piątek, 29 maja 2015

Rozdział 8.Bonnie ty cwelu!

   Sorry za wszystkie błędy bo pisałam na tablecie.

  Gdy wróciłam do domu walnęłam się na łóżko i zasnęłam, a ja taka tępa i zapomniałam ustawić budzika. Tak mi się dobrze spało i ktoś musiał zadzwonić.
-Halo?....-powiedziałam zaspanym głosem
-Hej a ty co?
-Co ja? a właśnie kto mówi?
-Po pierwsze mówi Chicka a po drugie gdzie ty jesteś? powinnaś być przed pizzerią już zapomniałaś?!
-Ale....a która jest godzina?
-23:45 ale szef mówił że mamy być wcześniej
-Co?! już tak późno?
-Najwyraźniej
-Dobra.....za 5 min będę ok?
-Dobra tylko się pośpiesz
Gdy sturlałam się z łóżka i ruszyłam się,by się nie spóźnić.Gdy dojechałam na miejsce Chicka czekała już tam na mnie.
-Jestem przyjechałam jak najszybciej wybacz całkiem zapominałam usaw.....mnh-miałam dokończyć gdy nagle Chicka zasłoniła mi ręką usta
-Shhh....nie musisz się tłumaczyć każdy popełnia błędy, a teraz chodź trzeba iść do pracy
Kiwnęłam jej głową porozumiewawczo. No i jak weszliśmy znowu ta sama śpiewka....znów zadzwonił tylko powiedział nam coś strasznego gdy nas dopadną, spróbują na wsadzić do kostiumów.Po tej wiadomości spojrzałyśmy się na siebie ze strachem.
-Jak  to wsadzić do kostjmu?! - zadałyśmy sobie to pytanie
Nagle niespodziewanie zdupy że tak powiem Bonnie do nas przyszedł,  a my go nie spostrzegłyśmy i wbił nam do pokoju. No i jak nam już wbił do pokoju to tak se jakby nigdy nic wziął Chicke przez ramię i sobie wyszedł, a ja głupia tego nie zauważyłam. 
-Puszczaj mnie......SALLY!!!
-Co ja?! -powiedziałam,  to gdyż krzyki wytrwały mnie z zamyślenia,  po tym wszystkim wybiegłam z pokoju w stronę idącego animatorona i przyjaciółki szybko ich wyprzedziłam-Oddawaj moją najlepszą kumpele !!! -wrzasnęłam
Lecz ta uparta kupa złomu nie zwróciła na to uwagi i poszła dalej. 
-Bonnie ty cwelu!! odstaw ją natychmiast!! - krzyknęłam
A animatoronik nic sobie z tego nie zrobił znów się wkóżyłam a on nadal szedł i szedł niezważając na moje słowa.  Zacisnęłam pięści jak najmocniej umiałam oraz oczy,  nagle usłyszałam głosy w swojej głowie.
-Znieważył Cię,  nie powinien cię tak traktować
-Co mam w takim razie zrobić-zapytałam się tego głosu
-Zabić!!!  Zniszczyć!! 
-Nie mogę 
-Wiem że tego chcesz tak samo jak chciałaś zabić swojego brata za to co zrobił
Tak bardzo tego chciałam bo bałam się że coś stanie się Chicce.  Wtedy na mojej twarzy pojawił się psychopatyczny uśmiech oraz zaczęłam się psychicznie śmiać. 
-No i masz przesrane-powiedziała Chicka
Szybko wskoczyłam przed nich i rzuciłam się Bonnie'mu na rękę i co, stało się,  ugryzłam go. Moje zęby przebiły mu strój, nie wiem jak to się stało ale odgryzłam mu większy kawałek stroju. Gdy to zrobiłam odskoczyłam od niego a on puścił Chickę. Wtem przeszył mnie mocny ból głowy, upadłam na kolana.
-Co jest?-zapytała Chicka podbiegając do mnie
-N-Nic..-wyjąkałam
-Skoro nic się nie stało to dlaczego upadłaś?
-Dostałam po prostu ostrego bólu głowy okej!!?-wrzasnęłam
-Spokojnie tylko się nie unoś...choć pomogę ci wstać
Chicka pomogła mi się podnieść i poszłyśmy do pokoju. Gdy weszłyśmy do pokoju to padło zasilanie
-Klasyk...-mruknęłam pod nosem-musimy dostać się do generatora biegiem
Chicka pokiwała głową na zgodę,wyleciałyśmy niczym strzały z pokoju. Wchodząc do pomieszczenia w którym mieścił się generator zauważyliśmy dużego złotego zniszczonego królika w dużej kałuży krwi.
-Biedaczek-powiedziała ze smutkiem
-Podłącz zapasowy generator, a ja przyjże się mu bliżej
Gdy Chicka się odwróciła, ja podeszłam do niego bliżej i się nad nim pochyliłam. Zauważyłam kawałki mundura mojego brata.
-,,Żal mi go a jednocześnie dobrze ci tak"-pomyślałam-,,To pewnie za to co zrobił animatronikom....a właśnie co on im zrobił?"
Miałam tak wiele pytań na których nie było odpowiedzi.
-Sally?-powiedziała Chicka a ja tego nie słyszałam ponieważ byłam pogrążona w swych myślach
-Sally!!!-krzyknęła
-C-Co?-powiedziałam po czym usłyszałam obijanie się do drzwi
-Dzieci otwórzcie wiemy że tam jesteście!!! nie bójcie się chcemy tylko Was Dopaść z wami porozmawiać-powiedział Foxy
Czy ja dobrze słyszałam dopaść? porozmawiać? ja już nic nie rozumiem czemu dzieci?
-Sally!-wrzasnęła Chicka-dostali się!!!
-Jak!?
-Właśnie nie wiem!
Sparaliżowane strachem cofałyśmy się przytulając się.Potknęłyśmy się i upadłyśmy na tyłki nadal przytulając się,a oni podchodzili coraz bliżej i bliżej........

piątek, 22 maja 2015

Rozdział 7. Herbatka+Bijatyka

  Nagle zauważyłam Bonnie'go naprzeciwko mnie stanęłam w pozycji obronnej gdyby miał się na mnie rzucić. Stałam tak ok.2 minuty i w końcu załamałam ręce. Popatrzyłam się na niego i wzięłam głęboki oddech. Załamanie rąk było wielkim błędem, bo ktoś z tyłu mnie złapał i przyłożył mi śmierdzącą chustkę. Szybko wstrzymałam oddech by nie zemdleć.Gdy wstrzymałam oddech udawałam że zemdlałam, po chwili ten ktoś zaciągnął mnie gdzieś i posadził na krześle, lekko z przymrużeniem otworzyłam oczy. Ten ktoś był wysokim szatynem w niebieskiej koszuli i czarnych jeansach. Tylko czekałam aż się odwróci żebym mogła się na niego rzucić.
-,,Jest! odwrócił się teraz mam szansę"-pomyślałam po czym spróbowałam go uderzyć z prawego sierpowego lecz on z łatwością zablokował mój atak
-Nie tak szybko-powiedział z zadziornym uśmiechem-nie nauczyli że starszym się nie podskakuje
Teraz moją cierpliwość szlag trafił wkurzyłam się, próbowałam uwolnić rękę z jego uścisku, nic nie dało. Lewą ręką próbowałam go uderzyć też nie podziałało znowu zablokował mi rękę. Wtem podkosiłam go, gdy upadał puścił moje ręce a ja rzuciłam się na niego. W trakcie turlania się po podłodze laliśmy się, gdy turlaliśmy się tak, przez przypadek trafiliśmy pod scenę. I co zauważyłam......że Fred jakdyby nigdy nic gadał z Freddy'm. Ten gościu też to zauważył przez chwilę przestaliśmy się lać po mordach. A tak się złożyło że to ja trzymałam tego typa za koszulę z pięścią w górze jakbym miała zaraz mu przyłożyć i tak się przez chwilę patrzyliśmy na nich, a potem popatrzeliśmy po sobie i wróciliśmy do lania się po pyzgach. Biliśmy się jeszcze tak przez chwilę ale trwało by to o wiele, wiele dłużej lecz jakich dwóch innych typów nas rozdzieliło. Blondyn złapał tego szatyna, a mnie złapał jakiś rudzielec. Ja i ten szatyn wyrywaliśmy się im.
-Przestańcie się wyrywać-krzyknął blondyn
-Nie!!-rykneliśmy na niego równocześnie
-Spokój ma być!!-krzyknął gruby męski głos
Przez chwilę patrzeliśmy się na siebie a potem szybko się ogarnęliśmy i nasz wzrok powędrował na podłogę.
-Przepraszamy-powiedzieliśmy równocześnie
-No i tak myślę, a teraz wracając do naszej rozmowy......
Ten gruby męski głos mówił do wróceniu do rozmowy....-,,Sally ty geniuszu ten grumy męski głos należy do Freddy'iego, damski do Chicki, ten trochę wyższy od Freddy'iego ma Bonnie a głos tego ,,Lisiastego'' to głos naszego pirata"-pomyślałam po czym strzeliłam sobie facepalma i zaczęłam się śmiać ze swojej głupoty
-Emm.....hej Fred....czy jak ci tam twoja koleżanka zachowuje się tak trochę....-powiedział rudy
-Tak trochę?
-No dziwnie.....i.....przerażająco....
-O co? aaaa już wiem nie przejmuj się ona tak ma
-Dobra.....ja nie wnikam
Po tej rozmowie przestałam się śmiać.
-Już ci lepiej?-zapytał Fred
-Tak.....o wiele lepiej
-A właśnie ja nazywam się Mike ten blondyn to Jeremy a ten rudy to Fritz
-Ja nazywam się Sally a tego tu znacie, a właśnie która godzina?
-06:00 trzeba się zbierać-powiedział Fred
-Nom
Gdy wyszliśmy wszyscy z pizzerii.Odwiozłam Freda i pojechałam do domu i chciałam się porządnie wyspać.

czwartek, 21 maja 2015

Rozdział 6. Wspomnienia.

       Sorry że tak długo nie dodawałam rozdziału.Nie miałam weny,a ten rozdział jest takim moim wynagrodzeniem że tak niemożliwie długo czekaliście.
  Płakałam i płakałam tak mocno że aż zaczęła mnie boleć głowa. Nie mogłam już dłużej wytrzymać, myślałam że zaraz zwarjuję. Gdy wyszłam już z szafki spojrzałam na telefon która godzina była 06:15. Trzeba by było wracać do domu-pomyślałam i tak właśnie zrobiłam. Po wróceniu do domu poszłam spać, gdy się obudziłam ogarnęłam się i poszłam pospacerować. Przeszłam przez park, rynek, plac zabaw, aż w końcu spotkałam moich przyjaciół.
-Hej Sally-powiedziała Chicka
-Hej...wam-odpowiedziałam smętnym głosem
-Coś się stało?-zapytał się Bonnie
-Nie nic tylko chodzi o wczoraj
-Aha.....wiemy o co chodzi-odparł-a właśnie!!! idziesz z nami odwiedzić rudego?
-No jasne-powiedziałam już trochę weselszym tonem
Do szpitala szliśmy jakieś ok. 20 min. w tym czasie rozmawialiśmy o różnych bzdetach. Gdy doszliśmy do szpitala, w śród nas zapadła grobowa cisza. Kiedy doszliśmy do pokoju w którym leżał nasz rudy kolega.Tylko nas zauważył i na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Hej-powiedział siadając na brzegu łóżka
-Cześć-powiedzieliśmy równocześnie
-Jak się czujesz-zapytała zaniepokojona Chicka 
-Lepiej o wiele lepiej-odparł
-Wesz może kiedy będziesz mógł wrócić do domu?- zapytał Golden
-Narazie jeszcze nic nie wiem-powiedział z niepokojem na twarzy-a właśnie pamiętacie jak Sally była w szpitalu!?
-Niestety-odpowiedziałam
-Wiem, wiem może to się wam źle kojarzy ale muszę wam coś pokazać-powiedział to zeskakując z łóżka
Gdy zeskoczył z łóżka podszedł do krańca łóżka przy ścianie i próbował je odsunąć.
-Przydała by mi się mała pomoc-powiedział spoglądając na mnie
-Okej już idę tylko się tak na mnie nie patrz
Razem odsunęliśmy jego szpitalne wyro i mnie zamurowało, teraz już wiedziałam o co mu chodziło gdy spytał się czy pamiętamy. Odwróciłam się i spojrzałam na resztę ekipy, oni także stali jak wryci w ziemię.
-To przecież.....-powiedział Fred podjeżdżając do obrazka namalowanego na ścianie
-Ale jak?-zapytał Bonnie
-Przecież remontowali szpital-dodała po cichu Chicka
-To niemożliwe-odparł Golden
-Ja po prostu nie wieżę-powiedziałam z wielkimi oczami
-Znam wszystkie odpowiedzi na wasze pytania-powiedział Foxy
-No to gadaj-powiedzieliśmy równocześnie
-No więc to było tak....Gdy już byłem po operacji przyszedł do mnie doktor i zapytał jak się czuję a ja odpowiedziałem że dobrze a po chwili zapytał się mnie czy go pamiętam, miałem wtedy przez chwilkę zacięcie aż w końcu mi się przypomniało że to ten doktor który nas złapał jak rysowaliśmy na tej ścianie i mi opowiedział że podczas remontu szkoda mu było ten rysunek zmalować więc go zostawili i tak kończy się ta historia.
-Wow-powiedziałam-naprawdę on to zrobił bo mu było szkoda naszego rysunku?
-Najwyraźniej tak-powiedział Fred
-Nadal uważam że to niemożliwe-odparł Golden
Nagle mój telefon zadzwonił, to był ustawiony budzik. Nawet się nie spostrzegłam że już jest 22:30.
-Czas zbierać bo do pracy iść trzeba
-Masz rację-odparł Fred-trzeba by się przygotować
-My jeszcze trochę zostaniemy-powiedział Bonnie
Gdy ja i Fred wyszliśmy ze szpitala poszliśmy się przyszykować. Nadal jednak pamiętałam wszystkie wydarzenia z wczoraj. Wszystko już miałam wystarczyło tylko pójść po Freda.Zapukałam do jego mieszkania lecz nie on mi otworzył tyko jego mama.
-Dobry wieczór ja przyszłam po Freda-powiedziałam jąkającym się głosem
-Tak wiem, Fred, Sally przyszła!
-Już idę-powiedział Fred wyjeżdżając z pokoju obok-Gotowa?-zapytał
Kiwnęłam głową na tak uśmiechając się. Siedzieliśmy już w pokoju securty i jak zawsze ten typek zadzwonił, lecz tym razem że jeśli  skończy się nam zasilanie to możemy spróbować pobiec do piwnicy i włączyć zasilanie.Gdy skończył już gadać, siedzieliśmy tylko sprawdzając kamery bo nic do nas nie przychodziło, jednak w końcu ktoś się do nas wybierał to był Foxy.W miarę szybko zamknęłam drzwi, gdy już odmaszerował na swoje miejsce otworzyłam drzwi.
-Sally.......nie mogę namierzyć Bonnie'go i Chicki-zapaliliśmy światła równocześnie i tak samo szybko zamknęliśmy drzwi, z przerażeniem spojrzeliśmy się na siebierównoczenie a  potem na kamerę była 3AM i 20%
-Nie przetrwamy tak długo-powiedział
-Wiem.....mam pomysł! gdy padnie zasilanie polece sprintem do piwnicy i włączę zasilanie
-Dobra tylko uważaj
-Ile jest procent?
-5% powiem ci kiedy masz wystartować ok?
-Ok
-Dobra......TERAZ!!!
Wybiegłam z bura tyle ile miałam sił w nogach i......już miałam otworzyć drzwi od zaplecza ale usłyszałam jakąś melodię.
-SALLY!!!!
Usłyszałam krzyk Freda i poleciałam z powrotem do bura. Gdy wbiegłam do bura włączyło się zasilanie a Freda......nie było.....