2 godz. później
Po woli otworzyłam oczy, przeciągnęłam się. Rozwiązałam Lucy, wstałam z wyra. Rozejrzałam się i zobaczyłam...Ją... Znowu ta cholerna iluzja, nie dam się jej złamać tak jak wcześniej.
- Czego chcesz?- warknęłam- Gadaj!
Ona się tylko zaśmiała i odgarnęła lekko swoje białe włosy- A czy to nie oczywiste...?- spytała lekceważącym tonem.
- Nie licz na to, że dam ci znów kontrolę!- zacisnęłam dłonie w pięści.
- Oh...A tak bardzo na to liczyłam...- powiedziała z udawanym zawiedzeniem- Wiesz, że i tak dostanę to czego chcę prędzej czy później!- uśmiechnęła się strasznie.
Wzdrygnęłam się, gdy Lucy zaczęła się budzić, po prostu zniknęła. Przeczesałam włosy palcami wzdychając.
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się do niej lekko.
-Dobry..- mruknęła przecierając oczy- Wracamy do domu?
-Możemy, a weźmiesz mnie na barana?- spytałam z ekscytacją dziecka. Oczywiście udawaną, kto mógłby się tak cieszyć po takim czymś..? Z resztą...Zapomnę za niedługo.
-Yyy...Nie wiem?- wzruszyła ramionami.
-No weź.....Proszę- zrobiłam oczy kota w butach.
-Możemy spróbować, ale jak się wywale to mi nie mów że nie ostrzegałam...
Wlazłam jej barana. Dała radę. Ruszyliśmy w stronę domu. Gdy byłyśmy na miejscu zeskoczyłam z jej pleców-Dzięki!!!!!
-Nie ma sprawy- zdyszana zaśmiała się.
-Idź spać widać że jesteś zmęczona
-Spoko-doczołgała się później do łóżka, i rzuciła się na nie.
Położyłam się obok niej. Przytuliłam się do niej i zasnęłam. Śniło mi się że razem z Lucy jesteśmy w moim dziecięcym pokoju. Obydwie mamy latarki
Zobaczyłam dwa małe misiaki, no nie.....Po chwili zwiały.
-Mamy problem...-mruknęłam cicho-...I to duży...- jak przylezie jeszcze on...to będzie jeszcze gorzej...Rozejrzałam się lekko-Idź do prawych drzwi, ja idę do lewych jak usłyszysz oddech to zamykaj drzwi jak nie to zapalaj latarkę.
-Okey, a co z szafą i łóżkiem?-spytała patrząc na mnie.
-Najpierw drzwi- podeszłam do drzwi.
Wsłuchiwałam się przez chwilę. Zapaliłam latarkę, nie ma go. Poleciałam do szafy, zamknęłam ją. Otworzyłam ją, siedział w środku pluszak
-Spójrz na łóżko- spojrzałam na siostrę
-Okej, na razie spokój
Po jakimś czasie spojrzałam do tyłu, wzięłam i przytuliłam małego Fredziaka. Miś wlazł mi na głowę. Awwww...
-Yyyyyyyyy...WTF?!
-No co? Fredziaki są słodkie i miłe więc nie komentuj
-Okey...ja nic nie mówię- podniosła ręce w geście obronnym.
Po chwili drugi Fredziak położył mi się na ramieniu, a trzeciego trzymałam jak dziecko.
-Spokojnie Freddy nie przyjdzie, ale warto sprawdzić Foxa
-Emmm...-podeszła do szafy i ją otworzyła, chodź po namyśleniu najpierw zamknęła drzwiczki.
-Zamykaj!-powiedziałam szybko.
Usłyszałam kroki z obydwóch stron.....No bez jaj! Wstałam i podeszłam do lewych drzwi
Nie usłyszałam oddechu, zapaliłam latarkę, to było błędem. Bonnie już miał się na mnie rzucić, ale zrobił zaskoczoną minę, odwrócił się na pięcie i poleciał gdzieś. Fredziaki wzruszyły ramionami i poszły dalej w kimę. Okej...Coś tu jest nie tak..Bardzo nie tak.
-Sprawdzę może jeszcze znów Foxa...-podbiegła do szafy
-Nie chce mi się......- ległam na łóżko
-To co mam sama za tym wszystkim latać?
-Ne...Legnij się obok mnie, nic ci nie grozi...Zadbam o to- ułożyłam się wygodniej
-Na pewno?-spytała lekko podejrzliwie
-No....
Przewróciła oczami. Położyła się obok mnie. Fredziaki wtuliły się we mnie. Przymknęłam oczy, słyszałam jak wszyscy łażą po domu.
Usłyszałam upiorny śmiech- Fredber, Nightmer Ryj!!!!- wrzasnęłam
Po woli wstałam. Podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, zobaczyłam twarz zdziwionego Nightmera-Wyjdź-nakazałam
-Jak ty tu...-chyba nie mógł uwierzyć
-Nie pytaj, na prawdę nie chcesz wiedzieć- warknęłam -A teraz przepraszam cię ale mam zamiar iść spać.
Zatrzasnęłam mu kulturalnie drzwi przed nosem i z powrotem ległam się na łóżku. Jestem zmęczona!!! Położyłam się z powrotem. Po chwili obudziłam się, otworzyłam oczy, Fredziaki były nadal do mnie przyklejone. Podniosłam i przeciągnęłam się, podrapałam się po głowie. Fredziaki też się przeciągnęły. One są takie słodkie, awwwwww..
-C-Co się stało?-była zdziwiona
-Byliśmy w śnie zwanym ,,Grą". On dzieje się na pograniczu Snu a rzeczywistości-wytłumaczyłam jej w skrócie
-Ahaaa...- widać, że nie wiedziała do końca skąd to wiem
-Jak byłam młodsza często to się działo, przywykłam już do tego-wzruszyłam ramionami
-Okey... jeżeli to prawda to...czy po za tymi miśkamy ktoś łazi po naszym domu...?- spytała
-Em...-zbladłam- Chyba tak...-lekko spanikowałam
-To mamy chyba mały problem...- stwierdziła
-Eto...Chyba nie...?- uśmiechnęłam się chcąc lekko rozluźnić sytuację, nie pomogło. Po chwili ciszy dodałam-Ale też zależy czy on tu jest czy dopiero tu przyjdzie..
-To może to sprawdźmy?- spytała
-Weź poduszkę- nakazałam, a sama również wzięłam poduchę, wstałam z łóżka. Usłyszałam krzyk Freda, pobiegłyśmy tam szybko. Otworzyłam drzwi, Nightmer Freddy dusił Freda. Rzuciłam się na niego i zaczęłam go okładać. Nie wiem jak, ale siedziałam na jego ramionach. Gdzie to był jego...Aha! Tu! Nacisnęłam mu skórę za pod włosami tuz za misim uchem. Momentalnie zaczął psikać, puścił Freda.
-Co ty kliknęłaś?-spytała nie wiedząc jak na to zareagować
-Nic, to taki jego czuły punkt...-podrapałam się po karku
-Po 1. Skąd o tym wiedziałaś? Po 2. Inne też go mają?
-1. Męczyłam się z nimi okrągłe 10 lat. Po 2. Ta...Oprócz Nightmera i Fredbera..- Chyba...Nie pamiętam już, ale to raczej zostanie informacja dla mnie.
-Hm...zawsze jakaś przewaga...- zaczęła się zastanawiać
Fredziaki zeszły ze mnie i wlazły na Pape Freddyego. Zdjęłam palce z jego czułego punktu. Zeskoczyłam z niego, westchnęłam. Przeciągnęłam się- Mam ochotę na lody. Idziemy na lody?
-Yyyy...okey...?
-Yey!! Pójdziemy na lody!!- wyszłam z pokoju podskakując
-Ale... masz pewność że gdy nas nie będzie tutaj się nic nie stanie?-spytała idąc za mną
Odwróciłam się w stronę N.F i uśmiechnęłam się upiornie- Jeśli coś się stanie to dopilnuję żeby za to odpowiedzieli.
Po chwili znowu ruszyłam skocznym krokiem do wyjścia. Nuciłam sobie cicho.
-Okey...wierzę Ci na słowo...-szła dalej za mną
Wyszliśmy z domu i poszłyśmy do najbliższej lodziarni- Jakie chcesz lody?
-Hmmm... są jabłkowe?- spojrzała na mnie
-Są! Ile gałek?- zakręciłam się lekko, sprzedawczyni spojrzała na mnie jak na ufoludka.
-Mi dwie.
-Dobra! To w takim razie poproszę 2 gałki jabułkowe i 4 o smaku gumy balonowej i 2 o smaku popcornu!
-To będzie 12 złotych-powiedziała sprzedawczyni
Zapłaciłam i już po chwili miałyśmy lody -Chodźmy na plac!- zawołałam wyprzedzając ją
-Ok- mruknęła jedząc lody
Poszłyśmy na plac-Pobujasz mnie?- usiadłam na huśtawce i zrobiłam słodkie oczka
-Spoko-zaczęła mnie bujać.
-Wi!!!- zaczęłam się śmiać.
-Heh... a po za tym... mam parę pytań do ciebie..
-Jakich?
-Po 1. Skoro znałaś tych gostków co nam teraz pewnie biegają do domu to czemu gdy mi się one pierwszy raz pojawili nazywałaś je "tymi straszniejszymi"? Przecież w naszym przedziwaczynym śnie wiedziałaś jak na którego masz krzyknąć. Po 2. Skoro je znałaś to jakim cudem udało im się Ciebie wystraszyć tak że nie spałaś do cholery 11 dni?!
-Ym.....A jakie miałam wtedy włosy?- spytałam zastanawiając się chwilę
-...No...Białe ale nie wmawiaj mi że to wina włosów!-widocznie zdenerwowała się lekko.
Zaśmiałam się nerwowo i podrapałam się po policzku- Tak właściwie to tak..-westchnęłam cicho.
-Ty tak serio? Co mają niby włosy do tego?!- teraz to już była zła...Heh...
-Mając białe włosy zachowywałam się inaczej niż teraz prawda? Białe włosy zatrzymały i przyskrzyniły moje wewnętrzne dziecko. A także moje najwspanialsze wspomnienia- po części skłamałam, nie mogę jej jeszcze tego powiedzieć. Nie jestem na to gotowa...
-Trochę wciąż nie kumam jak to możliwe, ale ok... widać że tak jakby wróciłaś do dzieciństwa-zaśmiała się- chociażby udowadniasz to zabawą na tej huśtawce...
Zeskoczyłam z huśtawki- A teraz na zjeżdżalnie!Zaczęłam zjeżdżać krzycząc ,,Wi!!", znów się zaśmiała. Zaczęłam się śmiać
-Chodźmy do domu!!- powiedziałam po chwili, gdy już mi się to znudziło
-Spoko
Poszliśmy do domu. Skocznym krokiem weszłam do domu, schyliłam się a wazon przeleciał nade mną
-Yyy...Co tu się działo gdy nas nie było?!- spytała zdezorientowana
Nie odpowiedziałam na pytanie, pokicałam do kuchni. Otworzyłam lodówkę, Caroline i Chicka piekły coś. Szukałam mleka lekko kręcąc tyłeczkiem i nucąc sobie losową melodię.
-Ej, laski macie mleko?-spytałam nie wychylając się i dalej szukając
Po chwili mleko miałam w ręce bo któraś mi rzuciła-Dzięki~- wysłałam im buziaka.
Zamknęłam lodówkę i podeszłam do szafek, wyjęłam z jednej płatki-Lucy chcesz płatki z mlekiem?
-Czemu nie.- wzruszyła ramionami
-Uważaj na wałek- powiedziałam wstawiając mleko
-Że co?!- spytała po czym schyliła się w ostatniej chwili.
Po chwili już nalewałam mleko do misek, nasypałam płatków. Wzięłam łyżki, miski i wyszłam z kuchni, wyszłam z pomieszczenia. Poszłyśmy do salonu, usiadłam na kanapie. Mini Fredziaki grały na konsoli, położyłam nogi na stoliku, zaczęłam wcinać płatki. Lucy się do mnie dołączyła. Patrzyłam jak Miśki sobie grały, gdy skończyłam jeść wstałam i polazłam do kuchni. Caroline akurat zmywała, dorzuciłam jej miskę, do zlewu. Wróciłam do salonu-To co tera robimy?-spytała
-Chodź na górę, chłopaki chyba w karty grają- wzruszyłam ramionami
-Ok-poszłyśmy na górę
Otworzyłam drzwi do pokoju Rudego- Szanowni panowie dołączmy się do gry!
Zaczęliśmy grać z Fredem, Bastianem, Sethem, Bonniem, Freddym i Foxem. Po grze pełnej zwały, zlazłam na dół i znowu pomaszerowałam do kuchni bo pić mi się chciało XD. Po chwili wróciłam, a raczej uciekałam bo dziewczyny zaatakowały mnie mąką i wałkami.
-Ratunku!!- powiedziałam chowają się pod łóżkiem, po chwili dziewczyny wbiły do pokoju.
-Gdzie ona jest?
-Nie wiem... wyszła. Myślałam że się pospieszy i zara wróci. Najwidoczniej poszła gdzieś indziej...
-Ok- wyszły, po woli wypełzłam z pod łóżka-Uff....- moja siostra odetchnęła cicho-Żyje!
-To dobrze...ale co odwaliłaś ze Ciebie goniły?-spytała patrząc na mnie.
-Tylko weszłam do kuchni...
-Od kiedy nasza kuchnia jest strzeżona?..One coś tworzą? Czy co...?
-Nie wiem i nie chce wiedzieć, ja od dzisiaj nie wchodzę do kuchni..
-To...Co tera robimy? Mam już dość kart na dziś...- przeciągnęła się.
-To...Może...-Zastanawiałam się chwilę, po tych rozmyślaniach spytałam-Która godzina?
-Hmm...-Wyjęła telefon i spojrzała na godzinę-16:12
-To jeszcze długo do zmiany...
-A ty już się pracy doczekać nie możesz?-zaśmiała się- Od kiedy? Ostatnio musiałam Cię tam ciągnąć...-ponownie się zaśmiała.
-Heh...Tak jakoś...Mam na to ochotę!- uśmiechnęłam się szeroko drapiąc po karku.
-Heh... Ale wciąż nie odpowiedziałaś mi na pytanie. Co w końcu teraz robimy? Pójdziemy może gdzieś się przejść?- zaproponowała.
-W sumie...Czemu nie?- wzruszyłam ramionami.
-To chodźmy-ruszyłyśmy do drzwi.
-Przejdziemy się może na zwyczajny spacer po parku. Co ty na to?-powiedziała wychodząc z budynku.
-Okej!-
-Ty serio zgadasz się na to co mówię?-spytała się po drodze.-Zazwyczaj o wszystkim decydowałaś ty...
-Nudzi mi się więc przystaje na propozycje!~
-No ok. Ale ja i tak nic ciekawego w planach nie mam. Przejdziemy się tylko trochę po parku dla zabicia czasu. Może w tedy będziemy miały wrażenie, że praca zaczęła się wcześniej.-uśmiechnęła się idąc dalej przed siebie.
-Albo pójdziemy się przejść do pizzerii i zobaczyć co tam się dzieje!-zaproponowałam.
-Jak bardzo chcesz to możemy iść, zobaczyć co tam się dzieje
-Okej!
-To wio! Zobaczymy która z nas będzie pierwsza.-uśmiechnęła się i zaczęła biec w stronę pizzeri.
Zaśmiałam się i ruszyłam szybko biegiem, udało mi się ją na chwilę prześcignąć. Biegłyśmy równo. Do pizzerii dobiegłyśmy równocześnie
-Kto był pierwszy?-spytała zdyszana odpoczywając.
-Równo
-Heh-zśmiała się-To co chcesz tu teraz robić?
-Chodź- weszłyśmy w głąb restauracji
Zaczęłyśmy łazić po budynku bez celu.-Zjemy coś?-spytała
-Jasne-uśmiechnęłam się
-Chodźmy spytać czy pracownikom dają żarcie gratis...-zaśmiała się
-Nie przesadzaj, jesteśmy klientami jak inni- powiedziałam ,,dorosłym głosem"
-Żartuje przecież...To co zamawiamy?
-Sama nie wiem wybierz coś...-wzruszyłam ramionami
-A później będzie na mnie bo tobie coś nie pasuje... czemu dzisiaj nie masz ochoty decydować?
-Jestem zmęczona trochę- mruknęłam cicho
-Po czym? Spałaś i w pizzeri i w domu-zaśmiała się-I wciąż zmęczona?
-Taaaaa...-mruknęłam przeciągając się.
-To może wrócimy i prześpisz się przed pracą?
-Nie chcę...
-Tylko masz mi w nocy nie marudzić, nie spać i nie związywać mnie, bo następnym razem jak będziesz zmęczona, zmuszę Cię do spania przed pracą.
-Tak, tak oczywiście!- zasalutowałam jej śmiejąc się.
Time skip
Weszłyśmy po woli do domu, było cicho za cicho. Rozglądałam się wszędzie, było ciemno jakby była noc. Weszłam na górę, do mojego pokoju. Przeraziłam się widziałam Nightmery całe zakrwawione. Nie było tu nikogo innego.Łzy napłynęły mi do oczu
-Nie, nie, nie, nie.....-zaczęłam się po woli cofać
Łzy zaczęły spływać po moich policzkach-C-Czemu....?- cofnęłam się pod ścianę i osunęłam się na ziemię
Patrzyłam przerażona do góry, ona...Z tym swoim przebrzydłym uśmiechem, zamachnęła się siekierą a ja wrzasnęłam. Zamrugałam nerwowo, rozejrzałam się-Co się stało?
-Ja się właśnie pytam o to samo Ciebie...-stała w wielkim szoku, chyba nie wiedziała co powiedzieć
-Nie chcę o tym rozmawiać zbytnio...- zmieszałam się.
-Ale... Nic nie rozumiem...Co to kurna było?! Nie wiem może słyszałaś coś czego nie słyszałam ja, lub może coś dostrzegłaś, bo ja nie widzę tu żadnych powodów by wrzeszczeć na cały regulator!
-Powiedziałam że nie chcę o tym rozmawiać!- zdenerwowałam się lekko
-Czemu?
-Powiedziałam coś- wstałam i wytarłam łzy. To mnie kiedyś wykończy, spuściłam głowę
-Ehh...no dobra...-westchnęła
Wstałam i weszłam do pokoju, położyłam się na łóżku. To straszne...Nie chcę znowu...Gdy tylko weszłam do kuchni to od razu się wycofałam. Po chwili jak oparzona wleciałam do pokoju siostry. Spojrzała na mnie z pytaniem w oczach.-Oni tam mają fortece w kuchni!
-Bawiły się tak cały dzień?- wstała z łóżka
-Nie tylko one! Chłopacy też!
-Bez nas?!-zaśmiała się delikatnie-Co? Czemu? Po co?
-Nie wiem!
-Bawiły się tak cały dzień?
-Nie tylko one! Chłopacy też!
-Bez nas?!-zaśmiała się delikatnie
-Tak! To jest straszne!
-Czemu forteca miała by być straszna?..No po za brakiem dostępu do lodówki...
-To co oni tworzą jest straszne
-Chyba nas nie zabiją jak będziemy chciały coś zjeść...co nie?
-Nie wiem....
-Może po prostu chodźmy to sprawdzić..? I ewentualnie się tej fortecy pozbyć?
-Em....Zaatakowały mnie wałkami, mąką, jajkami, mlekiem.....
-Po co tak marnować żarcie?
-A dobra nie kumasz....
-No nie...
-Mleko to woda, jajka to kinder niespodzianki a mąka to mąka
-Chyba i tak nie skumam... która godzina
-Ok. 20
-Ehh... Jeszcze trochę...A co robimy? Tylko nawet nie próbujmy sprzątać kuchni...
-Sama nie wiem...-Jęknęłam cicho-Ale wiem jedno jest nuuudnoooo. Chyba się prześpię...- mruknęłam cicho
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~????????????????????~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Otóż...Prawdopodobnie wracam! Nie jestem pewna na jak długo...Em..No, nie będę się nawet tłumaczyć bo to nie ma najmniejszego sensu. Ale powiem jedno, po prosto nie miałam czasu ani weny...Przepraszam! I mam nadzieję, że następny rozdział nadejdzie niedługo!!! A i dajcie znać czy chcielibyście żebym dodawała rozdziały stąd na wattpada