Gdy ten mnie odwrócił, ja zamknęłam oczy i zasłoniłam się rękoma.
- Ej....Lisiasty-powiedział dosyć znajomy głos
Ten tak zwany ,,Lisiasty" odwrócił się do mnie plecami a ja otworzyłam oczy i ręce spuściłam na dół. Rozejrzałam się po pokoju tak by ten kto stał przed nim mnie nie zauważył i rozglądałam się za ucieczką, w końcu nic nie wymyśliłam więc szybko schowałam się w szafce w której się obudziłam.
-Znaleźliśmy kolejne-powiedział ten facio którego nie znałam
-Sprawa robi się poważna-powiedział ,,Lisiasty"
-Ja muszę już iść bo obiecałem że im pomogę idziesz ze mną?
-Jasne tylko....muszę coś załatwić-odpowiedział, wiedziałam że tu chodzi o mnie
-Okej jak skończysz to kieruj się do Parte and Service
-Dobra-powiedział ,,Lisiasty" po czym się odwrócił i zobaczył że mnie nie ma pewnie pomyślał że zwiałam i krzyknął-zaczekaj!!
Usłyszałam jego bieg, otworzyłam drzwiczki minimalnie by sprawdzić czy kogoś tu jeszcze nie ma, nikogo nie było więc mogłam wyjść. Nie rozglądając się pobiegłam do pokoju securyty to co tam zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach Foxy leżał na podłodze z raną na brzuchu. Z jego rany lała się krew natychmiastowo do niego podbiegłam.
-Foxy.....odezwij się do mnie!-krzyknęłam ze łzami w oczach-Foxy.....-krzyczałam tak jeszcze przez chwilę-,, nie to niemożliwe "-pomyślałam po chwili pobiegłam sprintem do kuchni by poszukać apteczki znalazłam ją w expresowym tępie. Gdy wróciłam do pokoju securyty zrobiłam mu opatrunek.
-Dz...dziękuje....c...ci-powiedział
-Nie ma za co a teraz odpoczywaj karetka zaraz przyjedzie-powiedziałam już spokojnym tonem
-Gdzie jest ranny?-zapytał się ratownik
-Tutaj-odparłam pokazując na Foxy'ego
Gdy Foxy'ego już zabrali wystarczyło poszukać mojego brata, nigdzie nie mogłam go znaleźć a jedyne miejsce w którym nie szukałam to Parte and Service. Uchyliłam lekko drzwi zauważyłam tam Vincenta i.....E...Ele....Elevena!?, kłócili się, a ja jak to ja nasłuchiwałam o co poszło.
-Obiecałeś że już więcej tego nie zrobisz!-krzyknął Eleven
-Oj tam, oj tam już karcisz za jeden mały żart-powiedział
-Żart?...żart?! ty to uważasz za żarty ty chyba mnie nie bierzesz na poważnie!
-A jak myślisz?
-Słuchaj najpierw te dzieciaki a teraz securyty?!
C...co czy on właśnie powiedział że to Vincent go tak urządził ?! Gdy to usłyszałam nie chciało mi się wierzyć mama mnie uprzedzała że jest nie przewidywalny ale aż do tego stopnia? Byłam wściekła a zarazem nie mogłam uwierzyć w to co powiedział.Byłam tak wściekła że uderzyłam w drzwi z całej siły tak że ręka prawie mi przez nie przeszła, po czym otworzyłam je z hukiem.
-Ty......ty....ty potworze jak mogłeś mi coś takiego zrobić?!-krzyknęłam- jak mogłeś.......-zacisnęłam dłonie w pieści-Nigdy ci tego nie wybaczę!!!!-krzyknęłam to po czym tag mocno dałam u z liścia że się aż przewrócił, wybiegłam z pomieszczenia cała rozpłakana. Uciekłam do kuchni do tej szafki, nie mam pojęcia ale czułam się tam bezpieczna.
Heej Super blog! Naprawdę masz talent ; ) pozdrawiam i nie mogę doczekac się kolejnej notki!
OdpowiedzUsuńHaos, haos ewerywere ;-; Nie powiem, że jest źle , ale dobrze też nie jest. Powinnaś popracować nad tym w szczególności. Mogłabyś też pisać dłuższe notki. Ja, kiedy pisałam pierwsze posty na blogu miałam takie same problemy. Pomysł na bloga jest spoko lecz nie jest to coś najlepszego. Popraw haos. To jest najważniejsze. Pozdrawiam i życzę weny. ~ Ewri
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńYay Eleven ^^
OdpowiedzUsuń