Nie ma za co-powiedzieliśmy równo
*Sally*
Posiedziałam jeszcze trochę z Shadowami i wyszłam z piwnicy, unikając kamer skierowałam się w stronę Party Roomu by tam się schować. Proszę by mnie nie zauważyła, proszę....Wlazłam pod stół, proszę żeby nikogo tu nie było. Siedziałam cicho, usłyszałam kroki, skuliłam się pod stołem. Proszę żeby to nie była Lucy, proszę......Zaczęłam nasłuchiwać kroków które były coraz głośniejsze. Zauważyłam jej buty, dobra, wystarczy że sobie pójdzie i po sprawie nie? Mam nadzieję bo jak nie to się wnerwię. Przechodziła między stołami aż w końcu usiadła na krześle, które znajdowało się przy stoliku pod którym się znajdowałam. Odsunęłam się by mnie nie kopnęła, kuźwa........Lepiej już być nie może nie? Kuźwa, kuźwa, kuźwa! Nie mogła sobie znaleźć lepszego miejsca? Mam ochotę ją kopnąć, ale tego nie zrobię bo mnie nakryje chyba że........Hyhyhyyhyhyhyhyhyyhyhyhyhy. Po woli i dyskretnie zawiązałam jej sznurówki. Delikatnie przejechałam po jej nodze palcem. Gdy miała już zajrzeć pod stół to ja spierdzieliłam z tam tond. Chciała się na mnie rzucić ale się wywaliła :'). Poleciałam do biura, tu będzie najbezpieczniej XD. Zamknęłam się w biurze, dla mnie git (XD). Chociaż trochę spokoju......W ogóle to zapomniałam ale mam aktualnie znowu moje Rude włosy. Farba mi się zmyła ;-;. No nic muszę poczekać aż w końcu mi ją dostarczą. Przeczesałam włosy palcami. Otworzyłam drzwi od jej strony, bardzo podoba mi się ta gonitwa. Wybiegłam po drógiej stronie, poleciała za mną. Zaśmiałam się z jej miny, szkoda że nie zrobiłam zdjęcia XD
-K*rwa po co wciąż uciekasz?!-krzyknęła podczas biegu
Znowu się zaśmiałam
-Wytłumaczysz mi w końcu?!
-Nie-wytknęłam jej język
-Ej!- przyspieszyła-Zrobiłam Ci coś czy co?!
Zaczęłam się śmiać i przyspieszyłam
-Z czego ty się śmiejesz?! Chce tylko wiedzieć o co Ci chodzi?-biegła dalej
-To się nie dowiesz
W końcu zwolniła, usiadła na krześle stojącym obok...
-Wstawaj!-podbiegłam do niej i złapałam ją za rękę i pociągnęłam ją za sobą śmiejąc się, pobiegłam z nią przed scenę-Umiesz tańczyć?
- Serio?! Po 1. Przed chwilą mnie mega zmęczyłaś! Po 2. Po co tak w ogóle uciekałaś przede mną?! Po 3. Nie mam pojęcia! Rzadko kiedy tańczę...
-Rób to co ja!-zaśmiałam się i zaczęłam kołysać biodrami
-Najpierw mi wytłumacz o co Ci do cholery chodzi? Najpierw przede mną uciekasz, a tera chcesz tańczyć?!
-Ciii.....-zatkałam jej usta ręką-Jeśli zatańczysz to ci wytłumaczę
-Ehh...ok. A po za tym to wolę jumpstyle niż twoje "wyginam śmiało ciało".-zaśmiała się pod nosem
-Mówię tańcz!
Zrobiła minę typu "-,-" ale zaczęła tańczyć, zaśmiałam się z jej miny, również zaczęłam wesoło pląsać. Czym to poskutkowało? Poskutkowało to tym że zaczęłyśmy się wygłupiać
- Powiesz mi wreszcie o co Ci chodziło?-wróciła do tematu
-Po prostu głupawka!-zaśmiałam się
-Ale po co uciekałaś? I czemu nie chciałaś tu przyjść?
-Mówię że dostałam głupawki!
-Ehh niech Ci będzie...
Zaśmiałam się i usiadłam na scenie-Bycie znowu sobą ma swoje zalety
- Czekaj... to wcześniej nie byłaś sobą?-spojrzała na mnie zdziwiona-Kiedy niby zachowywałaś się inaczej?
-Hm.....Jak miałam białe włosy? Tak wtedy!
-Aha... czyli większość czasu Ciebie nie znałam?
-Można tak powiedzieć
-...fajnie wiedzieć.
-Ale ważne że teraz wiesz jaka zakręcona jestem!!!!!
-Heh, tera zwariować z tobą mogę...-zaśmiała się
-Czyli jeszcze jedna osoba która musi mnie znosić!-zaśmiałam się
-No najwidoczniej
Spojrzałam na brata który wyszedł z zaplecza, uśmiechnęłam isę szeroko i przytuliłam go mocnoooooo. Zdziwił się, zaśmiałam się cicho.
-Czy to na pewno ona? Chyba za mocno uderzyła się w głowę-powiedział głaszcząc mnie po włosach patrząc na Lucy
-Ona na 100%, jak nie 1000%-Uśmiechnęła się
-Skoro tak sądzisz-powiedział
Odkleiłam się od niego z bananem na twarzy. Złapałam go za ręce i zaczęłam się z nim kręcić, w pewnym momencie postawiłam nogę na brzegu sceny i zlecieliśmy z niej. Leżałam obok brata, zaczęłam się śmiać. Podniosłam się do siadu chichocząc. Zaczęłam łaskotać brata śmiejąc się, ten śmiał się i błagał o litość. Po chwili rzuciłam się na siostrę i zaczęłam ją łaskotać
-Zostaw mnie!-krzyknęła nie mogąc jednocześnie opanować śmiechu
-Nie!-zaśmiałam się
Napięła brzuch, złapała mnie za ręce i próbowała przyciągnąć mnie do ziemi.
-Co ty na zmianę ról?
Zaczęła mnie łaskotać. Nie dam się jej tak łatwo, po chwili leżała na podłodze, trzymałam jej ręce.
-Vincent! Przytrzymaj ją!-powiedziałam do brata który z uśmiechem zrobił to co powiedziałam
Zaczęłam znowu łaskotać siostrę
-Nie!-krzyczała przez śmiech-Zostawta mnie!...
Obydwoje się zaśmialiśmy, dalej łaskotałam siostrę
Zaczęła się wiercić, kulić, wyrywać. Po chwili przestałam, położyłam się na podłodze. Jest taka zimna......Aż przyjemnie poleżeć......Lucy odetchnęła. Zaśmiałam się cicho, Vincent oparł się o scenę. Przymknęłam oczy. Złapałam ją za ręce gdy się zbliżyła-Ani mi się waż
-Czemu?- zaśmiała się
Rzuciłam ją na brata, ten aż podskoczył
-Ał...-powiedziała podnosząc się i jednocześnie wciąż się troszeczkę śmiejąc
Vinc posadził ją obok siebie- Nie warto, uwierz mi-powiedział
Przewróciła oczami. Przeciągnęłam się-Właśnie gdzie reszta?
-Pewnie śpią-powiedział również się przeciągając
Jęknęłam znudzona-To co my będziemy robić?!
-A co byś chciała?
-Pojeździłabym na wrotkach.......
-Jak gdzieś w pizzeri znajdziesz wrotki to proszę bardzo...-zaśmiała się
-Vincentttttttt~
-Tak?-spojrzał na mnie
-Wiesz czy może są tu wrotki?~
-Em......
-Chyba tak......?
Okazało się że są jedna te wrotki, zaczęłam jeździć po pizzerii
Lucy zaczęła za nią ganiać, próbowała mnie prześcignąć......W końcu stanęła mi na drodze tuż przy kąciku nagród. Zakręciłam szybko, przez to nie wyrobiłam i wleciałam do pudła Maria
Mario patrzył na mnie oszołomiony
-Um....H-Hej?-uśmiechnęłam się niewinnie
-Hej.....-powiedział patrząc na mnie nadal oszołomiony
-Przepraszam!-starałam się wstać
Wywaliłam się na jego kolana-Przepraszam....-pisnęłam cicho zasłaniając się włosami
Spróbowałam otworzyć pudło, nie udało mi się.
-Pomożesz?-spojrzałam na chłopaka
-Jasne
Staraliśmy się z całych sił je otworzyć ale się nie dało. Świetnie! Po prostu zaczepiście!!!!!!
-Znowu się zacięło-warknął
-Znowu?-spojrzałam na niego
-Tak znowu, coraz częściej się blokuje-westchnął
-Laucy!!!!!!!!!
-Słucham?
-Wieko się zacięło! Nie możemy wyjść!
-Daj chwilę spróbuję otworzyć...-próbowała otworzyć wieko-Sama nie dam rady... jak znajdę jakiś kijek czy coś, to może uda mi się jakoś to podważyć...
-Idź po Vincenta!
-Dam sę radę daj mi chwilkę, a jak nie to dopiero pójdę po Vincenta...-poszła sobie......
-Ech...-usiadłam na przeciwko Maria
-Widzę że wracasz do naturalnych kolorów-uśmiechnął się lekko
-Tak....-złapałam się lekko za włosy-Nie chciało mi się ich farbować, o wiele lepiej wyglądam w rudych-również się uśmiechnęłam
Mario podrapał się po karku. Zrobiła się niezręczna cisza, nie powiem mu tego....Za bardzo się cykam.....Spojrzałam na niego ukradkiem, co ona tam robi? Jak tylko dorwę Lucy.......Nie wyjdzie żywa z domu....
-A właśnie! Przedstawię ci kogoś!-powiedział
Uderzył w bok pudła od strony ściany, otworzyło się małe przjście. Wszedł przez nie, oposzłam za nim. Weszliśmy do pokoju o czerwonych ścianach, znajdowało się tam ogromne czarno-białe łóżko, oraz czarne meble.
-Chciałbym ci przedstawić Plushtrapa-chłopak pokazał na blondowłosego chłopaka z króliczymi uszami
-Hej!-uśmiechnął się i podszedł do mnie
-Hej.....-powiedziałam cicho i spojrzałam na niego
Nawet on jest wyższy ode mnie! Eh....
-Sally miło mi-uśmiehnęłam się lekko
-Mogę zadać ci pytanie?-Plush uśmiechnął się lekko
-Tak....
-Ile ty masz lat?
Mam ochote mu powiedzieć ,,Nie twój zasrany interes", no ale......
-Siedemnaście-powiedziałam po chwili
-Serio? A wyglądasz n.....-przerwałam mu
-Nie kończ bo wylądujesz na przeciwnej ścianie-warknęłam
-Okej, okej-podniósł ręce w geście obronnym
Mario się zaśmiał-Wyglądacie jak rozeństwo......
-Weź nic nie mów......Aczkolwiek, my się już chyba znamy.....
-Oj nawet nie wiesz jak dobrze-uśmiechnął się-No dobra ja muszę spadać na razicho!-zniknął
-Eeee.....Wut?
-Nie wnikaj-powiedział
-Okej, nawet nie chcę-powiedziałam-Wracamy?
-Jasne-otworzył przejście
Przeszliśmy do pudła, usiadłam na przeciwko chłopaka. Uśmiechnęłam się do niego. Zaczęliśmy rozmawiać, dobrze nam mijał czas. Cały czas rozmawialiśmy o różnych bzdetach i duperelach. Śmialiśmy się i żartowaliśmy, w jego towarzystwi bardzo dobrze się czuję
Po pewnym czasie ziewnęłam, przeciągnęłam się.
-Zmęczona?
-Trochę-powiedziałam przecierając oko
-Prześpij się-uśmiechnął się
-No dobrze-usiadłam obok niego
Oparłam głowę o jego ramie, przymknęłam oczy. Czułam jak głaskał mnie po głowie. Po chwili zasnęłam
Mario
Głaskałem ją po głowie jeszcze chwilę. Uśmiechnąłem się, pocałowałem ją w czoło. Jest taka słodka gdy śpi.......wziąłem mini pozytywkę i nakręciłem ją. Zaczęła lecieć muzyka. Przymknąłem oczy, wsłuchałem się w muzykę
2 godz. później
Kiedy zasnąłem? Yh....Nie wiem. Spojrzałem na Sally, przytulałem ją. Uśmiechnąłem się czule, pocałowałem ją w czoło. Otworzyłem przejście, położyłem na łóżku dziewczynę. Wyszedłem z pokoju, to teraz tylko otworzyć......Zacząłem się siłować z wiekiem pudła.
Siostra Sally otworzyła pudło-Yyyy... gdzie wcięło Sally?
Wstałem, przeciągnąłem się. Coś strzygło yhh....
-Jak śpi? gdzie?-sprawdziła pudło
-W moim pokoju, już od jakiś dwóch godzin
-To...to pudło jest jakimś cudem większe czy co?! Gdzie mi siostrę wcięło!?
-Ciszej-warknąłem, otworzyłem przejście- Chodź ale bądź cicho
Wszedłem do pokoju, przykryłem Sally kocem
-Okey...-powiedziała szeptem. Gdy zobaczyła śpiącą Sally, usiadła obok
Przeciągnąłem się-Będziesz tak czekać aż się obudzi?-szepnąłem
-Tag, a co? No chyba że wybije 6:00...to ją obudzę-przekazała szeptem
-Eh......-podrapałem się po karku- Tak właściwie to już jest 6:30 i radzę ci jej nie budzić bo będzie w stanie cię ukatrupić
-Oj...-sprawdziła zegarek w telefonie-Co z tego że mnie ukatrupi! I tak to kiedyś zrobi...-podeszła do niej i nią potrząsnęła-Sally! Wstawaj!
Sally
-Lucy masz w ryj........-warknęłam i walnęłam ją poduszką po czym przewróciłam się na drugi bok
-Sally wstawaj! Jest już 6:30 a my wciąż w pizzeri!-znów wstała i mną potrząsnęła
-Spadaj!-znowu ją walnęłam-I tak jest dzisiaj zamknięta!
-Wstawaj do cholery!
-Nie!
Wyrwała mi poduszki i zabrała kołdrę-Wstawaj ale to już!
-Nie jesteś mamą!
-Ale siostrą już jestem, więc rusz tą dupę
-Nie jesteś starsza!
-Młodsza też nie! Wstawaj!
-Nie masz prawa mi rozkazywać!!!!
-Po prostu się rusz do cholery! Jest rano, w domu się wyśpisz!
-Ale mi jest tak wygodnie!
Zepchnęła mnie brutalnie z łóżka-A teraz?
-Zmuszasz mnie to tego-wzięłam pasek i rzuciłam się na nią
Związałam ją i zakleiłam jej buzię, Mario gdzieś sobie polazł. Rzuciłam ją na wyro.
-A teraz dobranoc-ułożyłam wszystko i się położyłam. Zrobiłam z niej swoją przytulankę
2 godz. później
Po woli otworzyłam oczy, przeciągnęłam się. Rozwiązałam Lucy, wstałam z wyra. Rozejrzałam się i zobaczyłam.......
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wracamy!!! Uwaga, uwaga! Przeżyłam szkołę!! To jest cud!!! A tera ogłoszenia parafialne!! Otóż....Będziemy starać się częściej pisać! I........To koniec ogłoszeń parafialnych!
czwartek, 14 kwietnia 2016
Zawieszam.
Drodzy czytelnicy piszę to z bólem ale muszę zawiesić bloga do odwołania. Jak się pewnie domyślacie to przez szkołę i przez oceny. Przepraszam was bardzo.....
niedziela, 27 marca 2016
Święta!!!
Wesołych Świąt Wielkanocnych!!!
Bogatego Zająca!
Smacznego Jajka!
Mokrego Dyngusa!
I Wszystkiego co Najlepsze!!


poniedziałek, 21 marca 2016
Prolog. I am a Troll
Ciemność......To jedyna rzecz którą widziałam. W oddali słyszałam pikanie.....Chyba kardiomonitora....Spróbowałam otworzyć oczy. Po paru próbach się udało. Jasność pomieszczenia mnie oślepiła. Zmrużyłam oczy, gdy moje oczy przyzwyczaiły się do światła, ujrzałam białe pomieszczenie. Szpital, jestem w szpitalu. Ale co ja tu robię? Po woli usiadłam, jedyne co pamiętam to oślepiający błysk i ból.....Rozejrzałam się. Ból rozsadzał mi głowę. Po chwili pielęgniarka weszła, szczęka jej opadła jak mnie zobaczyła......Zaraz o co chodzi? Pobiegła gdzieś, zapewne po doktora.....Po chwili tak jak się spodziewałam. Przyszedł z tą samą pielęgniarką. Robił mi parę badań. Dopiero teraz zauważyłam że mam bandaż na głowie a dokładnie to na czole. Doktor powiedział mi że gdy samochód mnie potrącił to poleciałam pięć metrów dalej uderzając głową o krawężnik. Po tym wszystkim, parę osób weszło do mojego tymczasowego pokoju. To byli moi przyjaciele, uśmiechnęłam się do nich.
-Martwiliśmy się o ciebie-powiedziała moja przyjaciółka
Rozejrzałam się, zmarszczyłam lekko brwi.
-A gdzie jest Lucy?-spytałam
Wszyscy spoważnieli-Co się stało?
-Ona....Jest tu, ale jest jak na razie w śpiączce-powiedział Rudy
-Jak to?!-wstałam
-Ona.....Próbowała popełnić samobójstwo-powiedział Bastian
-Gdzie jest?!
-W sali obok-powiedział Rudy
Szybko tam poszłam, prawie tam pobiegłam. Usiadłam obok jej łóżka, złapałam ją za dłoń.
-Lucy.....-spojrzałam na jej twarz-Lucy, proszę obudź się......-powiedziałam cicho ściskając jej dłoń
-Sally!-otworzyła oczy i natychmiast mnie przytuliła
Odwzajemniłam uścisk.
-Ale jak?! Mike powiedział mi przecież że nie żyjesz!-spytała po chwili- no chyba że jestem w niebie...
-Nie jesteś w niebie-burknęłam-Dorwali mnie, ale im zwiałam. A później mnie auto potrąciło
-No ale powiem Ci że szpital do nieba dość podobny-rozejrzała się-strasznie biało...
-Przyzwyczaisz się
-Co? Czemu?
-Dopiero po jutrze wyjdziesz
-No, przynajmniej nie długo-uśmiechnęła się
-Ja dwa tygodnie-jęknęłam
-To ja też. Tym razem Cie nie zostawię
-Będziesz mogła mnie odwiedzać
-Niema mowy! Będę z tobą w dzień i noc, choćbym musiała się tu wkradać!
-Kurwa!
-Co?
-Vincent zajebał mi telefon!
Lucy zaśmiała się pod nosem.
-To nie jest śmieszne-powiedziałam zrezygnowana
-Trochę jest...-znów się zaśmiała
-Jak go dorwę....
-Ej a od kiedy tu jestem? Długo nie było ze mną kontaktu?
-Nie wiem, sama przed chwilą się obudziłam
-Ale więcej się nie rozstajemy. Wiesz ile działo się przez jedną noc gdy Cię nie było? no chyba że ekipa Ci już wszystko powiedziała...
-Nie, właśnie nic mi nie powiedziała
-Hmm...to jakby to ująć w skrucie...najpierw Caroline mnie umalowała, włączyła film, gdy na chwile poszła zaatakował mnie jeden z tych "straszniejszych" animatronów, później gdy Caroline zasnęła zaatakował mnie drugi, pomógł mi Seth i wziął na spacer, ja nalegałam żeby Cie odwiedzić to ten mnie siłą sprowadził z powrotem. W końcu przyszedł Mike i powiedział mi że nie żyjesz więc się załamałam i chcąc Cię jeszcze zobaczyć prawie popełniłam samobójstwo...Nom. jakoś tak...-powiedziała prawie na jednym wdechu
-Wow....
-No...dość ciekawie było...
-A ja się bawiłam w przebieranki
-Heh, ty to krócej ujęłaś.
-A miałam jeszcze inne przygody ale kiedy indziej ci powiem
-Okey-uśmiechnęła się
Przeciągnęłam się, głowa mnie boli.....
-To co tera? Mam rozumieć że nudy szpitalne?
-Ta.....
-Ej a gdzie ekipa?-spytałam
-Gadają z doktorkiem
-Heh, i niech tak zostanie...-rozłożyła się na łóżku
-Czemu?
-Cały czas mi rozkazują! Gdyby dali mi spokój to może nawet nie próbowała bym się powiesić!
-Znając ciebie to byś pobiegła do pizzerii
-No i bym wiedziała co z tobą i nie było by całej akcji w lesie, więc... było by lepiej-wzruszyła ramionami
-Wcale nie byłoby lepiej!-spojrzałam na nią-Niepotrzebnie bym cię naraziła!
-Nie przesadzaj. po za tym i tak mnie zaatakowały dwa animatrony więc co za różnica?
-Powiedzieć ci co się u mnie stało?
-Mogła byś.
Zaczęłam opowiadać co się stało.
-Wiesz, ciekawie ale w czym niby ja bym Ci przeszkodziła?-spytała gdy skończyłam
-Chciałabyś skończyć w kostiumie albo jak Mike?
-Ale to jest nie fair! Ty możesz się o mnie martwić a ja o Cb nie?
-Nie mówię że nie możesz się o mnie martwić!-krzyknęłam
-Więc chyba chciała bym wiedzieć co z tobą. A skoro ty jesteś w niebezpieczeństwie to nie mogę Cię tak zostawić!
Spojrzałam na nią smutna i odwróciłam wzrok. A właśnie że możesz....Tak było właśnie lepiej.
-Ej, powiedziałam coś nie tak?- spytała
Łzy same zaczęły spływać po moich polikach-N-Nie....-powiedziałam drżącym głosem
-No nie kłam mnie, mów co się dzieje...
-P-Po prostu....Nie wybaczyłabym sobie jeśli zrobiłabym ci coś
-Przecież wszystko gra, nic mi nie jest, a nie ma co płakać nad nawet nie rozlanym mlekiem.-przytuliła mnie- Po za tym jestem według Ciebie, aż taka słaba, że twierdzisz że sobie z niczym nie poradzę?-uśmiechnęła się
-Prawie udusiłam Bonniego
-I dobrze, ma za swoje.-zaśmiała się-To odpowiesz mi w końcu na pytanie?
-Nic w tym do śmiechu-powiedziałam poważnie-I nie poradziłabyś sobie ze mną
-Nie dałabyś
-No weź nie rób już ze mnie takiej łamagi jaką jestem...-zaczęła się śmiać
Uśmiechnęłam się lekko, ale w duszy aż krzyczałam. Jeśli animatrony sobie ze mną nie poradziły to ona tym bardziej, poczułam lekkie ukłucie w sercu.
-Czemu taki mały uśmieszek?-spojrzała na mnie- Głowa do góry i skacz jak kangury!
-Nie-jęknęłam-Głowa mnie boli
-No, nie dziwne jak od auta dostałaś...
-Ale ty nie masz szwów założonych
-Nie zdziwiła bym się gdybym miała...-przewróciła oczami
-Po powieszeniu się? Ty chyba śmieszna jesteś
-Nie mówię już o wieszaniu się. Nie mam pojęcia co by było gdyby Seth przyszedł za późno...Ty nie widziałaś tych "straszniejszych" z tak bliska jak ja...
-A ty nie byłaś w kostiumie-mruknęłam
-No ta... to jesteśmy kwita.
-No właśnie....
Time Skip-Miesiąc później
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak, tak jestem trollem. A co myśleliście? Że rozstanę się tak szybko z tą historią?! I tak oto zaczynamy drugą część tej opowieści! Dziękuję że żaden z was mnie nie zabił. Jeszcze.....No ale no! Mam nadzieję że wytrwacie do następnego rozdziału! Bajo!
-Martwiliśmy się o ciebie-powiedziała moja przyjaciółka
Rozejrzałam się, zmarszczyłam lekko brwi.
-A gdzie jest Lucy?-spytałam
Wszyscy spoważnieli-Co się stało?
-Ona....Jest tu, ale jest jak na razie w śpiączce-powiedział Rudy
-Jak to?!-wstałam
-Ona.....Próbowała popełnić samobójstwo-powiedział Bastian
-Gdzie jest?!
-W sali obok-powiedział Rudy
Szybko tam poszłam, prawie tam pobiegłam. Usiadłam obok jej łóżka, złapałam ją za dłoń.
-Lucy.....-spojrzałam na jej twarz-Lucy, proszę obudź się......-powiedziałam cicho ściskając jej dłoń
-Sally!-otworzyła oczy i natychmiast mnie przytuliła
Odwzajemniłam uścisk.
-Ale jak?! Mike powiedział mi przecież że nie żyjesz!-spytała po chwili- no chyba że jestem w niebie...
-Nie jesteś w niebie-burknęłam-Dorwali mnie, ale im zwiałam. A później mnie auto potrąciło
-No ale powiem Ci że szpital do nieba dość podobny-rozejrzała się-strasznie biało...
-Przyzwyczaisz się
-Co? Czemu?
-Dopiero po jutrze wyjdziesz
-No, przynajmniej nie długo-uśmiechnęła się
-Ja dwa tygodnie-jęknęłam
-To ja też. Tym razem Cie nie zostawię
-Będziesz mogła mnie odwiedzać
-Niema mowy! Będę z tobą w dzień i noc, choćbym musiała się tu wkradać!
-Kurwa!
-Co?
-Vincent zajebał mi telefon!
Lucy zaśmiała się pod nosem.
-To nie jest śmieszne-powiedziałam zrezygnowana
-Trochę jest...-znów się zaśmiała
-Jak go dorwę....
-Ej a od kiedy tu jestem? Długo nie było ze mną kontaktu?
-Nie wiem, sama przed chwilą się obudziłam
-Ale więcej się nie rozstajemy. Wiesz ile działo się przez jedną noc gdy Cię nie było? no chyba że ekipa Ci już wszystko powiedziała...
-Nie, właśnie nic mi nie powiedziała
-Hmm...to jakby to ująć w skrucie...najpierw Caroline mnie umalowała, włączyła film, gdy na chwile poszła zaatakował mnie jeden z tych "straszniejszych" animatronów, później gdy Caroline zasnęła zaatakował mnie drugi, pomógł mi Seth i wziął na spacer, ja nalegałam żeby Cie odwiedzić to ten mnie siłą sprowadził z powrotem. W końcu przyszedł Mike i powiedział mi że nie żyjesz więc się załamałam i chcąc Cię jeszcze zobaczyć prawie popełniłam samobójstwo...Nom. jakoś tak...-powiedziała prawie na jednym wdechu
-Wow....
-No...dość ciekawie było...
-A ja się bawiłam w przebieranki
-Heh, ty to krócej ujęłaś.
-A miałam jeszcze inne przygody ale kiedy indziej ci powiem
-Okey-uśmiechnęła się
Przeciągnęłam się, głowa mnie boli.....
-To co tera? Mam rozumieć że nudy szpitalne?
-Ta.....
-Ej a gdzie ekipa?-spytałam
-Gadają z doktorkiem
-Heh, i niech tak zostanie...-rozłożyła się na łóżku
-Czemu?
-Cały czas mi rozkazują! Gdyby dali mi spokój to może nawet nie próbowała bym się powiesić!
-Znając ciebie to byś pobiegła do pizzerii
-No i bym wiedziała co z tobą i nie było by całej akcji w lesie, więc... było by lepiej-wzruszyła ramionami
-Wcale nie byłoby lepiej!-spojrzałam na nią-Niepotrzebnie bym cię naraziła!
-Nie przesadzaj. po za tym i tak mnie zaatakowały dwa animatrony więc co za różnica?
-Powiedzieć ci co się u mnie stało?
-Mogła byś.
Zaczęłam opowiadać co się stało.
-Wiesz, ciekawie ale w czym niby ja bym Ci przeszkodziła?-spytała gdy skończyłam
-Chciałabyś skończyć w kostiumie albo jak Mike?
-Ale to jest nie fair! Ty możesz się o mnie martwić a ja o Cb nie?
-Nie mówię że nie możesz się o mnie martwić!-krzyknęłam
-Więc chyba chciała bym wiedzieć co z tobą. A skoro ty jesteś w niebezpieczeństwie to nie mogę Cię tak zostawić!
Spojrzałam na nią smutna i odwróciłam wzrok. A właśnie że możesz....Tak było właśnie lepiej.
-Ej, powiedziałam coś nie tak?- spytała
Łzy same zaczęły spływać po moich polikach-N-Nie....-powiedziałam drżącym głosem
-No nie kłam mnie, mów co się dzieje...
-P-Po prostu....Nie wybaczyłabym sobie jeśli zrobiłabym ci coś
-Przecież wszystko gra, nic mi nie jest, a nie ma co płakać nad nawet nie rozlanym mlekiem.-przytuliła mnie- Po za tym jestem według Ciebie, aż taka słaba, że twierdzisz że sobie z niczym nie poradzę?-uśmiechnęła się
-Prawie udusiłam Bonniego
-I dobrze, ma za swoje.-zaśmiała się-To odpowiesz mi w końcu na pytanie?
-Nic w tym do śmiechu-powiedziałam poważnie-I nie poradziłabyś sobie ze mną
-Nie dałabyś
-No weź nie rób już ze mnie takiej łamagi jaką jestem...-zaczęła się śmiać
Uśmiechnęłam się lekko, ale w duszy aż krzyczałam. Jeśli animatrony sobie ze mną nie poradziły to ona tym bardziej, poczułam lekkie ukłucie w sercu.
-Czemu taki mały uśmieszek?-spojrzała na mnie- Głowa do góry i skacz jak kangury!
-Nie-jęknęłam-Głowa mnie boli
-No, nie dziwne jak od auta dostałaś...
-Ale ty nie masz szwów założonych
-Nie zdziwiła bym się gdybym miała...-przewróciła oczami
-Po powieszeniu się? Ty chyba śmieszna jesteś
-Nie mówię już o wieszaniu się. Nie mam pojęcia co by było gdyby Seth przyszedł za późno...Ty nie widziałaś tych "straszniejszych" z tak bliska jak ja...
-A ty nie byłaś w kostiumie-mruknęłam
-No ta... to jesteśmy kwita.
-No właśnie....
Time Skip-Miesiąc później
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak, tak jestem trollem. A co myśleliście? Że rozstanę się tak szybko z tą historią?! I tak oto zaczynamy drugą część tej opowieści! Dziękuję że żaden z was mnie nie zabił. Jeszcze.....No ale no! Mam nadzieję że wytrwacie do następnego rozdziału! Bajo!
sobota, 19 marca 2016
Rozdział 31. Czyste szaleństwo. [The End]
-Jasne czemu nie-podeszłam do niego i przyciągnęłam go za krawat-Tylko nie stchórz-moje oczy zrobiły się czarne
Popchnęłam go i wylądował z drzwiami ze zdziwioną miną. Zamknęłam drzwi i spojrzałam na siostrę z niewinnym uśmiechem i normalnymi oczami.
-Yyyy... to następna praca dopiero za dwa dni?-spytała moja siostra
-Ja za dwa dni, ty za trzy
-Czyli sama będę siedzieć w domu?
-Przypominam ci że ekipa siedzi w domu
Przewróciła oczami z oburzoną miną.
Time Skip-po jutrze
Ubrałam mundur, rozczesałam włosy. Zeszłam na dół, pożegnałam się z przyjaciółmi i siostrą. Wyszłam z domu, pojechałam przed pizzerię. Mike już tam czekał z tym swoim uśmiechem.
-Widzę że nie stchórzyłeś-powiedziałam podchodząc do niego
-Wchodzimy czy nie?-spytał ignorując moją uwagę
-Po to tu jesteśmy nie?
Weszliśmy do środka, stanęliśmy na chwilę przed sceną. Zaczęliśmy zawzięcie dyskutować. W końcu poszliśmy do biura, zadzwonił telefon z informacjami. Ale później zadzwonił jeszcze raz....
-Hej Mike! Trzymasz się tam? Tak? To dobrze...Em...Słuchaj, jest sprawa wczoraj Jeremy i Fritz ledwo co uszli z życiem. Animatroniki są teraz w nocy bardzo niebezpieczne. Uważaj na siebie okej? Dobra to ja kończę na razie!-rozłączył się
-Okej...To było bardzo dziwne...-stwierdziłam
-W tej kwestii zgodzę się z tobą-Mike zaczął sprawdzać kamery-Zajmiesz się drzwiami?
-Jasne! Tylko mów kogo nie widzisz
-Em....Wszyscy są w różnych lokacjach więc to będzie trudne...
-Już się przemieścili!?
Zaczęłam sprawdzać co chwilę drzwi, po ok. jakiś 20 minutach biegania od drzwi do drzwi, zmęczyłam się. Podeszłam zmachana do drzwi, zapaliłam światło i zobaczyłam Bonnie'go! Miał czarne oczy z białymi punkcikami. Nie zdążyłam zamknąć drzwi, złapał mnie za nadgarstek i wykręcił rękę. Zrobił to szybko aczkolwiek delikatnie. Zasłonił mi usta ręką, zaczęłam się wyrywać. Czułam się jak kiedyś, prowadził mnie przez ciemne korytarze. Rozglądałam się, nadepnęłam mu mocno na stopę, a po tym walnęłam go z łokcia w brzuch. Puścił mnie, zaczęłam uciekać. Bonnie się chyba wkurzył, zaczął mnie gonić. Byłam na szczęście od niego szybsza, ale i tak byłam już zmęczona więc biegłam minimum szybciej od niego. Wbiegłam do Daining Arena, na moje nieszczęście byli tam: Mangle, Foxy, Tochi i Bon....Fajnie...Spojrzeli na mnie, zakręciłam i wleciałam do Part and Service. Na moje nie szczęście poślizgnęłam się i wleciałam w części zapasowe. Nie mogłam się ruszyć, byłam dosłownie tym wszystkim przywalona. Jakaś część przecięła mi skórę od kącika ust na ukos w dół do zakończenia szczęki. Krew spływała po moim policzku, oraz szyi. Próbowałam krzyczeć ale nie mogłam, nie chciałam. Myślałam że animatrony mnie zaraz wyciągną....Jednak tak się nie stało. Części coraz bardziej mnie okaleczały, po chwili usłyszałam otwieranie drzwi. Spokojne kroki, zamknęłam oczy. Nagle mój telefon zaczął dzwonić, gdy tylko muzyka przestała grać to znów zaczęła. Mniej więcej sześć razy dzwonił, ktoś zaczął zdejmować części ze mnie. Poczułam teraz dopiero ból wywołany licznymi ranami. Ktoś wyjął mnie i położył na stole, po woli i nie pewnie otworzyłam oczy. Mike siedział do mnie plecami, po woli z lekkim bólem przytuliłam się do jego pleców. Oparłam czoło o jego plecy, po chwili chłopak wstał. Spojrzałam na niego, wyciągnął w moją stronę rękę.
-Chodź trzeba opatrzyć twoje rany-uśmiechnął się nie pewnie
Kiwnęłam głową że rozumiem, skorzystałam z jego pomocy. Poszliśmy do biura a tam opatrzyliśmy moje rany, Mike usadził mnie przy kamerach. Sam zaczął sprawdzać drzwi i przy okazji mówił kto stoi.
-Bonnie...-mruknął i zamknął drzwi
Wstałam-Zaraz wracam-uśmiechnęłam się i otworzyłam drzwi
Moje oczy stały się momentalnie czarne, uśmiechnęłam się. Podeszłam do uszatego, już miał mi wykręcić rękę do tyłu. Lecz byłam szybsza i walnęłam go mocno w brzuch. Skulił się lekko i złapał się za brzuch, złapałam go za gardło i przycisnęłam do ściany. Zaciskałam coraz mocniej dłoń na jego szyi. Ktoś walnął mnie w głowę, mocno. Puściłam królika i jęknęłam z bólu, moje oczy pozostały nie zmienione. Spojrzałam na winowajcę, okazał się nim być Mike. Uśmiechnęłam się szerzej, popchnęłam go, wleciał do biura. Również tam weszłam, zamknęłam za sobą drzwi. Podeszłam do niego, siedział na podłodze, już miał się podnosić. Położyłam nogę na jego klatce piersiowej i powaliłam go. Stopę przemieściłam na jego brzuch, podniosłam nogę i nadepnęłam mu na brzuch. Skulił się z krzykiem, usłyszałam krzyk Bonniego przez kamery a dokładniej krzyczał ,,,Opętało ją! Opętało!". Widziałam jak animatrony zbierają się w sali ze sceną. Zaśmiałam się cicho, kopnęłam jeszcze raz Schmita w brzuch. Podeszłam do głośnika i włączyłam go. Kopnęłam go jeszcze raz, krzyknął jeszcze głośniej niż wcześniej. Zaśmiałam się, podeszłam do kamer.
-Foxy leć po Springtrapa!-krzyknął Freddy-A ty Mangle po Maria!
Lisy ruszyły po dane osoby, zaczęłam się śmiać.
-Powodzenia...Jeśli w ogóle się tu dostaniecie!!-znów zaczęłam się śmiać
-S-Sally....-usłyszałam z za pleców głos
-Tak?-odwróciłam się do Jonasa
-Proszę, uspokój się....
-Przecież ja jestem spokojna!-uśmiechnęłam się do niego
Westchnął i spojrzał na mnie błagalnie. A później na Mike kulącego się.
-Nie dam się tak łatwo, bracie-powiedziałam poważnie
-Do zobaczenia...-powiedział i zniknął
Usiadłam na krześle, zaczęłam się przyglądać Mikowi. Poczułam rękę na ramieniu, po chwili zostałam brutalnie wyciągnięta z biura. Spojrzałam na mojego oprawcę to był Goldie, miał minę jakby mu kot na buty narobił. (Sorry musiałam XD) Prowadził mnie przez korytarze, czyli to jest już mój koniec? Pewnie tak, schowałam twarz we włosach. Misiek wprowadził mnie na zaplecze.
-Mogę sam na sam z nią na chwilę zostać?-spytał Vinc
Wszyscy wyszli, spojrzałam na niego.
-Sally...-powiedział ze smutkiem-Przepraszam...A-nie dokończył bo mu przerwałam
-Czyli to już jest mój koniec?-spytałam bez emocji
Westchnął-To nie będzie twój koniec. Będziesz żyć ale jako animatronik.
-Nie chcę takiego życia-warknęłam
Widziałam w jego oczach zdziwienie-A czemu niby?
-Bo mogę tego nie przeżyć!-wrzasnęłam
-Na pewno przeżyjesz!
-Wal się!-krzyknęłam z czystą furią
Widziałam że się zawahał, nie dam się! Nie dam się i już! Będę walczyć!
-Przepraszam-powiedział
Zaczął wołać animatrony, ja w tym czasie wbiegłam do piwnicy. Biegłam ile sił w nogach, w końcu wleciałam w kogoś. Spojrzałam w górę, Shadowy! Zasłoniłam się rękami, oni mnie podnieśli.
-Spokojnie, my ci nic nie zrobimy-powiedział S.F
-O-Okej...-powiedziałam nie pewnie
-Chodź-złapali mnie za ręce
Prowadzili mnie w głąb piwnicy, weszliśmy do ich pokoju. Shadow Freddy podszedł do jednej z szaf. Wyciągnął z niej swoje ubrania, spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Ucharakteryzujemy cię na Shadow Freddyego-powiedział S.B
-Czemu na niego?-spojrzałam na Królika
-Ponieważ możesz mieć oczy jak on-wzruszył ramionami
-Trzymaj-Misiek podał mi ubrania-Idź do łazienki-Wskazał na ciemne drzwi
Weszłam tam i się przebrałam, po tym chłopacy zrobili mi makijaż i fryz. Wyglądałam teraz jak klon Shadow Fredziaka.
-Jakby co to masz popsuty modulator głosu i nic nie mówisz-powiedział miś
Kiwnęłam głową i ruszyliśmy w drogę tak dla zabicia czasu. Animatrony szły z naprzeciwka, lekko się zestresowałam. Wszyscy do nas podeszli, siedziałam cicho.
-Hej Shadowy-powiedział Freddy
-Hej....-mruknął S.B.
-A temu co?-wskazał na mnie Fox
-Modulator głosu mu padł-powiedział-A teraz sorry ale musimy to naprawić
-Lepiej idźcie do Marionetki-powiedział Vinc
-Nie-machnął ręką-Poradzimy sobie
-Foxy idź z nimi jakby coś się namieszało-powiedział Vinc
Rudy kiwnął głową że rozumie. Vinc masz w pysk za to, ruszyliśmy więc na górę. Weszliśmy do Parte and Service, usiadłam na stole. S.B podszedł do mnie z narzędziami. Zbliżył się do mojej krtani ze śrubokrętem. Po chwili westchnął.
-Możesz się tak na mnie nie patrzeć!?-warknął do Foxa-Wyjdź-pokazał na drzwi od piwnicy
Zgromił królika wzrokiem, jednak wyszedł ale nie przeszedł do piwnicy tylko do Daining Area. Shadow odetchnął i usiadł obok mnie. Odczekaliśmy chwilę, po czym wyszliśmy z Zaplecza. Nigdzie nie widzieliśmy Rudego, ruszyliśmy do wyjścia.
-Hej! Czekajcie!-usłyszeliśmy krzyk Rudego
Ruszyliśmy biegiem, na moje nieszczęście się wywaliłam. Przy okazji peruka mi spadła, spojrzeliśmy na siebie, a później na Foxa.
-Mam ją-powiedział do krótkofalówki, zaczął się zbliżać
-Wiej!-krzyknął królik
Ruszyłam biegiem do wyjścia, otworzyłam z rozmachem drzwi wejściowe. Biegłam dalej, jasne światło mnie oślepiło. Po tym ból.....
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam was kochani! To jest koniec naszej przygody z Sally i jej ekipą!! Ale nie bójcie się, tak jak chcieliście będzie nowe opowiadanie. Pierwszy rozdział pojawi się w poniedziałek. No to chyba wszystko, na razie!
Popchnęłam go i wylądował z drzwiami ze zdziwioną miną. Zamknęłam drzwi i spojrzałam na siostrę z niewinnym uśmiechem i normalnymi oczami.
-Yyyy... to następna praca dopiero za dwa dni?-spytała moja siostra
-Ja za dwa dni, ty za trzy
-Czyli sama będę siedzieć w domu?
-Przypominam ci że ekipa siedzi w domu
Przewróciła oczami z oburzoną miną.
Time Skip-po jutrze
Ubrałam mundur, rozczesałam włosy. Zeszłam na dół, pożegnałam się z przyjaciółmi i siostrą. Wyszłam z domu, pojechałam przed pizzerię. Mike już tam czekał z tym swoim uśmiechem.
-Widzę że nie stchórzyłeś-powiedziałam podchodząc do niego
-Wchodzimy czy nie?-spytał ignorując moją uwagę
-Po to tu jesteśmy nie?
Weszliśmy do środka, stanęliśmy na chwilę przed sceną. Zaczęliśmy zawzięcie dyskutować. W końcu poszliśmy do biura, zadzwonił telefon z informacjami. Ale później zadzwonił jeszcze raz....
-Hej Mike! Trzymasz się tam? Tak? To dobrze...Em...Słuchaj, jest sprawa wczoraj Jeremy i Fritz ledwo co uszli z życiem. Animatroniki są teraz w nocy bardzo niebezpieczne. Uważaj na siebie okej? Dobra to ja kończę na razie!-rozłączył się
-Okej...To było bardzo dziwne...-stwierdziłam
-W tej kwestii zgodzę się z tobą-Mike zaczął sprawdzać kamery-Zajmiesz się drzwiami?
-Jasne! Tylko mów kogo nie widzisz
-Em....Wszyscy są w różnych lokacjach więc to będzie trudne...
-Już się przemieścili!?
Zaczęłam sprawdzać co chwilę drzwi, po ok. jakiś 20 minutach biegania od drzwi do drzwi, zmęczyłam się. Podeszłam zmachana do drzwi, zapaliłam światło i zobaczyłam Bonnie'go! Miał czarne oczy z białymi punkcikami. Nie zdążyłam zamknąć drzwi, złapał mnie za nadgarstek i wykręcił rękę. Zrobił to szybko aczkolwiek delikatnie. Zasłonił mi usta ręką, zaczęłam się wyrywać. Czułam się jak kiedyś, prowadził mnie przez ciemne korytarze. Rozglądałam się, nadepnęłam mu mocno na stopę, a po tym walnęłam go z łokcia w brzuch. Puścił mnie, zaczęłam uciekać. Bonnie się chyba wkurzył, zaczął mnie gonić. Byłam na szczęście od niego szybsza, ale i tak byłam już zmęczona więc biegłam minimum szybciej od niego. Wbiegłam do Daining Arena, na moje nieszczęście byli tam: Mangle, Foxy, Tochi i Bon....Fajnie...Spojrzeli na mnie, zakręciłam i wleciałam do Part and Service. Na moje nie szczęście poślizgnęłam się i wleciałam w części zapasowe. Nie mogłam się ruszyć, byłam dosłownie tym wszystkim przywalona. Jakaś część przecięła mi skórę od kącika ust na ukos w dół do zakończenia szczęki. Krew spływała po moim policzku, oraz szyi. Próbowałam krzyczeć ale nie mogłam, nie chciałam. Myślałam że animatrony mnie zaraz wyciągną....Jednak tak się nie stało. Części coraz bardziej mnie okaleczały, po chwili usłyszałam otwieranie drzwi. Spokojne kroki, zamknęłam oczy. Nagle mój telefon zaczął dzwonić, gdy tylko muzyka przestała grać to znów zaczęła. Mniej więcej sześć razy dzwonił, ktoś zaczął zdejmować części ze mnie. Poczułam teraz dopiero ból wywołany licznymi ranami. Ktoś wyjął mnie i położył na stole, po woli i nie pewnie otworzyłam oczy. Mike siedział do mnie plecami, po woli z lekkim bólem przytuliłam się do jego pleców. Oparłam czoło o jego plecy, po chwili chłopak wstał. Spojrzałam na niego, wyciągnął w moją stronę rękę.
-Chodź trzeba opatrzyć twoje rany-uśmiechnął się nie pewnie
Kiwnęłam głową że rozumiem, skorzystałam z jego pomocy. Poszliśmy do biura a tam opatrzyliśmy moje rany, Mike usadził mnie przy kamerach. Sam zaczął sprawdzać drzwi i przy okazji mówił kto stoi.
-Bonnie...-mruknął i zamknął drzwi
Wstałam-Zaraz wracam-uśmiechnęłam się i otworzyłam drzwi
Moje oczy stały się momentalnie czarne, uśmiechnęłam się. Podeszłam do uszatego, już miał mi wykręcić rękę do tyłu. Lecz byłam szybsza i walnęłam go mocno w brzuch. Skulił się lekko i złapał się za brzuch, złapałam go za gardło i przycisnęłam do ściany. Zaciskałam coraz mocniej dłoń na jego szyi. Ktoś walnął mnie w głowę, mocno. Puściłam królika i jęknęłam z bólu, moje oczy pozostały nie zmienione. Spojrzałam na winowajcę, okazał się nim być Mike. Uśmiechnęłam się szerzej, popchnęłam go, wleciał do biura. Również tam weszłam, zamknęłam za sobą drzwi. Podeszłam do niego, siedział na podłodze, już miał się podnosić. Położyłam nogę na jego klatce piersiowej i powaliłam go. Stopę przemieściłam na jego brzuch, podniosłam nogę i nadepnęłam mu na brzuch. Skulił się z krzykiem, usłyszałam krzyk Bonniego przez kamery a dokładniej krzyczał ,,,Opętało ją! Opętało!". Widziałam jak animatrony zbierają się w sali ze sceną. Zaśmiałam się cicho, kopnęłam jeszcze raz Schmita w brzuch. Podeszłam do głośnika i włączyłam go. Kopnęłam go jeszcze raz, krzyknął jeszcze głośniej niż wcześniej. Zaśmiałam się, podeszłam do kamer.
-Foxy leć po Springtrapa!-krzyknął Freddy-A ty Mangle po Maria!
Lisy ruszyły po dane osoby, zaczęłam się śmiać.
-Powodzenia...Jeśli w ogóle się tu dostaniecie!!-znów zaczęłam się śmiać
-S-Sally....-usłyszałam z za pleców głos
-Tak?-odwróciłam się do Jonasa
-Proszę, uspokój się....
-Przecież ja jestem spokojna!-uśmiechnęłam się do niego
Westchnął i spojrzał na mnie błagalnie. A później na Mike kulącego się.
-Nie dam się tak łatwo, bracie-powiedziałam poważnie
-Do zobaczenia...-powiedział i zniknął
Usiadłam na krześle, zaczęłam się przyglądać Mikowi. Poczułam rękę na ramieniu, po chwili zostałam brutalnie wyciągnięta z biura. Spojrzałam na mojego oprawcę to był Goldie, miał minę jakby mu kot na buty narobił. (Sorry musiałam XD) Prowadził mnie przez korytarze, czyli to jest już mój koniec? Pewnie tak, schowałam twarz we włosach. Misiek wprowadził mnie na zaplecze.
-Mogę sam na sam z nią na chwilę zostać?-spytał Vinc
Wszyscy wyszli, spojrzałam na niego.
-Sally...-powiedział ze smutkiem-Przepraszam...A-nie dokończył bo mu przerwałam
-Czyli to już jest mój koniec?-spytałam bez emocji
Westchnął-To nie będzie twój koniec. Będziesz żyć ale jako animatronik.
-Nie chcę takiego życia-warknęłam
Widziałam w jego oczach zdziwienie-A czemu niby?
-Bo mogę tego nie przeżyć!-wrzasnęłam
-Na pewno przeżyjesz!
-Wal się!-krzyknęłam z czystą furią
Widziałam że się zawahał, nie dam się! Nie dam się i już! Będę walczyć!
-Przepraszam-powiedział
Zaczął wołać animatrony, ja w tym czasie wbiegłam do piwnicy. Biegłam ile sił w nogach, w końcu wleciałam w kogoś. Spojrzałam w górę, Shadowy! Zasłoniłam się rękami, oni mnie podnieśli.
-Spokojnie, my ci nic nie zrobimy-powiedział S.F
-O-Okej...-powiedziałam nie pewnie
-Chodź-złapali mnie za ręce
Prowadzili mnie w głąb piwnicy, weszliśmy do ich pokoju. Shadow Freddy podszedł do jednej z szaf. Wyciągnął z niej swoje ubrania, spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Ucharakteryzujemy cię na Shadow Freddyego-powiedział S.B
-Czemu na niego?-spojrzałam na Królika
-Ponieważ możesz mieć oczy jak on-wzruszył ramionami
-Trzymaj-Misiek podał mi ubrania-Idź do łazienki-Wskazał na ciemne drzwi
Weszłam tam i się przebrałam, po tym chłopacy zrobili mi makijaż i fryz. Wyglądałam teraz jak klon Shadow Fredziaka.
-Jakby co to masz popsuty modulator głosu i nic nie mówisz-powiedział miś
Kiwnęłam głową i ruszyliśmy w drogę tak dla zabicia czasu. Animatrony szły z naprzeciwka, lekko się zestresowałam. Wszyscy do nas podeszli, siedziałam cicho.
-Hej Shadowy-powiedział Freddy
-Hej....-mruknął S.B.
-A temu co?-wskazał na mnie Fox
-Modulator głosu mu padł-powiedział-A teraz sorry ale musimy to naprawić
-Lepiej idźcie do Marionetki-powiedział Vinc
-Nie-machnął ręką-Poradzimy sobie
-Foxy idź z nimi jakby coś się namieszało-powiedział Vinc
Rudy kiwnął głową że rozumie. Vinc masz w pysk za to, ruszyliśmy więc na górę. Weszliśmy do Parte and Service, usiadłam na stole. S.B podszedł do mnie z narzędziami. Zbliżył się do mojej krtani ze śrubokrętem. Po chwili westchnął.
-Możesz się tak na mnie nie patrzeć!?-warknął do Foxa-Wyjdź-pokazał na drzwi od piwnicy
Zgromił królika wzrokiem, jednak wyszedł ale nie przeszedł do piwnicy tylko do Daining Area. Shadow odetchnął i usiadł obok mnie. Odczekaliśmy chwilę, po czym wyszliśmy z Zaplecza. Nigdzie nie widzieliśmy Rudego, ruszyliśmy do wyjścia.
-Hej! Czekajcie!-usłyszeliśmy krzyk Rudego
Ruszyliśmy biegiem, na moje nieszczęście się wywaliłam. Przy okazji peruka mi spadła, spojrzeliśmy na siebie, a później na Foxa.
-Mam ją-powiedział do krótkofalówki, zaczął się zbliżać
-Wiej!-krzyknął królik
Ruszyłam biegiem do wyjścia, otworzyłam z rozmachem drzwi wejściowe. Biegłam dalej, jasne światło mnie oślepiło. Po tym ból.....
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam was kochani! To jest koniec naszej przygody z Sally i jej ekipą!! Ale nie bójcie się, tak jak chcieliście będzie nowe opowiadanie. Pierwszy rozdział pojawi się w poniedziałek. No to chyba wszystko, na razie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)