czwartek, 25 czerwca 2015

Rozdział 14. Ty chyba sobie jaja ze mnie robisz!?

       Wybiegłam czym prędzej z biura prosto do generatora. Jak już odpaliłam generator i pogadałam jeszcze z Vincem, gdy stanęłam w drzwiach biura te dwie ciapy nadal leżały jak długie. Złapałam się za głowę, tak przy okazji tracąc w nich wiarę.
-No już spadać stąd!-krzyknęłam
Obydwoje spojrzeli się na mnie jakoś dziwnie....tak nie jasno.
-Mam dzieciom powtórzyć!? czy też nie!?-powiedziałam podniesionym głosem
Popatrzyli na mnie zdziwieni a potem po sobie i z prędkościom światła wstali. Zaczęli się zbliżać ale moja komórka zadzwoniła. Z zawiedzionymi minami spojrzeli na mnie. Wyjęłam telefon i spojrzałam na numer....,,Prywatny"-pomyślałam
-Halo?-powiedziałam zaskoczona
-Sally? O Sally to ty! muszę ci coś ważnego powiedzieć-powiedział jakiś męski głos 
-Yyyyy......-powiedziałam zmieszana po czym potrząsnęłam głową-a mogłabym się dowiedzieć kto mówi?
-Sally no nierób sobie ze mnie jaj! to ja Alexy-powiedział rozbawiony
-A-Alexy.....?-powiedziałam wstrząśnięta-a właśnie co chciałeś mi powiedzieć.....?
-To że cię odwiedzę!
-C-Co?
-No wiesz w końcu muszę cię odwiedzić.....bo dopiero niedawno dowiedziałem się o zniknięciu Vincenta......a poza tym ty miałaś chyba wypadek w pracy czy coś takiego i ja się  teraz ciebie pytam czemu nie zadzwoniłaś?!
-Tia.....miałam MAŁY WYPADEK W PRACY-powiedziałam podkreślając niektóre słowa oraz patrząc z wyrzutem na te dwójkę a oni jak tępi tylko się na mnie gapili-i.....nie miałam czasu aby zadzwonić......a tak w ogóle kiedy przyjeżdżasz?
-Jutro....tak wiem, wiem masz pracę ale specjalnie to ja juto z tobą będę w robocie co ty na to?
-Yyyyyy......no dobra zgadzam się
-Super! to do jutra pa!
-Pa-powiedziałam i się rozłączyłam po czym spojrzałam się na tą dwójkę-chcecie mnie dorwać dobra.....ale musicie mnie złapać!-krzyknęłam po czym wybiegłam z pomieszczenia
Ta dwójka ruszyła równo za mną, Bonnie był trochę wolniejszy od Lisiastego, więc miałam trochę przewagi. Odwróciłam głowę i Foxy prawie mnie już miał ale przyśpieszyłam.
-Ha! Teraz to mi możesz skoczyć!-krzyknęłam i jeszcze bardziej przyśpieszyłam 
Biegłam tak szybko że zostawiłam ich w tyle i nagle ktoś otworzył drzwi, próbowałam wyminąć drzwi ale nie wyrobiłam i uderzyłam bardzo mocno plecami. Nie mogłam złapać powietrza, oraz zaczęłam kaszleć. Foxy i Bonnie stali nade mną z przerażonymi minami, gdy naglę podbiegła do mnie przerażona Chicka i pomogła mi wstać. Zaprowadziła mnie do kuchni, i posadziła na szafce. Nadal nie mogłam złapać oddechu, spanikowana Chicka wybiegła z kuchni. Gdy po chwili widziałam jak wbiega do pomieszczenia z Freddy'm i złapał mnie za rękę chyba sprawdzał mi puls.
-Puls ma coraz słabszy-powiedział
Chicka zrobiła wielkie oczy a ja zaczęłam opierać się powoli o ścianę i przymykać oczy. Usłyszałam jak ktoś wbiega do pomieszczenia. Więcej już nic nie zobaczyłam ani nie usłyszałam. Obudziłam się w.......próżni nie wiem jak to opisać, widziałam różne chmury a w nich najgorsze przeżycia. Chyba nie muszę ich opisywać więc powiem w skrócie:
Wypadek w którym zginął Jonas
Rudy i krew z brzucha
Wsadzenie do kostiumu
Odwróciłam się bo usłyszałam jakieś dziwne szepty i naglę coś złapało mnie za nogę i zaczęło wciągać w ciemność. Obudziłam się, gdy po chwili spostrzegłam że ktoś stoi obok mnie odwróciłam wzrok, to był P Foxy stał do mnie tyłem wyciągnęłam rękę i dotknęłam jego ramienia. Automatycznie się odwrócił ale on miał to puste spojrzenie. Patrzyłam się na niego przerażonym wzrokiem, po chwili rzucił się na mnie i wbił mi hak w ramie. Znów się obudziłam tym razem z krzykiem i nierównym oddechem wokół mnie stały przerażone animatrony, szybko spojrzałam na swój bark i odetchnęłam z ulgą. Po czym usłyszałam Jonasa w swojej łepetynie.
-,,Leć szybko do piwnicy Vincent potrzebuje pomocy!"
Bez zastanowienia pobiegłam do piwnicy, zbiegłam czym prędzej po schodach. Zobaczyłam że ktoś stoi nad Vincem z łomem. Ale po chwili zobaczyłam że to.....

niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 13. Zaślubiny z Freddy'm.

    Pośmialiśmy się tak jeszcze przez chwilę, gdy P Chicka powiedziała.
-Dobra dość tych śmichów chichów, marsz do łazienki
-Tak jest!- powiedzieliśmy ja i rudy
Gdy byliśmy już czyści na pyzgach poszliśmy jeszcze na chwilę pod scenę. Na twarzach mieliśmy wielkie głupie uśmiechy, lecz....mój uśmiech znikł bo zobaczyłam Mika...nadal byłam na niego zła za to co próbował zrobić. Gdy byliśmy już pod sceną oczywiście musiał coś powiedzieć tym swoim bezczelnym tonem-No i jak ku-ku już zagojone? czy mam pocałować?
Powstrzymywałam się od przywalenia mu ale mnie szlak trafił bo powtórzył pytanie, z mocno zaciśniętymi pięściami podeszłam do niego.
-A więc mam pocałować ku-ku-powiedział po czym wystawił dzióbek a ja mu z całej siły z pięści przywaliłam w policzek
-Sally!!-krzyknęli wszyscy oprócz Mika bo masował sobie policzek
-No! co!-ryknęłam-zasłużył sobie!
-Sally!.....-powiedział podniesionym głosem Freddy
-Sorry okej!-znowu ryknęłam
-A teraz.....-powiedział Freddy pokazując na Mika
-Grr....-zawarczałam po czym pomogłam tej ofjarze losu wstać
Mike chciał coś powiedzieć ale ja nie słuchałam i poszłam obrażona w stronę biura.
-,,Co oni sobie wyobrażają!?"-pomyślałam wściekła-,,Nie dość że myślą że mogą sobie zabijać kogo chcą to jeszcze będą mi mówić jak mam się zachować!"
Gdy byłam już w biurze i usiadłam na krzesło, położyłam nogi na biurko i zasnęłam. Obudziłam się z wrzaskiem nie wiem dlaczego(XD) obok mnie stał zaniepokojony Freddy.
-Co ci się stało?
-A co cie to?-powiedziałam zaspanym tonem
-Powtórzę pytanie co ci się stało?
-Od kiedy jesteś moją żoną?-powiedziałam jak na haju-chyba że jesteś moją żoną a ja nic nie wiem
-Tak jestem twoją żoną-powiedział ironicznie
-To pokaż mi papiery ze ślubu
-Dobra już....sorry zostały w innym kostiumie
-Nie no.....spoko, spoko....a tak na poważnie czego chcesz?
-Chciałem cię obudzić bo spałaś cały dzień ale jak już wstałaś to twoja zmiana zaraz się zaczyna więc się przygotuj
-Tak...tak wiem będziecie chcieli mnie dorwać itd.....o i jeszcze coś
-Co takiego?
-Rudy mi spierdzielił z moim telefonem tak?
-Tak
-Jak dorwę tego ciecia to nie wstanie-mruknęłam-a teraz spływaj na swoje miejsce
12AM znów zaczęłam pracę jak zawsze polatałam po kamerach i usłyszałam kroki, zapaliłam światło po lewej. Stał tam i się na mnie gapił tymi czarnymi pustymi oczami, a ja nic sobie z tego nie zrobiłam.
-Nie dziś Bonnie...-powiedziałam i zamknęłam drzwi 
Foxy lekko się wychylił ale nie za bardzo i znowu usłyszałam kroki zapaliłam światło po lewej Bonnie tam nadal stał, zapaliłam po prawej, a teraz jeszcze Chicka mnie się uczepiła-,,No zajebiście mam 10% i na dodatek jestem otoczona ale zaraz....zaraz Foxy'ego nie ma...mam plan który może wypalić otworze drzwi szybko się odsunę od biurka wezmę na kamerę 2B i Foxy może staranuje Bonnie'go a ja będę miała czas na ucieczkę chyba że światła szybciej zgasną to będę miała przesrane...,,-pomyślałam po czym zrealizowałam mój plan który nie wiem jak się powiódł.

wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 12. Kłótnia.

-Czy wy całkiem powariowaliście!-krzyknął Golden Freddy
-O co ci chodzi?! zrobiliśmy to co każdemu!
-Ale po co!
-Dla rozrywki! a poza tym to siostra naszego zabójcy!
-No i co z tego!? aaaaa.......nie pamiętacie!
-Niby czego!?
-Tego że oni byli waszymi uciechami! dlatego mają te ksywki! przecież sami im je nadaliście
-W sumie......to masz rację.....
-Dzięki wam i waszej głupocie nikomu stąd nie zaufa, a ja na własne oczy widziałem jak potraktowała ciebie i Bonnie'go!
Wzięłam do serca sobie ich słowa-,,Co ja wyprawiam!?"-pomyślałam, muszę to naprawić ale najpierw trzeba znaleźć Goldena. Ruszyłam jak najszybciej w poszukiwaniu przyjaciela, ale nie mogłam go znaleźć. Przeszukałam Kuchnię, Dining Arena, Parte and Service, Show Stage jedyne miejsce które mi zostało to Pirate Cove. Odsłoniłam lekko kurtynę.......myślałam że zabiję Goldena ja się o niego martwię! a on sobie gra w UNO z animatronikami. Toć myślałam że typa uduszę. Chrząknęłam by zwrócił na mnie uwagę, bo widziałam jak był pochłonięty grą w karty.
-O Sally chcesz dołączyć?
-Nie dzięki.....o i jeszcze coś za 3 minuty szósta wiec radziłabym animatronikom wracać na swoje miejsca-powiedziałam z poważną miną
-Dobra ale jutro to dokańczamy-powiedział Bonnie
Gdy Golden schował karty wybiła szósta. Następnej nocy cała nasza ekipa przyszła do pracy. Ta noc zaczęła się dosyć.....jakby to powiedzieć nietypowo....ponieważ już na wejściu animatrony oprócz Freddy'ego i jego złotej wersji zwinęły Goldena, lecz że tak się trafiło że do pokoju poszłam ja i rudy, ale Fred nie poszedł grać tylko pogadać z Freddy'm. Gdy już byliśmy w biurze, zaczęło nam się nudzić, a zwłaszcza Foxy'emu więc postanowił że się prześpi z jego strony to był błąd wielki błąd. Migiem wyciągnęłam mu z kieszeni marker i zaczęłam mu malować wąsy, dorysowałam jeszcze okulary, bródkę, gwiazdki na policzkach.  Miałam z tego taki ubaw i rysowała bym dłużej ale się obudził i gdy zobaczył że mam marker w ręce odruchowo wziął telefon i oglądał z zdziwieniem moje dzieło a ja zaczęłam się śmiać. Gdy usłyszał mój śmiech zdjął telefon z przed twarzy z miną wściekłego, już miał się na mnie rzucić ale mu zwiałam. Gonił mnie ze wściekłą miną a ja się nie mogłam powstrzymać od śmiania.
-Wracaj tu!
-Nie!
-I tak cię złapie!
-W twoich snach!
Po tej krótkiej kłótni znacznie przyśpieszyliśmy, goniliśmy się wokół stołów miej więcej jakoś 20 min. po 20 min. byliśmy cali mokrzy, zdyszani i padnięci, lecz Foxy był na tyle zdolny że nawet w ty zmęczeniu pomalował mi twarz. Po tym co widziałam później w odbiciu lustra namalował mi kocie wąsy,  pomalował mi czubek nosa na czarno, namalował mi okulary i tak jak ja jemu gwiazdki na policzkach. Gdy tylko nas animatrony i reszta ekipy zobaczyła zaczęli się śmiać po chwili my też to zrobiliśmy.

środa, 10 czerwca 2015

Rozdział 11. Miś na Złoto.

      Bonnie zaciągnął mnie pod Pirate Cove. Stanął przede mną i złapał mnie za nadgarstki, a ja mu się wyrywałam.
-Przestań się wyrywać!
-Nie!
-To chociaż posłuchaj co ci mam do powiedzenia
-Dobra-powiedziałam po czym przestałam się wyrywać-czego chcesz?
-Słuchaj sprawa jest poważna musisz uważać żeby żaden z nas cię nie dorwał
-Czemu mi to mówisz, przecież wcześniej chciałeś mnie zabić?! a po zatem czemu mam ci wierzyć?!-wykrzyczałam z podejrzliwą miną 
Po czym się wyrwałam i poszłam do biura. Już miałam wejść gdy Freddy zastawił mi drogę.
-Zejdź mi z drogi-warknęłam
-Pójdziesz ze mną-powiedział
-Jesteś tego pewien-powiedziałam z lekceważącą miną- a teraz spadaj stąd mam jeszcze dużo pracy przed sobą
Freddy stał nadal przede mną więc stwierdziłam że nie warto z nim gadać, wiec po prostu go ominęłam.
-Bonnie choć
-P-Po c-co?-wyjąkał
-Musimy iść do generatora-powiedziałam z założonymi rękoma
-N-No do-dobra....ty-tylko s-się po-pośpieszmy
-Ale z ciebie......nie powiem co-powiedziałam łapiąc się za głowę
-O c-co c-ci bi-biega
-Bo się wszystkiego boisz a teraz choć bo jeśli nie.....-powiedziałam pokazując pięść
-Dobra, dobra już idę-powiedział przestraszony
Mieliśmy już wyjść i  Freddy znów zastawił mi drogę.
-Freddy ile mam to powtarzać! zejdź mi z DROGI!!-powiedziałam podniesionym tonem
Freddy automatycznie się odsunął. Gdy uruchomiliśmy już generator noc była niezwykle spokojna. Następnej nocy poszłam z Goldenem do pracy dziś było bardzo spokojnie.....Patrzeliśmy na różne kamery i doszliśmy na kamerę z plakatem ale nie było tam Freddy'ego tylko połowa maski Golden Freddy'ego. Tępo patrzyliśmy na ten plakat, usłyszeliśmy że coś tu krąży przy naszym pokoju więc ściągnęliśmy kamerę, Złoty Freddy siedział prze nami z głową przechyloną na bok. Nagle jego głowa zaczęła się obracać na prosto. Przeraziliśmy się, gdy naglę usłyszeliśmy przerażający śmiech Freddy'ego który się zbliża, spojrzeliśmy na drzwi w których stał. Spojrzeliśmy się na miejsce w którym siedział Złoty miś nie było go, przetarłam oczy. Świat mi się lekko zamazał, zamknęłam oczy gdy je otworzyłam moje ręce, koszula i spodnie były we krwi a obok mojego krzesła leżał zakrwawiony nóż, znów zamknęłam oczy i gdy je otworzyłam zobaczyłam że jestem w szafce, tak tej samej kuchennej szafce. Wyszłam z niej rozejrzałam się po kuchni nikogo nie było w Dining Arena w Show Stage i Part and Service także. Poszłam do biura i usłyszałam jak dwie osoby się kłócą nie mogłam się powstrzymać i popatrzałam przez okno to był Freddy i Golden Freddy.

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 10.Czy ja śnię?

   Obudziłam się w jakimś dziwnym ciemnym miejscu, wszystko mnie bolało. Próbowałam podnieść rękę ale coś mi ciążyło nagle zauważyłam że ja żyję ale...coś jest nie tak nie mogę się ruszać. Po chwili zauważyłam że wpakowali mnie do stroju dlatego jest tak ciemno. Więc tak po prostu choć z wielkim bólem dupy wyszłam jakoś z tego stroju, jedną nogę miałam całą we krwi a z brzuchem nie było lepiej. Z wielkim bólem wyszłam z pomieszczenia i zauważyłam moich przyjaciół.....kłócili się z animatronikami nie chciało mi się ich słuchać. Byłam bardzo słaba ledwo co doszłam do moich przyjaciół i się przewróciłam do przodu ale w odpowiedniej chwili złapał mnie Golden.
-S-Sally?-wyjąkał rudy
-Nie duch-odpowiedziałam z małym uśmiechem
-Ale...jak to możliwe?-zapytał Freddy
-Nie wiem-powiedziałam zamykając powoli oczy
-Sally nie, nie zamykaj oczu!Chicka dzwoń po karetkę-krzyknął Fred
Straciłam przytomność, obudziłam się w szpitalu. Siadając złapałam się za głowę.
-Ale boli..-mruknęłam po czym ujrzałam coś czego się nie spodziewałam..
Na samym brzegu łóżka siedział Jonas z spuszczoną głową, położyłam rękę na jego ramieniu-Hej....
-S-Sally ty żyjesz-powiedział po czym mnie objął-nie wiesz jak się o ciebie martwiłem
-Mam nie małe pojęcie
-Ktoś idzie muszę znikać
-Ale potem wrócisz?
-Obiecuję
Po tych słowach uśmiechnęłam się i nagle ktoś wszedł do pokoju w którym byłam.
-Nareszcie się obudziłaś-powiedział jakiś doktorek
Po chwili cała moja paczka wbiła do pokoju. Wszyscy mieli uśmiechy na twarzach, nikt się nie odezwał co było dosyć dziwne...wszyscy do mnie podeszli i wyciągnęli ręce w moją stronę, zrobiłam to samo co oni i zrobiliśmy taki wielki grupowy uścisk. Gdy skończyliśmy się przytulać, trzeba było jakoś zacząć rozmowę.
-Jak tam w pracy Bonnie?-zapytałam
-Jeszcze nie odbyłem swojej warty.....bez ciebie nie odwarze się tam pójść
-A właśnie miałam ci powiedzieć jutro cię wypuszczą-powiedziała Chicka
-Dzięki za info to znaczy że jutro trzeba będzie iść do pracy
-Co?! ty chcesz tam wrócić po tym co ci zrobili?! czyś ty całkiem postradała zmysły!?-wykrzyknął Foxy
-Tak, ja muszę tam wrócić bo mam z nimi niemałe porachunki
Gadaliśmy jeszcze o różnych bzdetach. Gdy wszyscy wyszli, byłam padnięta tym co się stało, nie mogłam myśleć byłam tak zmęczona, w końcu zasnęłam. Rano obudziłam się o....nie nie oszukujmy się nie wiem o której się obudziłam XD. Po paru minutach pojawił się u mnie Jonas był u mnie do południa siedział by ze mną dłużej ale po południu mnie wypuścili. Cieszyłam się że wyszłam-,,Teraz tylko czekać do nocy"-pomyślałam
Nawet się nie obejrzałam a już byłam w pracy z Bonni'm ale telefon tym razem nie zadzwonił, co było bardzo dziwne.Tylko czekałam aż przyjdzie do biura któryś z animatroników. Pierwszy przyszedł Bonnie.Tylko gdy go zauważyłam zareagowałam.
-O hej Bonnie..co tam u ciebie? u mnie wszystko w porządku!-powiedziałam po czym złapałam go za muszkę popatrzyłam się na niego swoim niewinnym spojrzeniem a potem sprzedałam mu fangę w nos i zamknęłam drzwi mówiąc- pa, pa
Po drugiej stronie stała Chicka patrzyła się na mnie z przerażeniem a ja tylko zamknęłam drzwi. I....co? dupa że się za przeproszeniem wyrażę czyli to co zawsze padło zasilanie. Przyszedł po nas Freddy, mój kolega chyba się przestraszył misia, a ja spojrzałam się na niego i wytknęłam mu język.
-S-Sally...ty się go nie boisz?-wyjąkał
-Jak ja mam się bać takiego cwela? co on mi może zrobić wsadzić do durnego stroju!? jeśli tak nie boje się!
Odwróciłam się plecami do Freddy'ego. Lecz nie zauważyłam że P Bonnie wstał i złapał mnie za ramię i pociągnął za sobą.

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 9. Dość tych ceregieli. Ja mam dość!

   Nagle ten żółty królik wstał i stanął do nas plecami.
-Zostawcie je-powiedział głosem Vincusia (bo jak mi wiadomo to jest Vincuś)
-Ha! myślisz że będziemy się ciebie słuchać?-powiedział Bonnie-a teraz odsuń się
-Nigdy!!-krzyknął-mogliście mi odebrać życie ale nie odbierzecie rzeczy dla której się wcześniej nie zabiłem
-Ale o czym ty gadasz!!-wrzasnęła P Chicka
Spuścił głowę na dół, po czym ją podniósł i spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Animatrony skupiły swój wzrok na mnie, cała przerażona sytuacją patrzyłam smutno na Vincenta....i znów usłyszałam głos w mojej głowie
-Wybacz mu....on nie panował nad sobą gdy ranił twego przyjaciela
-Skąd wiesz?*-wyszeptałam
-Bo widziałem to, raz nad sobą panuje a raz nie...a sama kiedyś mówiłaś że nieważne co się stanie twoja siostrzana miłość nigdy nie zniknie
-Masz rację...ale co ja mam teraz zrobić?*
-Posłuchać głosu serca
Po tych słowach zaczęły mi lecieć łzy. Animatrony jak i moja przyjaciółka były zdziwione moją reakcją. Wytarłam łzy i popatrzyłam po wszystkich mój wzrok utkwił na Vincu. Wstałam i podeszłam do niego po czym się do niego przytuliłam. Bonnie próbował podejść ale automatycznie na niego syknęłam by się odsunął. Automatycznie zrobił krok w tył z dużymi oczami. Nagle ten rudy ćwok złapał mnie za ramie i pociągnął do siebie a Chicke złapała P Chicka. Bonnie złapał Vinca.
-Puszczaj ty ruda kupo futra, puszczaj ale już!!-krzyknęłam wyrywając się
-Jak grzeczniej się do mnie będziesz zwracać to może cię oszczędzimy
-Może?! HA! jesteś śmieszny...a teraz puszc...mnh-nie dokończyłam bo Bonnie związał mi usta
-To po to byś tyle nie gadała-powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy
Ale....co z Vincem przecież Bonnie się z nim siłował spojrzałam w stronę Vinca moje oczy zrobiły się wielkie, Vinc leżał nieprzytomny spojrzałam na moją przyjaciółkę była nieprzytomna i z czoła leciała jej ciurkiem krew. Teraz dopiero zaczęłam się szarpać, lecz po chwili zrozumiałam że to nie ma sensu przecież nie można wiecznie walczyć. Padłam na kolana i zaczęłam płakać, nagle poczułam że ktoś wyciera mi łzy otworzyłam oczy i nie mogłam uwierzyć, to był mój brat....ale nie Vincuś, wiem że wcześniej o nim nie wspominałam ale miałam dwóch braci a ten w moim wieku miał na imię Jonas.Pewnie pytacie czemu MIAŁAM? bo  kiedyś cała nasza trójka miała wypadek Vincuś wyszedł cało, ja trafiłam do szpitala, a Jonas stracił życie.Gdy go ujrzałam zaczęłam płakać jeszcze bardziej, a ten mnie przytulił.
-Nie płacz*-wyszeptał
Wtem przestałam płakać, spojrzałam za siebie animatrony stały jak wryte. Po chwili mój wzrok wrócił na Jonasa.
-Mnh....-chciałam coś powiedzieć ale chustka mi przeszkadzała a zdjąć jej nie mogłam bo trzymała mnie ta ruda kupa futra, po czym Jonas zdjął mi tą chustę-dzięki i jeszcze coś A-ALE JAK?!
-Dzięki twojej siostrzanej miłości
-Dobra ja nie wnikam
Foxy jako pierwszy się ocknął z szoku i pociągnął mnie za sobą.
-JONAS!!-krzyknęłam ale po moim krzyknięciu zniknął-,,O co tu kur*a chodzi"-pomyślałam
Po mojej prawej szedł Bonnie, a po lewej  Chicka niosła moją nieprzytomną kumpele, tuż za mną Foxy. Miałam powoli już dość tego wszystkiego myślałam że zaraz zwariuję, a na dodatek głowa zaczęła mnie boleć. Po chwili doszliśmy do sceny.
-Co wam tak długo zajęło?-zapytał Freddy
-Mieliśmy małe trudności-powiedziała Chicka
-Widzę, no,dobra dość tych ceregieli czas wybrać kogo pakujemy do kostiumu?
Wszystkie animatrony poza Freddy'm spojrzały się na mnie.
-Dobra przegłosowane-powiedział Freddy z lekkim uśmiechem-Niestety wypadło na ciebie
-Niestety Ha! NIESTETY?! wy wszyscy jesteście chyba niepoważni!-krzyknęłam po czym spuściłam głowę w dół i zaczęłam się psychicznie śmiać
-Co w tym śmiesznego?!-krzyknął-Spójrz na mnie jak do ciebie mówię!-znów krzyknął po czym złapał mnie za podbródek i podniósł mi głowę....
Przeraził się tym co zobaczył na mojej twarzy widniał psychiczny uśmiech oraz z moich oczu leciała czarna maź.
-Ktoś się tu chyba przestraszył-powiedziałam lekceważąco a uśmiech nie schodził mi z twarzy
Naglę poczułam się słabo, znów spuściłam głowę w dół, a uśmiech znikł oraz ta cała czarna maź. Ledwo co trzymałam się na nogach, spojrzałam się na nieprzytomną przyjaciółkę gdy tak na nią patrzałam zrobiło mi się lżej na sercu.Gdy po chwili usłyszałam głos Freddy'iego
-Zabierzcie ją do Part And Service!
Wszystkie animatrony kiwnęły na zgodę. Po chwili leżałam na stole trzymana przez animatrony.
-To może trochę zaboleć-powiedział z uśmiechem na twarzy Bonnie
Po tych słowach zaczęłam się wyrywać jak najmocniej mogłam, ale animatrony mi to utrudniały ponieważ złapały mnie mocniej.Po krótkiej chwili straciłam sił, nie myślałam że to mój koniec myślałam że to jest jakiś chory sen. Naglę zauważyłam że Freddy stoi tuż przy mnie z nożem.Tak bardzo pragnęłam że to co teraz się dzieje to tylko chory sen.Nie musiałam czekać długo by się przekonać że to nie był jakiś koszmar Freddy wbił mi ten nóż w brzuch, a ja splunęłam krwią. Ciemność zaczęła mnie pochłaniać.....