Gdy ten mnie odwrócił, ja zamknęłam oczy i zasłoniłam się rękoma.
- Ej....Lisiasty-powiedział dosyć znajomy głos
Ten tak zwany ,,Lisiasty" odwrócił się do mnie plecami a ja otworzyłam oczy i ręce spuściłam na dół. Rozejrzałam się po pokoju tak by ten kto stał przed nim mnie nie zauważył i rozglądałam się za ucieczką, w końcu nic nie wymyśliłam więc szybko schowałam się w szafce w której się obudziłam.
-Znaleźliśmy kolejne-powiedział ten facio którego nie znałam
-Sprawa robi się poważna-powiedział ,,Lisiasty"
-Ja muszę już iść bo obiecałem że im pomogę idziesz ze mną?
-Jasne tylko....muszę coś załatwić-odpowiedział, wiedziałam że tu chodzi o mnie
-Okej jak skończysz to kieruj się do Parte and Service
-Dobra-powiedział ,,Lisiasty" po czym się odwrócił i zobaczył że mnie nie ma pewnie pomyślał że zwiałam i krzyknął-zaczekaj!!
Usłyszałam jego bieg, otworzyłam drzwiczki minimalnie by sprawdzić czy kogoś tu jeszcze nie ma, nikogo nie było więc mogłam wyjść. Nie rozglądając się pobiegłam do pokoju securyty to co tam zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach Foxy leżał na podłodze z raną na brzuchu. Z jego rany lała się krew natychmiastowo do niego podbiegłam.
-Foxy.....odezwij się do mnie!-krzyknęłam ze łzami w oczach-Foxy.....-krzyczałam tak jeszcze przez chwilę-,, nie to niemożliwe "-pomyślałam po chwili pobiegłam sprintem do kuchni by poszukać apteczki znalazłam ją w expresowym tępie. Gdy wróciłam do pokoju securyty zrobiłam mu opatrunek.
-Dz...dziękuje....c...ci-powiedział
-Nie ma za co a teraz odpoczywaj karetka zaraz przyjedzie-powiedziałam już spokojnym tonem
-Gdzie jest ranny?-zapytał się ratownik
-Tutaj-odparłam pokazując na Foxy'ego
Gdy Foxy'ego już zabrali wystarczyło poszukać mojego brata, nigdzie nie mogłam go znaleźć a jedyne miejsce w którym nie szukałam to Parte and Service. Uchyliłam lekko drzwi zauważyłam tam Vincenta i.....E...Ele....Elevena!?, kłócili się, a ja jak to ja nasłuchiwałam o co poszło.
-Obiecałeś że już więcej tego nie zrobisz!-krzyknął Eleven
-Oj tam, oj tam już karcisz za jeden mały żart-powiedział
-Żart?...żart?! ty to uważasz za żarty ty chyba mnie nie bierzesz na poważnie!
-A jak myślisz?
-Słuchaj najpierw te dzieciaki a teraz securyty?!
C...co czy on właśnie powiedział że to Vincent go tak urządził ?! Gdy to usłyszałam nie chciało mi się wierzyć mama mnie uprzedzała że jest nie przewidywalny ale aż do tego stopnia? Byłam wściekła a zarazem nie mogłam uwierzyć w to co powiedział.Byłam tak wściekła że uderzyłam w drzwi z całej siły tak że ręka prawie mi przez nie przeszła, po czym otworzyłam je z hukiem.
-Ty......ty....ty potworze jak mogłeś mi coś takiego zrobić?!-krzyknęłam- jak mogłeś.......-zacisnęłam dłonie w pieści-Nigdy ci tego nie wybaczę!!!!-krzyknęłam to po czym tag mocno dałam u z liścia że się aż przewrócił, wybiegłam z pomieszczenia cała rozpłakana. Uciekłam do kuchni do tej szafki, nie mam pojęcia ale czułam się tam bezpieczna.
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
niedziela, 19 kwietnia 2015
Rozdział 5. Brat czy nie brat? I
Nie wiedzieliśmy co dalej zrobić a na dodatek nie spostrzegliśmy się że po prawej stoi Chicka a po lewej Bonnie. Nagle kroki ucichły lecz potem poczuliśmy że ktoś nas obserwuje.
-To co teraz robimy?-zapytałam się szeptem cała roztrzęsiona całą tą sprawą
-Nie wiem-powiedział spokojnym głosem po czym złapał mnie za rękę-Będzie wszystko dobrze obiecuję ci-powiedział to po czym się do mnie uśmiechnął
Poczułam że ktoś mnie złapał za rękę ale to nie był Foxy, ta osoba za mocno mnie trzymała jak na niego. Pociągnęła mnie za sobą a ja pociągnęłam Foxy'ego za sobą.
-Dzięki-powiedzieliśmy równocześnie
-Nie ma za co-powiedział znajomy mi głos
-Yyyyy...a tak właśnie kim jesteś-powiedział Foxy
-Ja chyba wiem kto to jest-powiedziałam-Vincent?-zapytałam się niepewnie
-Tak moja ty młodsza siostrzyczko-powiedział to wychodząc z cienia
Otworzyłam oczy jeszcze szerzej niż mogłam i przytuliłam się do niego.
-Tak się ciesze że cię widzę-powiedziałam uradowanym głosem
-Hej a może byśmy włączyli zasilanie bo trochę tu strasznie-powiedział Foxy
-Tak masz rację-odparłam
-Dobra to za mną wiem gdzie jest zasilacz prądu-powiedział Vincent-tyko uważajcie i nie wpadnijcie na stoły lub krzesła
Vincent szedł jako pierwszy za nim Foxy a zaraz za nim ja, szliśmy w niesamowitej ciszy. Zgubiłam Vincenta i Foxy'ego byłam przerażona, wyciągnęłam ręce do przodu i nagle poczułam coś metalowego a to coś złapało mnie i zaciągnęło do jakiegoś pomieszczenia. (kuchnia) Ten ktoś wepchnął mnie do pomieszczenia i zamknął mnie w nim. Odwróciłam się w stronę drzwi i poczułam jak przeszył mnie straszliwy ból głowy a potem ciemność ,,zemdlałam..."
Obudziłam się w szafce usłyszałam głosy przestraszyłam się i uderzyłam się o jej górę.
-Auć!!!-krzynęłam
-Co to było?-zapytał się gruby męski głos
Odruchowo położyłam sobie rękę na ustach.
-Chyba się przesłyszałeś-powiedział damski głos
-No więc jak już mówiłem-powiedział gruby męski głos
Przysłuchiwałam się przez chwilę o czym rozmawiali lecz za dobrze ich nie słyszałam, pewnie byli na drugim końcu pomieszczenia. Usłyszałam tylko kroki i postanowiłam wyjść z szafki. Rozejrzałam się niepewnie po pomieszczeniu nikogo nie było lecz.....
-Co tu robisz? nie powinno cię tu być-powiedział ktoś kto stał za mną miał ten sam nieokreślony głos
Bałam się odwrócić ale nie musiałam czekać długo bo ten zrobił to za mnie.
-To co teraz robimy?-zapytałam się szeptem cała roztrzęsiona całą tą sprawą
-Nie wiem-powiedział spokojnym głosem po czym złapał mnie za rękę-Będzie wszystko dobrze obiecuję ci-powiedział to po czym się do mnie uśmiechnął
Poczułam że ktoś mnie złapał za rękę ale to nie był Foxy, ta osoba za mocno mnie trzymała jak na niego. Pociągnęła mnie za sobą a ja pociągnęłam Foxy'ego za sobą.
-Dzięki-powiedzieliśmy równocześnie
-Nie ma za co-powiedział znajomy mi głos
-Yyyyy...a tak właśnie kim jesteś-powiedział Foxy
-Ja chyba wiem kto to jest-powiedziałam-Vincent?-zapytałam się niepewnie
-Tak moja ty młodsza siostrzyczko-powiedział to wychodząc z cienia
Otworzyłam oczy jeszcze szerzej niż mogłam i przytuliłam się do niego.
-Tak się ciesze że cię widzę-powiedziałam uradowanym głosem
-Hej a może byśmy włączyli zasilanie bo trochę tu strasznie-powiedział Foxy
-Tak masz rację-odparłam
-Dobra to za mną wiem gdzie jest zasilacz prądu-powiedział Vincent-tyko uważajcie i nie wpadnijcie na stoły lub krzesła
Vincent szedł jako pierwszy za nim Foxy a zaraz za nim ja, szliśmy w niesamowitej ciszy. Zgubiłam Vincenta i Foxy'ego byłam przerażona, wyciągnęłam ręce do przodu i nagle poczułam coś metalowego a to coś złapało mnie i zaciągnęło do jakiegoś pomieszczenia. (kuchnia) Ten ktoś wepchnął mnie do pomieszczenia i zamknął mnie w nim. Odwróciłam się w stronę drzwi i poczułam jak przeszył mnie straszliwy ból głowy a potem ciemność ,,zemdlałam..."
Obudziłam się w szafce usłyszałam głosy przestraszyłam się i uderzyłam się o jej górę.
-Auć!!!-krzynęłam
-Co to było?-zapytał się gruby męski głos
Odruchowo położyłam sobie rękę na ustach.
-Chyba się przesłyszałeś-powiedział damski głos
-No więc jak już mówiłem-powiedział gruby męski głos
Przysłuchiwałam się przez chwilę o czym rozmawiali lecz za dobrze ich nie słyszałam, pewnie byli na drugim końcu pomieszczenia. Usłyszałam tylko kroki i postanowiłam wyjść z szafki. Rozejrzałam się niepewnie po pomieszczeniu nikogo nie było lecz.....
-Co tu robisz? nie powinno cię tu być-powiedział ktoś kto stał za mną miał ten sam nieokreślony głos
Bałam się odwrócić ale nie musiałam czekać długo bo ten zrobił to za mnie.
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Rozdział Czwarty. Ja go w końcu zabije!
Dzień później 15:30 wciąż myślę o wczorajszym zdarzeniu i zadawałam sobie to pytanie: ,,kto mnie uratował ".Postanowiłam to sprawdzić i spytałam czy mogę z nimi chodzić do pracy.
-Mnie pasuje-powiedział na to Fred
-I mnie też-powiedziała reszta ekipy
-Dobra ale muśmy ustalić kto idzie tym razem do pracy-powiedziała Chicka
-Ja!-krzyknął Foxy
-Dobra to Foxy idzie dzisiaj, ja jutro, Chicka w czwartek, Bonnie w piątek, Golden a ty pójdziesz w sobotę a w ostatni dzień tygodnia idziemy wszyscy razem pasuje wam?-powiedział Fred
Popatrzyłam się na nich i każdy pokiwał zgadzając się.
-Pasuje nam-powiedziałam
Jest 11:50 AM właśnie weszłam z Foxy'm do pokoju security. Tak jak wczoraj zadzwonił telefon z tym dziwnym typem, ja i Foxy popatrzyliśmy w kamery tak jak wczoraj Bonnie ruszył się jako pierwszy szukaliśmy go po kamerach nagle namierzyliśmy go na kamerze 5 przeraziliśmy się bo wyglądał tak
Tym samym wzrokiem patrzył się na mnie poprzedniej nocy. Po chwili spojrzeliśmy się na siebie po czym Foxy powiedział-Po co się go bać przecież jesteśmy tu bezpieczni a jak się tu pojawi to się zamkniemy
-Masz racje-powiedziałam po czym się uśmiechnęłam
Foxy też się uśmiechnął i odwrócił się do mnie plecami by czegoś poszukać w plecaku. Pomyślał wcześniej że zrobi mi głupi żart więc wziął tą oto butelkę soku malinowego. Schował ją z plecami i odkręcił.Gdy ja patrzyłam się w kamerę on skorzystał z okazji i wylał połowę zawartości tej butelki na mnie, przez tą całą sytuację nie zerknęłam na Pirate Cove a co się okazało (P-prawdziwy)P Foxy ruszył w stronę naszego pokoju gdy nagle usłyszał to-Foxy ja cie rozszarpie na strzępy i i nic z ciebie nie zostanie!!-krzyknęłam na całą pizzerię
Gdy P Foxy to usłyszał zwiał do Pirate Cove, a animatroniki myślały że to on mi coś zrobił i dlatego zwiał.Nagle ktoś pobiegł w stronę łazienki a za tym kimś biegłam ja cała ubrudzona tym sokiem animatroniki postanowiły sprawdzić co się w końcu stało. Zajrzały do łazienki i ujrzały jak trzymam głowę drugiego security pod pachą i czochram mu włosy swoimi klejącymi się rękoma.
-ZEMSTA!!-krzyknęłam
-Proszę wszystko tyko nie włosy!-krzyknął
Animatroniki z zaciekawieniem przyglądały się całej sytuacji nawet się nie spostrzegliśmy że obok nich ,,wyszliśmy'' to znaczy ja go ciągnęłam za ucho a on się mnie słuchał. Gdy wchodziliśmy do naszego pokoju padło zasilanie.Usłyszeliśmy kroki zbliżające się do nas.
-Mnie pasuje-powiedział na to Fred
-I mnie też-powiedziała reszta ekipy
-Dobra ale muśmy ustalić kto idzie tym razem do pracy-powiedziała Chicka
-Ja!-krzyknął Foxy
-Dobra to Foxy idzie dzisiaj, ja jutro, Chicka w czwartek, Bonnie w piątek, Golden a ty pójdziesz w sobotę a w ostatni dzień tygodnia idziemy wszyscy razem pasuje wam?-powiedział Fred
Popatrzyłam się na nich i każdy pokiwał zgadzając się.
-Pasuje nam-powiedziałam
Jest 11:50 AM właśnie weszłam z Foxy'm do pokoju security. Tak jak wczoraj zadzwonił telefon z tym dziwnym typem, ja i Foxy popatrzyliśmy w kamery tak jak wczoraj Bonnie ruszył się jako pierwszy szukaliśmy go po kamerach nagle namierzyliśmy go na kamerze 5 przeraziliśmy się bo wyglądał tak
Tym samym wzrokiem patrzył się na mnie poprzedniej nocy. Po chwili spojrzeliśmy się na siebie po czym Foxy powiedział-Po co się go bać przecież jesteśmy tu bezpieczni a jak się tu pojawi to się zamkniemy
-Masz racje-powiedziałam po czym się uśmiechnęłam
Foxy też się uśmiechnął i odwrócił się do mnie plecami by czegoś poszukać w plecaku. Pomyślał wcześniej że zrobi mi głupi żart więc wziął tą oto butelkę soku malinowego. Schował ją z plecami i odkręcił.Gdy ja patrzyłam się w kamerę on skorzystał z okazji i wylał połowę zawartości tej butelki na mnie, przez tą całą sytuację nie zerknęłam na Pirate Cove a co się okazało (P-prawdziwy)P Foxy ruszył w stronę naszego pokoju gdy nagle usłyszał to-Foxy ja cie rozszarpie na strzępy i i nic z ciebie nie zostanie!!-krzyknęłam na całą pizzerięGdy P Foxy to usłyszał zwiał do Pirate Cove, a animatroniki myślały że to on mi coś zrobił i dlatego zwiał.Nagle ktoś pobiegł w stronę łazienki a za tym kimś biegłam ja cała ubrudzona tym sokiem animatroniki postanowiły sprawdzić co się w końcu stało. Zajrzały do łazienki i ujrzały jak trzymam głowę drugiego security pod pachą i czochram mu włosy swoimi klejącymi się rękoma.
-ZEMSTA!!-krzyknęłam
-Proszę wszystko tyko nie włosy!-krzyknął
Animatroniki z zaciekawieniem przyglądały się całej sytuacji nawet się nie spostrzegliśmy że obok nich ,,wyszliśmy'' to znaczy ja go ciągnęłam za ucho a on się mnie słuchał. Gdy wchodziliśmy do naszego pokoju padło zasilanie.Usłyszeliśmy kroki zbliżające się do nas.
niedziela, 5 kwietnia 2015
Rozdział Trzeci.Zdziwienie
Nie mam pojęcia co się ze mną wtedy działo coś lecz nie wiem co nie pozwalało mi się ruszyć ani otworzyć oczu.Lecz mogłam tylko nasłuchiwać co mówią te głosy.
-Coś ty jej zrobił?!-powiedział męski gruby głos
-Ja nic to ona zaczęła panikować-powiedział trochę cieńszym głosem od pierwszego
-Moglibyście się przestać kłócić-powiedział damski głos
-A właśnie co z nią?-znów odezwał się gruby głos
-Nie za dobrze miała atak Astmy-powiedział kobiecy głos
-,,Ja atak Astmy? ostatnio kiedy dostałam atak miałam 7 lat ale może i dobrze że wszędzie zabieram Inchalator''
-Dobrze że nosi ze sobą lekarstwo-powiedział jeszcze inny głos którego nie umiałam określić
-,,A właśnie co z moimi przyjaciółmi?! pewnie się o mnie martwią''-I w tym momencie usłyszałam kroki na korytarzu
-Szybko musimy się zwijać, zaraz będą tu jej kumple-powiedział ten sam nieokreślony prze ze mnie głos
Usłyszałam tylko ich pośpieszne kroki.
-Gdzie ona jest?-zapytała się Chicka
-Tam leży na stole-krzyknął Golden
-Sally....Sally obudź się!-krzyknął Bonnie
-Czekaj MAM POMYSŁ!!-krzyknął Foxy po czym wyciągnął marker z kieszeni-Hyhhyhhyhy
Ja już wiedziałam co on zamierza zrobić i tego bardzo ale to bardzo nie chciałam i nagle poczułam że mogę się ruszać, gwałtownie się podniosłam i zderzyłam się tak przy okazji z tym rudym matołem.
-Żyjesz jakie to szczęście!-krzyknął Golden
-Mmhh...moja głowa Foxy powiedz mi proszę czemu ty masz tak twardy łeb-powiedziałam
-Yyyy...może dlatego że mam czache jak koń-odpowiedział
-A no tak zapomniałam-powiedziałam to i głupio się uśmiechnęłam po czym zeskoczyłam ze stołu i nerwowo się rozejrzałam.
-Co jest?-zapytał się Foxy
-Nie nic tylko się rozglądałam-odpowiedziałam
-Ej jest 06:30 więc się łaskawie ruszcie-powiedział lekceważąco Bonnie
-Dobra dobra już idziemy- powiedział to Foxy po czym spojrzał na mnie i uśmiechnął się, zaraz po tym złapał mnie za rękę i pociągnął mnie za sobą
Wesołych Świąt Wielkanocnych
-Coś ty jej zrobił?!-powiedział męski gruby głos
-Ja nic to ona zaczęła panikować-powiedział trochę cieńszym głosem od pierwszego
-Moglibyście się przestać kłócić-powiedział damski głos
-A właśnie co z nią?-znów odezwał się gruby głos
-Nie za dobrze miała atak Astmy-powiedział kobiecy głos
-,,Ja atak Astmy? ostatnio kiedy dostałam atak miałam 7 lat ale może i dobrze że wszędzie zabieram Inchalator''
-Dobrze że nosi ze sobą lekarstwo-powiedział jeszcze inny głos którego nie umiałam określić
-,,A właśnie co z moimi przyjaciółmi?! pewnie się o mnie martwią''-I w tym momencie usłyszałam kroki na korytarzu
-Szybko musimy się zwijać, zaraz będą tu jej kumple-powiedział ten sam nieokreślony prze ze mnie głos
Usłyszałam tylko ich pośpieszne kroki.
-Gdzie ona jest?-zapytała się Chicka
-Tam leży na stole-krzyknął Golden
-Sally....Sally obudź się!-krzyknął Bonnie
-Czekaj MAM POMYSŁ!!-krzyknął Foxy po czym wyciągnął marker z kieszeni-Hyhhyhhyhy
Ja już wiedziałam co on zamierza zrobić i tego bardzo ale to bardzo nie chciałam i nagle poczułam że mogę się ruszać, gwałtownie się podniosłam i zderzyłam się tak przy okazji z tym rudym matołem.
-Żyjesz jakie to szczęście!-krzyknął Golden
-Mmhh...moja głowa Foxy powiedz mi proszę czemu ty masz tak twardy łeb-powiedziałam
-Yyyy...może dlatego że mam czache jak koń-odpowiedział
-A no tak zapomniałam-powiedziałam to i głupio się uśmiechnęłam po czym zeskoczyłam ze stołu i nerwowo się rozejrzałam.
-Co jest?-zapytał się Foxy
-Nie nic tylko się rozglądałam-odpowiedziałam
-Ej jest 06:30 więc się łaskawie ruszcie-powiedział lekceważąco Bonnie
-Dobra dobra już idziemy- powiedział to Foxy po czym spojrzał na mnie i uśmiechnął się, zaraz po tym złapał mnie za rękę i pociągnął mnie za sobą
Wesołych Świąt Wielkanocnych
piątek, 3 kwietnia 2015
Drugi Rozdział.Niespodziewany zwrot akcji
Gdy wróciliśmy już wszyscy do domów zadzwonił do mnie nagle telefon, to był Foxy powiedział mi przez telefon żebym weszła na skypa. Po wejściu na skypa przyjaciele dodali mnie do konferencji.
-O co chodzi?-zapytałam
-Jest sprawa....-zaczął wolno Golden
-Jaka?
-Czy...-próbował dokończyć lecz przerwał mu Bonnie-Freddy miał wypadek i nie może przyjść do pracy i czy ty byś nie mogła za niego pójść do pracy?
-Bonnie!!!!!-krzyknęła Chicka
-No co jakby Golden tak ciągnął gówno przez morze to by się nie wypowiedział do 12:00
-Stop!!-krzyknęłam po czym dodałam-jaki wypadek? ja już się całkiem pogubiłam proszę od początku i WOLNIEJ!!!
-Więc tak ja i Fred szliśmy no i jak sem sobie szliśmy to po drodze są te schody chodnikowe no i nie zauważyliśmy że komuś zerwała się siatka z zakupami i Fred postawił nogę na butelce z napojem i uderzył bardzo mocno w jeden ze schodków nogami-powiedział Golden
-Uuu...-gdy tylko to usłyszałam ciarki mnie przeszły-i co z nim?
-Ma nogi w gipsie i jeździ na wózku-powiedział znudzony całą tą sytuacją Foxy
-A powiedzcie mi proszę czemu ja mam iść za niego do pracy?
-Ja muszę się przygotować do występu na festynie a ja jeszcze nawet nie zacząłem jej pisać a przecież ja miałem występować z Freddy'm-powiedział Bonnie
-Ja z tobą wystąpię ty matole! Fred ci to przecież mówił-powiedział Golden z lekko podniesionym tonem
-A no tak
-Ja muszę upiec 1500 babeczek i 2050 ciastek-oznajmiła Chicka
-Ja muszę zbudować łódź dla maluchów które przyjdą na festyn żeby miały jakieś zajęcie a poza tym sama mówiłaś że nie masz nic do roboty-powiedział Foxy
-No w sumie racja-powiedziałam
-Mam pomysł-krzyknęła Chicka-przecież w pizzeri jest Wi-Fi to będziemy mogli z tobą rozmawiać i nie będziesz się czuła samotna
-Jeśli tak to okej
Jest 12:00 AM właśnie zaczęłam prace weszłam do pokoju securty gdy usiadłam na krześle zadzwoniłam do przyjaciół.
-I jak tam?-zapytał się Foxy
-Cimno tu-odpowiedziałam
Po czym zadzwonił telefon w biurze i tak gadał bodajże do 3 nad ranem, nagle coś się zmieniło a zaledwie tak przeczuwałam i zajrzałam na kamerę ze sceną i co najdziwniejsze nie było Bonnie'go.
-Yyyy...
-Co się stało?-zapytał się Fred
-...
-Sally..Co się stało?-powtórzył
-...
Nagle usłyszałam jakby ktoś a raczej coś się do mnie zbliżało.
-SALLY!!!!-krzyknął Foxy
-Aaaaa...-krzyknęłam to w tym samym czasie gdy spadłam z krzesła po czym podniosłam się i otrzepałam i ponownie usiadłam na krzesło
-Zapytam się jeszcze raz co się stało?
-Zamyśliłam się OKEJ!! o i powiedz temu rudemu ciołkowi że mnie się tak nie krzyczy gdy mam skypa na fula głośności
-Słyszysz to do ciebie było Bonnie-powiedział Foxy
-Ale ja nie jestem rudy!!-krzyknął Bonnie
-To od teraz jesteś-powiedział Foxy
-Wcale że nie-B
-A wcale że tak-F
I tak się kłócili a mnie zaczęło się nudzić więc chciałam się pokręcić na krześle odwróciłam się za siebie i mój wzrok zamarł za mną stał Bonnie z całymi czarnymi oczami tyko dwa małe białe punkciki można było dostrzec.Zasłoniłam się rękoma i zamknęłam oczy byłam sparaliżowana strachem.Serce zaczęło mi bić coraz szybciej i szybciej nie mogłam złapać tchu w końcu zemdlałam a w tle słyszałam głosy których nie znałam.
-O co chodzi?-zapytałam
-Jest sprawa....-zaczął wolno Golden
-Jaka?
-Czy...-próbował dokończyć lecz przerwał mu Bonnie-Freddy miał wypadek i nie może przyjść do pracy i czy ty byś nie mogła za niego pójść do pracy?
-Bonnie!!!!!-krzyknęła Chicka
-No co jakby Golden tak ciągnął gówno przez morze to by się nie wypowiedział do 12:00
-Stop!!-krzyknęłam po czym dodałam-jaki wypadek? ja już się całkiem pogubiłam proszę od początku i WOLNIEJ!!!
-Więc tak ja i Fred szliśmy no i jak sem sobie szliśmy to po drodze są te schody chodnikowe no i nie zauważyliśmy że komuś zerwała się siatka z zakupami i Fred postawił nogę na butelce z napojem i uderzył bardzo mocno w jeden ze schodków nogami-powiedział Golden
-Uuu...-gdy tylko to usłyszałam ciarki mnie przeszły-i co z nim?
-Ma nogi w gipsie i jeździ na wózku-powiedział znudzony całą tą sytuacją Foxy
-A powiedzcie mi proszę czemu ja mam iść za niego do pracy?
-Ja muszę się przygotować do występu na festynie a ja jeszcze nawet nie zacząłem jej pisać a przecież ja miałem występować z Freddy'm-powiedział Bonnie
-Ja z tobą wystąpię ty matole! Fred ci to przecież mówił-powiedział Golden z lekko podniesionym tonem
-A no tak
-Ja muszę upiec 1500 babeczek i 2050 ciastek-oznajmiła Chicka
-Ja muszę zbudować łódź dla maluchów które przyjdą na festyn żeby miały jakieś zajęcie a poza tym sama mówiłaś że nie masz nic do roboty-powiedział Foxy
-No w sumie racja-powiedziałam
-Mam pomysł-krzyknęła Chicka-przecież w pizzeri jest Wi-Fi to będziemy mogli z tobą rozmawiać i nie będziesz się czuła samotna
-Jeśli tak to okej
Jest 12:00 AM właśnie zaczęłam prace weszłam do pokoju securty gdy usiadłam na krześle zadzwoniłam do przyjaciół.
-I jak tam?-zapytał się Foxy
-Cimno tu-odpowiedziałam
Po czym zadzwonił telefon w biurze i tak gadał bodajże do 3 nad ranem, nagle coś się zmieniło a zaledwie tak przeczuwałam i zajrzałam na kamerę ze sceną i co najdziwniejsze nie było Bonnie'go.
-Yyyy...
-Co się stało?-zapytał się Fred
-...
-Sally..Co się stało?-powtórzył
-...
Nagle usłyszałam jakby ktoś a raczej coś się do mnie zbliżało.
-SALLY!!!!-krzyknął Foxy
-Aaaaa...-krzyknęłam to w tym samym czasie gdy spadłam z krzesła po czym podniosłam się i otrzepałam i ponownie usiadłam na krzesło
-Zapytam się jeszcze raz co się stało?
-Zamyśliłam się OKEJ!! o i powiedz temu rudemu ciołkowi że mnie się tak nie krzyczy gdy mam skypa na fula głośności
-Słyszysz to do ciebie było Bonnie-powiedział Foxy
-Ale ja nie jestem rudy!!-krzyknął Bonnie
-To od teraz jesteś-powiedział Foxy
-Wcale że nie-B
-A wcale że tak-F
I tak się kłócili a mnie zaczęło się nudzić więc chciałam się pokręcić na krześle odwróciłam się za siebie i mój wzrok zamarł za mną stał Bonnie z całymi czarnymi oczami tyko dwa małe białe punkciki można było dostrzec.Zasłoniłam się rękoma i zamknęłam oczy byłam sparaliżowana strachem.Serce zaczęło mi bić coraz szybciej i szybciej nie mogłam złapać tchu w końcu zemdlałam a w tle słyszałam głosy których nie znałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
