Uwaga ludu w tym rozdziale będę trochę inaczej pisać. W kom. napiszcie czy wolicie ten styl pisania czy mój stary. ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Krew momentalnie poleciała mi z nosa, zobaczyłam coś czego nie powinnam zdecydowanie widzieć. O ja, za dużo wrażeń jak na jedną zmianę. A właśnie która godzina? Spojrzałam na zegarek 7:59 DAFUG!? Jeszcze nie otworzyli? Podniosłam wzrok z nad telefonu z miną ,,O co tu chodzi?". Vincent podszedł do mnie powoli.
- Co się stało?-spytał. Pokazałam mu godzinę na telefonie, a ten tylko w odpowiedzi zaśmiał się.
- Co cię tak śmieszy?-spytałam zdezorientowana.
- To że nie otwierają pizzerii.
- Czemu?
Nie odpowiedział, tylko udawał że tego nie usłyszał. Co on kombinuje? Przechyliłam głowę w bok. Spojrzałam mu przez ramię. Patrzył w stronę Maria wychodzącego z Kącika Nagród. Wcześniej wymieniony jegomość wszedł do kuchni, nawet nie zauważyłam że Vinc też tam wchodził. Chciałam wejść za nim, ale mi nie pozwolił, oraz powiedział że to mnie nie dotyczy. Fuknęłam na niego i poszłam do domu. Wbiłam na chauzen, poszłam pod prysznic, ciepły i odprężający. Nie wiem ile tam byłam, ale w końcu wyszłam. Przebrałam się. Założyłam krótkie, czarne spodenki, zakolanówki tego samego koloru, bluzę koloru złotego z króliczymi uszami. Rozczesałam moje rude włosy, po czym je lekko potargałam. Założyłam kaptur. Przy wyjściu założyłam krótkie czarno-białe converse. Wyszłam, przeszłam się po parku tak po prostu. Po przewietrzeniu głowy, ruszyłam w stronę domu Seth'a. Zadzwoniłam do drzwi, przeczekałam chwilę. Po chwili otworzył mi dopiero co obudzony Rudy. Spojrzał na mnie pół przytomnym wzrokiem.
-Wiesz która jest godzina?
- No.
- To co cię o tej godzinie kobieto niesie?
- Chciałam cię spytać czy nie pójdziesz ze mną po resztę, a i chciałam później wbić na pizzerię bo jest zamknięta i przedstawić wam Toy'e
- Zaraz wracam-rzucił w moją stronę, by po chwili być już ogarniętym.
Poszliśmy po resztę, o i zapomniała bym dodać że każdy miał bluzę w kolorze ulubionego animatronika(+ uszy czy co tam jeszcze dany animatronik ma). Weszliśmy po cichu do pizzerii, nikogo nie było.
- Mam głupi pomysł...
Wszyscy popatrzyli po sobie.
- Mów-powiedział Alan.
- No więc tak...-zaczęłam im opowiadać mój prze genialny pomysł.
Założyliśmy chustki zasłaniające nam usta i nos. Oczywiście koloru bluzy, teraz zacznie się prawdziwa akcja...Chłopacy poszli po pokrywki od śmietników na szczęście są metalowe.
Zaczęliśmy krzyczeć i walić pokrywkami...
*Vincent*
Cały czas trwało zebranie, nagle rozległo się jakieś walenie jakby w metal? I te krzyki. Goldy spojrzał na wszystkich tu zebranych porozumiewawczo.
*Sally*
Gdy drzwi zaczęły się otwierać, rzuciliśmy wszystko i pobiegliśmy się schować. Ja i Seth schowaliśmy się w Pirackiej Zatoce, po chwili Lisiasty odkrył naszą kryjówkę, wyminęliśmy go w pięknym stylu i rzuciliśmy się do ucieczki. Z tego co widziałam kontem oka to załapali już Alana, Freda i Caroline, do naszej dwójki dołączył Bastian. Ale nie było mu dane z nami długo biec bo się wyrżnął. Ja i Seth biegliśmy równo ale po chwili jakieś sznurki oplotły go. Zatrzymałam się na chwilę by mu pomóc a on popatrzył na mnie oczami na których było wypisane ,,Biegnij!". Pobiegłam dalej skręciłam do biura, stali tam Toy Chicka i Bonnie, efektownie ich wyminęłam i wlazłam do szybu przez który przeczołgałam się szybko do kuchni i schowałam się do mojej szafki. Usłyszałam jak coś do siebie mówią, nie słuchałam ich, zbliżali się. Udało mi się nie spostrzeżenie wyjść z szafki i wybiec z kuchni. Pobiegłam do Składzika. Byli tam moi przyjaciele związani pod ścianą, Freddy, Foxy, Toy Freddy, Toy Bonnie i Bonnie mieli ten pusty wzrok. Zbliżali się do nich z ostrymi narzędziami. Przemknęłam się za nich po cichu, ale na moje nie szczęście się wyjebałam o rozwiązane sznurówki.
- Patrzcie kogo tu przywiało-powiedział ze strasznym uśmiechem Bonnie.
Podszedł do mnie i związał posadził mnie obok reszty.
- Wiecie zastanawiam się kogo by tu wziąć na sam początek.
- To może ją?- wskazał na mnie Fredziok.
- Mi to tam lotto, więc wiesz...- odparł uszasty.
- Co myślisz BonBon?
- Jestem za.
Ten głupi huj (Fredziok) zaczął się do mnie zbliżać. Szarpałam się i cały czas klnęłam na niego pod nosem.
- No już. Nie szarp się. To i tak ci nic nie da- szarpnął moje ramię, podnosząc mnie przy tym. Przejął od turkusowego homosia (Toy Bonnie) nóż i przyłożył mi go do gardła. Chciałam go kopnąć, ale zapomniałam, że to animatronik i nie czuje bólu. Byłam bezradna. Cholernie ku*wa bezradna!!
- Już nie jesteś taka do przodu, co?- zaśmiał się podle.
- Zostaw ją!- krzyknęła Caroline.
- Lisiasty, wiesz co robić- Pirat chwycił blondynkę za ramię i zaciągnął ją do Pirate Cove. Do uszu wszystkich tu zebranych dobiegły okropne, głośne wrzaski mojej przyjaciółki, przeplatające się z płaczem i błaganiem o litość. Jak się wkurwiłam!!! NIKT, powtarzam, NIKT nigdy nie ma prawa tykać się moich przyjaciół!! Chwyciłam Fredzioka za łapę i przerzuciłam go przez ramię. Upadł na podłogę z głośnym łomotem. Reszta szybko do mnie podbiegła, ale pod wpływem tego wkurwu powaliłam wszystkich na ziemię. Chciałam rozwiązać resztę, ale ich miny mówiły same za siebie. Wiedziałam co robić. Puściłam się pędem do mojej przyjaciółki i tego uja, któremu zamierzam trochę skopać żyć. Gdy znalazłam się na miejscu szukałam wzrokiem Caroline. Nigdzie jej nie było. Zresztą tego głupiego uja też nie. Weszłam powoli w głąb Zakątka. Po chwili samotnego marszu poczułam zapach...krwi...? Rozglądałam się nerwowo, szukając źródła zapachu. Nagle moją uwagę, przykuły drzwi. Wielkie, drewniane drzwi. Nie widziałam ich wcześniej. Podeszłam do nich i powoli je pchnęłam. Teraz zapach stał się jeszcze bardziej intensywniejszy. W pokoju panował mrok. Zaczęłam macać ścianę, w poszukiwaniu włącznika światła. Gdy w końcu go odnalazłam i zapaliłam światło odwróciłam się i o mało co nie zwróciłam śniadania. Znalazłam przyjaciółkę, ale nie taką jakiej się spodziewałam. Wielkie rany pokrywały całe jej ciało, nie wspominając już o krwi, która hektolitrami lała się z każdego nacięcia. W mgnieniu oka znalazłam się przy nieprzytomnej przyjaciółce. Sprawdziłam puls. Żyje. Nawet nie zauważyłam, że do pokoju wbiła reszta ekipy. Na twarzach wszystkich pojawiło się takie samo przerażenie jak u mnie. Bliźniacy oraz Bastian natychmiast podbiegli do mnie i Caroline, a rudy szybko zadzwonił po karetkę. Gdy parę minut później poszkodowana oraz reszta mojej ekipy pojechali do szpitala, wyszłam z pokoju, a następnie z Pirate Cove. Przepełniał mnie wkurw na Lisiastego. Zabiję gnoja!! Zaczęłam latać po całej pizzerii jak oszalała. Sprawdziłam wszystkie pokoje. No po za...piwnicą...W sumie nie zaszkodzi sprawdzić. Skierowałam swoje pospieszne kroki w stronę wymienionej lokacji. Zrobiłam moje epickie i standardowe ,,Z buta wjeżdżam" Jest!! Mogłam od razu tu przyjść!! Bez chwili zastanowienia rzuciłam się na dziada, okładając go pięściami i takie tam różne inne. Nie zwróciłam uwagi na Vincusia i Goldiego, którzy gdzieś polecieli. Po chwili wrócili z prawie całą ekipą. Na czele oczywiście mój braciszek, Goldzio oraz Mario. Wszyscy próbowali mnie odciągnąć od Lisa, ale ja się tak łatwo nie daję. Nie, jeśli w grę wchodzi życie i zdrowie moich przyjaciół. W końcu Mario chwycił mnie sznurkami i odciągnął od Lisiastego. Wyrywałam się i szarpałam, ale nic mi to nie dało. Gdy zostałam wyciągnięta z pokoju, Mario zaprowadził mnie do kuchni po czym zamknął drzwi. Teraz, gdy mnie puścił chciałam się na niego rzucić i znowu pobiec do Foxa, ale był sprytniejszy i jednym, sprawnym ruchem przywiązał mnie do krzesła. Spojrzałam na niego wściekła, ale on był o dziwo spokojny.
- Ja wiem, że to ty-zdjął mi chustkę z ust.
- WAIT WHAT!?!?!?
- Rozpoznam cię na kilometr i ty to powinnaś wiedzieć- uśmiechnął się.
-Nie, nie powinnam wiedzieć!-wydarłam się-Rozwiąż mnie!
- Chętnie, a potem może pójdę nakarmić aligatora (Sarkazm lvl 1000000)
- Pff-prychnęłam.
- Ochłoń trochę- wyszedł z pomieszczenia i zamknął drzwi na klucz. No kuźwa!! Czy to źle, że bronię swoją przyjaciółkę?! Nie wiem ile tak siedziałam na tym krześle, cały czas biłam się ze swoją wściekłością. Po chwili ktoś wszedł do pomieszczenia.
- Już ci lepiej?- spojrzał na mnie Mario. Dostrzegłam za nim Vinca i Golda.
- Nie!!!- zaczęłam się mocniej szarpać.
- Uspokój się już. Przecież twoja kumpela żyje.
- ALE NIKT NIE MIAŁ PRAWA JEJ RUSZAĆ!!!!!!!!- szarpnęłam się tak mocno, że liny puściły. Wstałam szybko. Teraz tylko wyminąć tą trójkę.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapomniałam jeszcze wspomnieć że Potter mi pomagała. I to bardzo Xd. To do zoba! Pa Pa!
poniedziałek, 28 września 2015
poniedziałek, 21 września 2015
Ludki wy moje co wy ze mną robicie..
Otóż ludki wy moje, robicie mi wodę z mózgu przez czytanie waszych komentarzy. Oraz chciałabym trochę was poznać i może podsuniecie mi jakieś dobre pomysły na bloga. A więc tak, zrobiłam dla was specjalny e-mail: Kosmitka.Amina@wp.pl
Pisać można nie obrażę się. XD
Pisać można nie obrażę się. XD
piątek, 18 września 2015
Rozdział 24. O boże to..nie..
*Sally*
-To nie jest śmieszne!!
-Dla mnie bardzo!
Podniosłam rękę po czym dałam mu z liścia.
-Ał!!-rozmasowywał bolący policzek i spojrzał na mnie z wyrzutem
-Ze mną się nie zadziera-powiedziałam z triumfalną miną-Jeszcze raz się zaśmiejesz z tych zdjęć to nie wstaniesz kpw?
-Jak bum cyk cyk
Zjadłabym coś słodkiego, tylko co? I gdzie ja znajdę coś słodkiego? Wiem kuchnia!
-Dobra ja już ci więcej nie przeszkadzam, o i zabieram aparat
Mario w odpowiedzi coś mruknął ale nie zrozumiałam co. Wyszłam z pudełka i od razu pokierowałam się do kuchni, otworzyłam drzwi. Wszystkie oczy zostały zwrócone ku mnie, zignorowałam to, przechodziłam obok Goldzia i podałam mu aparat. Zauważyłam mój plecak w rogu, podeszłam do niego i wyciągnęłam z niego tabliczkę czekolady. Przeszukałam cały plecak i nie mogłam znaleźć mojego telefonu i słuchawek-Kto mi spierdzielił z telefonem i słuchawkami przyznać się!-krzyknęłam, wszyscy zrobili przerażone miny. Podeszłam do Mike'a i zmierzyłam go wściekłym spojrzeniem, poczułam rękę na ramieniu odwróciłam się to był Gold.
-Do kogo należy ten aparat?-spytał zły
-Do tego jego mościa-wskazałam na Mike'a
-Później się policzymy-syknął w jego stronę
Parsknęłam śmiechem, no to se przesrał. Ja nie mogę! Dusiłam śmiech, Sally uspokój się bo pomyślą że padaczki dostałaś. A czy ja jej w tym momencie nie dostaje!? Zaczęłam się śmiać tak że aż się wywaliłam, wszyscy patrzeli na mnie jak na psycholkę. Chwile się jeszcze śmiałam, gdy skończyłam się śmiać, leżałam na kafelkach. Wzięłam głęboki wdech, podniosłam się. Rozejrzałam się po całym pomieszczeniu, mój wzrok zatrzymał się na Toy Fredziokiem. Podeszłam do niego i pokazałam ręką żeby poszedł za mną, po chwili dołączył do mnie i razem siedzieliśmy na scenie.
-Czego ode mnie chcesz?-spytał niby poważnie ale wyczułam nutkę nie pewności
-Ja nic od ciebie nie chce, ale za to ty coś chciałeś ode mnie
Posłał mi pytające spojrzenie, popatrzyłam na niego rozbawiona.
-Co cię tak bawi?-spytał zdezorientowany
-Mówi ci coś słowo ,,wyjaśnienie"-spytałam patrząc w sufit
-Jednak chcesz współpracować?
-A żebyś wiedział, zadasz to pytanie jeszcze raz?
-Jasne-odparł krótko-Czemu nazywasz Spring Trapa po imieniu?
Podeszłam do niego, spojrzałam mu w prost w oczy, mogę mu zaufać. Westchnęłam cicho, odsunęłam się od niego, zaśmiałam się cicho-Omg! Ja nie mogę nawet nie zauważyłeś!
-Czego niby?-powiedział marszcząc brwi
-Choćby tego że jestem do niego podobna?
-Jak teraz o tym powiedziałaś to faktycznie jesteś
-I....?
-I co?
-O ja! Może walne prosto z mostu-wzięłam głęboki oddech-Jestem młodszą sis Vinca
Zrobił przestraszoną minę, przewróciłam oczami i spojrzałam w stronę akurat przechodzącego Vinca. Co za kradziej! Spojrzał się na mnie a ja zmierzyłam go wściekłym spojrzeniem. Uśmiechnął się do mnie i wszedł do kuchni-Zaraz wracam-rzuciłam w stronę Toy Freda. Poszłam szybkim krokiem go kuchni, otworzyłam drzwi i wyszukałam wzrokiem Vinca. Podeszłam do niego, stał do mnie tyłem, tyknęłam go raz, zero reakcji, drugi, brak oznak życia, trzeci, zdenerwowałam się i kopnęłam go w tyłek. Aż podskoczył, odwrócił się do mnie.
-Coś się stało?
-Gówno żyda przejechało
-Śmieszne-powiedział z ironią-A teraz na poważnie po co cię do mnie sprowadza?
-To że ukradłeś mi mój telefon i słuchawki!
-Oj już ukradłeś, wole określenie pożyczyłeś
Zmierzyłam go wściekłym wzrokiem. Wrr...Ja zaraz nie wytrzymam.
-Zaraz wracam-rzuciłam w jego stronę
Szłam w stronę Mike'a, po drodze biorąc krzesło, stał do mnie tyłem więc to wykorzystałam. Podniosłam krzesło nad głowę i rozwaliłam je na głowie Mike'a, moment po uderzeniu gdy miałam tylko oparcie od krzesła w dłoniach, twarz zasłoniłam włosami. Odetchnęłam ciężko, podniosłam głowę i odgarnęłam sobie grzywkę do tyłu. Spostrzegłam że wszyscy się na mnie patrzą. Wzruszyłam ramionami, wyszłam z kuchni. Krew momentalnie poleciała mi z nosa, to byli...
-To nie jest śmieszne!!
-Dla mnie bardzo!
Podniosłam rękę po czym dałam mu z liścia.
-Ał!!-rozmasowywał bolący policzek i spojrzał na mnie z wyrzutem
-Ze mną się nie zadziera-powiedziałam z triumfalną miną-Jeszcze raz się zaśmiejesz z tych zdjęć to nie wstaniesz kpw?
-Jak bum cyk cyk
Zjadłabym coś słodkiego, tylko co? I gdzie ja znajdę coś słodkiego? Wiem kuchnia!
-Dobra ja już ci więcej nie przeszkadzam, o i zabieram aparat
Mario w odpowiedzi coś mruknął ale nie zrozumiałam co. Wyszłam z pudełka i od razu pokierowałam się do kuchni, otworzyłam drzwi. Wszystkie oczy zostały zwrócone ku mnie, zignorowałam to, przechodziłam obok Goldzia i podałam mu aparat. Zauważyłam mój plecak w rogu, podeszłam do niego i wyciągnęłam z niego tabliczkę czekolady. Przeszukałam cały plecak i nie mogłam znaleźć mojego telefonu i słuchawek-Kto mi spierdzielił z telefonem i słuchawkami przyznać się!-krzyknęłam, wszyscy zrobili przerażone miny. Podeszłam do Mike'a i zmierzyłam go wściekłym spojrzeniem, poczułam rękę na ramieniu odwróciłam się to był Gold.
-Do kogo należy ten aparat?-spytał zły
-Do tego jego mościa-wskazałam na Mike'a
-Później się policzymy-syknął w jego stronę
Parsknęłam śmiechem, no to se przesrał. Ja nie mogę! Dusiłam śmiech, Sally uspokój się bo pomyślą że padaczki dostałaś. A czy ja jej w tym momencie nie dostaje!? Zaczęłam się śmiać tak że aż się wywaliłam, wszyscy patrzeli na mnie jak na psycholkę. Chwile się jeszcze śmiałam, gdy skończyłam się śmiać, leżałam na kafelkach. Wzięłam głęboki wdech, podniosłam się. Rozejrzałam się po całym pomieszczeniu, mój wzrok zatrzymał się na Toy Fredziokiem. Podeszłam do niego i pokazałam ręką żeby poszedł za mną, po chwili dołączył do mnie i razem siedzieliśmy na scenie.
-Czego ode mnie chcesz?-spytał niby poważnie ale wyczułam nutkę nie pewności
-Ja nic od ciebie nie chce, ale za to ty coś chciałeś ode mnie
Posłał mi pytające spojrzenie, popatrzyłam na niego rozbawiona.
-Co cię tak bawi?-spytał zdezorientowany
-Mówi ci coś słowo ,,wyjaśnienie"-spytałam patrząc w sufit
-Jednak chcesz współpracować?
-A żebyś wiedział, zadasz to pytanie jeszcze raz?
-Jasne-odparł krótko-Czemu nazywasz Spring Trapa po imieniu?
Podeszłam do niego, spojrzałam mu w prost w oczy, mogę mu zaufać. Westchnęłam cicho, odsunęłam się od niego, zaśmiałam się cicho-Omg! Ja nie mogę nawet nie zauważyłeś!
-Czego niby?-powiedział marszcząc brwi
-Choćby tego że jestem do niego podobna?
-Jak teraz o tym powiedziałaś to faktycznie jesteś
-I....?
-I co?
-O ja! Może walne prosto z mostu-wzięłam głęboki oddech-Jestem młodszą sis Vinca
Zrobił przestraszoną minę, przewróciłam oczami i spojrzałam w stronę akurat przechodzącego Vinca. Co za kradziej! Spojrzał się na mnie a ja zmierzyłam go wściekłym spojrzeniem. Uśmiechnął się do mnie i wszedł do kuchni-Zaraz wracam-rzuciłam w stronę Toy Freda. Poszłam szybkim krokiem go kuchni, otworzyłam drzwi i wyszukałam wzrokiem Vinca. Podeszłam do niego, stał do mnie tyłem, tyknęłam go raz, zero reakcji, drugi, brak oznak życia, trzeci, zdenerwowałam się i kopnęłam go w tyłek. Aż podskoczył, odwrócił się do mnie.
-Coś się stało?
-Gówno żyda przejechało
-Śmieszne-powiedział z ironią-A teraz na poważnie po co cię do mnie sprowadza?
-To że ukradłeś mi mój telefon i słuchawki!
-Oj już ukradłeś, wole określenie pożyczyłeś
Zmierzyłam go wściekłym wzrokiem. Wrr...Ja zaraz nie wytrzymam.
-Zaraz wracam-rzuciłam w jego stronę
Szłam w stronę Mike'a, po drodze biorąc krzesło, stał do mnie tyłem więc to wykorzystałam. Podniosłam krzesło nad głowę i rozwaliłam je na głowie Mike'a, moment po uderzeniu gdy miałam tylko oparcie od krzesła w dłoniach, twarz zasłoniłam włosami. Odetchnęłam ciężko, podniosłam głowę i odgarnęłam sobie grzywkę do tyłu. Spostrzegłam że wszyscy się na mnie patrzą. Wzruszyłam ramionami, wyszłam z kuchni. Krew momentalnie poleciała mi z nosa, to byli...
środa, 9 września 2015
Rozdział 23. Pogoń za Mike'm
-Tia....jasne bo ci uwierzę....-znów przeczesałam palcami tą cholerną grzywkę!!
Muszę zacząć ją spinać bo szału przez nią dostanę. Spojrzałam na wejście do pokoju, stał w nich chichrający Mike z aparatem. Gdy robił nam zdjęcie w tym samym czasie pokazałam mu środkowy palec. Wstałam i przeciągnęłam się, odłożyłam pluszaka na miejsce.
-Zaraz wracam-powiedziałam z uśmiechem po czym ruszyłam w stronę wyjścia, Mike gdy tylko zobaczył że się zbliżam uciekł z aparatem, zaczęłam biec-Mike ty obsrana pizdo! Wracaj tu z tym aparatem!-krzyknęłam
Nie zatrzymał się, uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam biec szybciej. Po chwili Mike znajdował się pode mną.
-Oddawaj aparat-powiedziałam poważnie
-Nie!-krzyknął zrzucił mnie z siebie i zaczął ponownie biec
To był jego największy błąd jaki mógł popełnić, moje oczy były teraz czarne z białymi punkcikami. Niedawno nauczyłam się tego używać, kiedy chce to mogę je zmienić. Fajny patent nie? Zaczęłam go gonić tym razem go przytrzymam żeby mi nie zwiał, nie chce mi się go już gonić, jednak po chwili zaliczył glebę i to w pięknym stylu. Usiadłam na nim okrakiem, w jego oczach można było dostrzec strach. Zbliżyłam usta do jego ucha-Jeśli nie oddasz mi tego aparatu to z wielką chęcią wepchnę cię do kostiumu-wyszeptałam. Podniosłam wzrok na jego twarz, taki sam wyraz twarzy, lecz tym razem zaczął się trząść. Po chwili w rękach miałam aparat a Mike wbiegł do kuchni wrzeszcząc coś. Z chytrym uśmiechem wróciłam do Maria, po chwili siedziałam obok niego. A on dziwnie się na mnie parzył o co mu chodzi? Aaa......o oczy! Zrobiłam że moje patrzałki znów były normalne.
*Mario*
Gdy dziewczyna wróciła i usiadła tam gdzie wcześniej, spojrzałem na nią zdziwiony. Ona znowu ma czarne oczy...o już ma normalne! Ale jak ona to...Dobra nie ważne. Zaczęła oglądać zdjęcia, odwróciłem wzrok w bok.
*Sally*
Zakryłam ręką nos i odwróciłam głowę w bok, kurczę nie teraz, nie tylko nie krew z nosa.
*Mario*
-Sally co ci?-spojrzałem na nią
Zaniepokoiłem się, gdy przez jej palce przeciekła krew.
-N-Nic...-powiedziała-Nic się nie stało
-Co to za krew?
*Sally*
-A o to ci chodzi! Nie nic się nie dzieje, czasami mi tak po prostu leci krew z nosa-skłamałam
-Poczekaj, przyniosę chusteczki-wstał i wybiegł z pomieszczenia
Wróciłam do przeglądania zdjęć co było złym bardzo złym pomysłem. Krwotok tylko się powiększył, nawet nie zauważyłam że Mario wrócił i zabrał mi aparat odkładając go na bok.
-Sally! To nie jest nic! To jest bardzo poważne coś!-uklęknął przymnie i usilnie starał się zatamować krwotok
-Wcale że nie! To nie jest poważnie!-odtrąciłam ręką, rękę Mario
-Sally. Ja się martwię o ciebie. Pozwól sobie pomóc. Proszę....
-To niepotrzebnie się o mnie martwisz
Spuścił głowę po czym wstał i wyszedł. Odprowadziłam Mario smutnym wzrokiem, kurcze czemu ja muszę być tak źle nastawiona do chłopaków. Wstałam i poszłam do Dining Arena, podeszłam do sceny-Czemu ja muszę być taka zjebana?-powiedziałam kopiąc w scenę.
*Mario*
Wróciłem po chwili. Nigdzie nie było Sally. Posmutniałem jeszcze bardziej i wszedłem do pudła. Czemu muszę wszystko chrzanić?
*Sally*
Wróciłam do Kącika Nagród, zauważyłam że pudełko jest zamknięte. Podeszłam do pudełka, otworzyłam je. Mario spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem. Wlazłam mu do pudła bez pozwolenia i zamknęłam je
-Sorry-wszeptał i spuścił wzrok
Złapałam go za policzki i podniosłam mu głowę-Nie denerwuj mnie-wyszeptałam po czym go przytuliłam-To ja powinnam cię przeprosić....
-Ja się po prostu zmartwiłem...
-Nie powinieneś tak się o mnie martwić....nie jeden krwotok przeżyłam-zaśmiałam się cicho
*Mario*
-Ja po prostu...- w ostatniej chwili ugryzłem się w język- S-Się martwiłem...- wydukałem w końcu
-Powiedz mi tu i teraz dlaczego tak się o mnie martwisz?
-W końcu jesteś siostrą mojego przyjaciela- skłamałem
-To nie znaczy że musisz się o mnie martwić nad życie. Wiesz ja cię czasami nie rozumiem
-Jesteś dla mnie bardzo ważna- pomyślałem-Ja ciebie też- zaśmiałem się nerwowo
-Mario...
-Tak?
-Muszę ci coś powiedzieć.....-wzięła głęboki oddech-Ten krwotok....to przez te zdjęcia w aparacie Mike'a
-Ehhh...heh...- zachichotałem nerwowo
-Z czego rżysz?-powiedziała oburzona odklejając się ode mnie
-Eee..sorry...- spoważniałem
Odwróciła wzrok w bok, zrobiła poważną minę i podała mi aparat.
- Wow- coraz trudniej było mi powstrzymywać śmiech z każdym kolejnym obejrzanym zdjęciem
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejo.....A o to nowy rozdzialik!!! Tak szczerze to myślałam że pisanie zajmie mi długo dłużej. Ale jest! Dziękuję również Potter która pisała per. Maria. Co nie zmienia faktu że trochę tekst zmieniałam ale ciiiiiiii.....No to dozoba w następnym rozdziale!!! Bay!
-Zaraz wracam-powiedziałam z uśmiechem po czym ruszyłam w stronę wyjścia, Mike gdy tylko zobaczył że się zbliżam uciekł z aparatem, zaczęłam biec-Mike ty obsrana pizdo! Wracaj tu z tym aparatem!-krzyknęłam
Nie zatrzymał się, uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam biec szybciej. Po chwili Mike znajdował się pode mną.
-Oddawaj aparat-powiedziałam poważnie
-Nie!-krzyknął zrzucił mnie z siebie i zaczął ponownie biec
To był jego największy błąd jaki mógł popełnić, moje oczy były teraz czarne z białymi punkcikami. Niedawno nauczyłam się tego używać, kiedy chce to mogę je zmienić. Fajny patent nie? Zaczęłam go gonić tym razem go przytrzymam żeby mi nie zwiał, nie chce mi się go już gonić, jednak po chwili zaliczył glebę i to w pięknym stylu. Usiadłam na nim okrakiem, w jego oczach można było dostrzec strach. Zbliżyłam usta do jego ucha-Jeśli nie oddasz mi tego aparatu to z wielką chęcią wepchnę cię do kostiumu-wyszeptałam. Podniosłam wzrok na jego twarz, taki sam wyraz twarzy, lecz tym razem zaczął się trząść. Po chwili w rękach miałam aparat a Mike wbiegł do kuchni wrzeszcząc coś. Z chytrym uśmiechem wróciłam do Maria, po chwili siedziałam obok niego. A on dziwnie się na mnie parzył o co mu chodzi? Aaa......o oczy! Zrobiłam że moje patrzałki znów były normalne.
*Mario*
Gdy dziewczyna wróciła i usiadła tam gdzie wcześniej, spojrzałem na nią zdziwiony. Ona znowu ma czarne oczy...o już ma normalne! Ale jak ona to...Dobra nie ważne. Zaczęła oglądać zdjęcia, odwróciłem wzrok w bok.
*Sally*
Zakryłam ręką nos i odwróciłam głowę w bok, kurczę nie teraz, nie tylko nie krew z nosa.
*Mario*
-Sally co ci?-spojrzałem na nią
Zaniepokoiłem się, gdy przez jej palce przeciekła krew.
-N-Nic...-powiedziała-Nic się nie stało
-Co to za krew?
*Sally*
-A o to ci chodzi! Nie nic się nie dzieje, czasami mi tak po prostu leci krew z nosa-skłamałam
-Poczekaj, przyniosę chusteczki-wstał i wybiegł z pomieszczenia
Wróciłam do przeglądania zdjęć co było złym bardzo złym pomysłem. Krwotok tylko się powiększył, nawet nie zauważyłam że Mario wrócił i zabrał mi aparat odkładając go na bok.
-Sally! To nie jest nic! To jest bardzo poważne coś!-uklęknął przymnie i usilnie starał się zatamować krwotok
-Wcale że nie! To nie jest poważnie!-odtrąciłam ręką, rękę Mario
-Sally. Ja się martwię o ciebie. Pozwól sobie pomóc. Proszę....
-To niepotrzebnie się o mnie martwisz
Spuścił głowę po czym wstał i wyszedł. Odprowadziłam Mario smutnym wzrokiem, kurcze czemu ja muszę być tak źle nastawiona do chłopaków. Wstałam i poszłam do Dining Arena, podeszłam do sceny-Czemu ja muszę być taka zjebana?-powiedziałam kopiąc w scenę.
*Mario*
Wróciłem po chwili. Nigdzie nie było Sally. Posmutniałem jeszcze bardziej i wszedłem do pudła. Czemu muszę wszystko chrzanić?
*Sally*
Wróciłam do Kącika Nagród, zauważyłam że pudełko jest zamknięte. Podeszłam do pudełka, otworzyłam je. Mario spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem. Wlazłam mu do pudła bez pozwolenia i zamknęłam je
-Sorry-wszeptał i spuścił wzrok
Złapałam go za policzki i podniosłam mu głowę-Nie denerwuj mnie-wyszeptałam po czym go przytuliłam-To ja powinnam cię przeprosić....
-Ja się po prostu zmartwiłem...
-Nie powinieneś tak się o mnie martwić....nie jeden krwotok przeżyłam-zaśmiałam się cicho
*Mario*
-Ja po prostu...- w ostatniej chwili ugryzłem się w język- S-Się martwiłem...- wydukałem w końcu
-Powiedz mi tu i teraz dlaczego tak się o mnie martwisz?
-W końcu jesteś siostrą mojego przyjaciela- skłamałem
-To nie znaczy że musisz się o mnie martwić nad życie. Wiesz ja cię czasami nie rozumiem
-Jesteś dla mnie bardzo ważna- pomyślałem-Ja ciebie też- zaśmiałem się nerwowo
-Mario...
-Tak?
-Muszę ci coś powiedzieć.....-wzięła głęboki oddech-Ten krwotok....to przez te zdjęcia w aparacie Mike'a
-Ehhh...heh...- zachichotałem nerwowo
-Z czego rżysz?-powiedziała oburzona odklejając się ode mnie
-Eee..sorry...- spoważniałem
Odwróciła wzrok w bok, zrobiła poważną minę i podała mi aparat.
- Wow- coraz trudniej było mi powstrzymywać śmiech z każdym kolejnym obejrzanym zdjęciem
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejo.....A o to nowy rozdzialik!!! Tak szczerze to myślałam że pisanie zajmie mi długo dłużej. Ale jest! Dziękuję również Potter która pisała per. Maria. Co nie zmienia faktu że trochę tekst zmieniałam ale ciiiiiiii.....No to dozoba w następnym rozdziale!!! Bay!
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Rozdział 22. Kłótnia.
Obudziłam się.....za przeproszeniem w ciemnej dupie, zaczęłam macać podłoże które było bardzo miękkie, ja nie chce tu być ja chcę do Vincenta. Szukałam czegoś co by mnie nakierowało na to gdzie jestem. Poczułam tylko ściany z dwóch stron zaraz! Co?! Ściany!? Wyciągnęłam lekko rękę i spróbowałam ją wyprostować, poczułam ścianę. Czyli że jestem w jakimś pudle? O nie...ja bardzo przepraszam ale to bardzo nie lubię siedzieć w ciasnych i ciemnych pomieszczeniach. To mi się bardzo źle kojarzy....nie! Nie chce sobie tego przypominać bo na samą myśl się schizuje. Kur*a! Why me!? Nie chce tu być, zaczęłam walić o ścianki, i zaczęłam krzyczeć. Może mnie ktoś usłyszy, no właśnie może.
*Mario*
OMG! Czemu ona musi się tak drzeć?! Jakby ją ze skóry obdzierali!! Podeszłem do pudełka i je otworzyłem. Spojrzałem na rudą.
-Czego się drzesz?! Już cię wyciągam!!- chwyciłem ją pod pachami i wyciągnąłem z pudełka
Gdy postawiłem młodą na podłodze ukucnąłem przed nią i na nią spojrzałem.
-Już nie płacz. Przecież to nie pudło
To nic nie podziałało nadal płakała.
-Już się nie martw. Gdybym wiedział, że masz klaustrofobię nie wsadziłbym cię do pudła...
-Ale ja nie mam klaustrofobii......-powiedziała przez łzy
-Boisz się małych i ciasnych pomieszczeń. To się nazywa klaustrofobia- uśmiechnąłem się słabo
-Ale ja się nie boję małych i ciasnych pomieszczeń i wiem co to znaczy klaustrofobia, to że jestem niska nie znaczy że mam 10 lat! Jakbyś nie wiedział to mam 15 i nie trzeba mnie uświadamiać!-powiedziała oburzona jak małe dziecko
-Najpierw ryczysz a potem masz bulwers!! O co ci chodzi kobieto?!
-O to że traktujesz mnie jak dziecko!
-Staram się ciebie tylko pocieszyć!!
-To wielkie sory! Ale ci to za specjalnie nie wychodzi!
-ZACHOWUJESZ SIĘ JAK NIEDOROZWINIĘTY DZIECIAK KRETYNKO!!
-PIERDOL SIĘ NA RYJ DEBILU!!
-SPADAJ!!-wstałem i zamknąłem się w swoim pudle-Co za...a zresztą...
Ja staram się ją pocieszyć a ona na mnie wrzeszczy!! No co to kuźwa ma być?! Matka jej nie kocha?! Czy co o co chodzi?! Bo nie rozumiem!! O to że jest ruda?! Przecież to nie moja wina!!Ona jest jednym słowem POJEBANA!!!
*Sally*
Myśli że jeśli jest starszy to może myśleć co mu się podoba? To się grubo myli, ze mną się nie zadziera jasne? Gdyby nie pomylił mnie z dziesięciolatką to może nie byłoby tego zamieszania. Jak Vin się o tym dowie to mam przejebane.....Kur*a! Why me!? Tak wiem powtarzam się. Spojrzałam na pudełko...a może go przeprosić? No bo...wiem jestem strasznie wybuchową osobą i jakby nie patrzeć to ja zaczęłam kłótnie. Życie jest do bani, usiadłam pod pudełkiem opierając plecami się o nie. Patrzyłam w sufit, nogi wyprostowałam w rozkroku. Eh....Życie jest naprawdę do bani...
*Mario*
Poczułem jak ktoś opiera się o pudełko. Powoli wstałem do pozycji na kolanach i wyjrzałem z pudełka tak, że było widać tylko część twarzy w okolicach oczu. Sally siedziała oparta o pudełko. Nawet mi się jej żal zrobiło....nie chciałem jej przezywać. Co jak co ale wygląda na miłą osobę. Może powinienem ją przeprosić? Nie lubię się kłócić. Źle mi z tym i mam ogromne wyrzuty sumienia...ehhh...muszę to przemyśleć. Ponownie zamknąłem pudełko i usiadłem podciągając nogi pod brodę.
*Sally*
Poczułam ruch w pudełku, podciągnęłam jedną nogę do siebie i zaczęłam się bawić sznurówką. Mario wygląda na miłą osobę....Nie chciałam go obrażać to tylko pod wpływem impulsu to powiedziałam. Eh.....Westchnęłam cicho, przeczesałam sobie grzywkę palcami bo spadła mi na oko. Wstałam po czym podeszłam do pułki z pluszakami. Wzięłam złotego królika, ponieważ on przypomina mi Vinca....aż dziwne że nie przyszedł, może nie usłyszał naszej kłótni? Może to i lepiej. Usiadłam w kącie obok pudła, przytuliłam do siebie mocno pluszaka i podciągnęłam nogi pod brodę położyłam czoło na kolanach do oczu napłynęły mi łzy ja naprawdę nie chciałam.....Czemu ja muszę być taka beznadziejna?.....Chciałabym przeprosić ale nie umiem. Za każdym razem gdy chce powiedzieć przepraszam zacinam się, nie mogę nic powiedzieć jakby język mi uciekł. Każda osoba która mnie zna wie o tym.
*Mario*
-To chyba należy do niego-podałem Sally muszkę od pluszaka i słabo się uśmiechnąłem. Obserwowałem ją przez cały czas. Hueh...
-Huh?
-Muszka. Ciągle mu się odpina-wziąłem od Sally pluszaka i zawiązałem mu muszkę po czym ponownie podałem go dziewczynie
-Oh...nawet nie zauważyłam-powiedziała biorąc pluszaka
-To teraz już widzisz
*Sally*
Po chwili niezręcznej ciszy. Uśmiechnęłam się do niego lekko.
-Wiesz że to nieładnie podglądać kogoś?-spytałam go z miną ,,myślisz że was nie widziałam?"
Po czym mój wzrok spoczął na pluszaku.
-Sorry. Nie to że cię podglądałem...Po prostu byłem ciekawy co robisz
-Tia...jasne bo ci uwierzę...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Serdeczne podziękowania dla Potter, która pomogła mi pisać rozdział. Dzięki jeszcze raz Potter....nie wieże że mi się udało cię namówić do współpracy. Eh....Doba Dzięki za przeczytanie i widzimy się w następnym Rozdzialiku. Cześć!
*Mario*
OMG! Czemu ona musi się tak drzeć?! Jakby ją ze skóry obdzierali!! Podeszłem do pudełka i je otworzyłem. Spojrzałem na rudą.
-Czego się drzesz?! Już cię wyciągam!!- chwyciłem ją pod pachami i wyciągnąłem z pudełka
Gdy postawiłem młodą na podłodze ukucnąłem przed nią i na nią spojrzałem.
-Już nie płacz. Przecież to nie pudło
To nic nie podziałało nadal płakała.
-Już się nie martw. Gdybym wiedział, że masz klaustrofobię nie wsadziłbym cię do pudła...
-Ale ja nie mam klaustrofobii......-powiedziała przez łzy
-Boisz się małych i ciasnych pomieszczeń. To się nazywa klaustrofobia- uśmiechnąłem się słabo
-Ale ja się nie boję małych i ciasnych pomieszczeń i wiem co to znaczy klaustrofobia, to że jestem niska nie znaczy że mam 10 lat! Jakbyś nie wiedział to mam 15 i nie trzeba mnie uświadamiać!-powiedziała oburzona jak małe dziecko
-Najpierw ryczysz a potem masz bulwers!! O co ci chodzi kobieto?!
-O to że traktujesz mnie jak dziecko!
-Staram się ciebie tylko pocieszyć!!
-To wielkie sory! Ale ci to za specjalnie nie wychodzi!
-ZACHOWUJESZ SIĘ JAK NIEDOROZWINIĘTY DZIECIAK KRETYNKO!!
-PIERDOL SIĘ NA RYJ DEBILU!!
-SPADAJ!!-wstałem i zamknąłem się w swoim pudle-Co za...a zresztą...
Ja staram się ją pocieszyć a ona na mnie wrzeszczy!! No co to kuźwa ma być?! Matka jej nie kocha?! Czy co o co chodzi?! Bo nie rozumiem!! O to że jest ruda?! Przecież to nie moja wina!!Ona jest jednym słowem POJEBANA!!!
*Sally*
Myśli że jeśli jest starszy to może myśleć co mu się podoba? To się grubo myli, ze mną się nie zadziera jasne? Gdyby nie pomylił mnie z dziesięciolatką to może nie byłoby tego zamieszania. Jak Vin się o tym dowie to mam przejebane.....Kur*a! Why me!? Tak wiem powtarzam się. Spojrzałam na pudełko...a może go przeprosić? No bo...wiem jestem strasznie wybuchową osobą i jakby nie patrzeć to ja zaczęłam kłótnie. Życie jest do bani, usiadłam pod pudełkiem opierając plecami się o nie. Patrzyłam w sufit, nogi wyprostowałam w rozkroku. Eh....Życie jest naprawdę do bani...
*Mario*
Poczułem jak ktoś opiera się o pudełko. Powoli wstałem do pozycji na kolanach i wyjrzałem z pudełka tak, że było widać tylko część twarzy w okolicach oczu. Sally siedziała oparta o pudełko. Nawet mi się jej żal zrobiło....nie chciałem jej przezywać. Co jak co ale wygląda na miłą osobę. Może powinienem ją przeprosić? Nie lubię się kłócić. Źle mi z tym i mam ogromne wyrzuty sumienia...ehhh...muszę to przemyśleć. Ponownie zamknąłem pudełko i usiadłem podciągając nogi pod brodę.
*Sally*
Poczułam ruch w pudełku, podciągnęłam jedną nogę do siebie i zaczęłam się bawić sznurówką. Mario wygląda na miłą osobę....Nie chciałam go obrażać to tylko pod wpływem impulsu to powiedziałam. Eh.....Westchnęłam cicho, przeczesałam sobie grzywkę palcami bo spadła mi na oko. Wstałam po czym podeszłam do pułki z pluszakami. Wzięłam złotego królika, ponieważ on przypomina mi Vinca....aż dziwne że nie przyszedł, może nie usłyszał naszej kłótni? Może to i lepiej. Usiadłam w kącie obok pudła, przytuliłam do siebie mocno pluszaka i podciągnęłam nogi pod brodę położyłam czoło na kolanach do oczu napłynęły mi łzy ja naprawdę nie chciałam.....Czemu ja muszę być taka beznadziejna?.....Chciałabym przeprosić ale nie umiem. Za każdym razem gdy chce powiedzieć przepraszam zacinam się, nie mogę nic powiedzieć jakby język mi uciekł. Każda osoba która mnie zna wie o tym.
*Mario*
-To chyba należy do niego-podałem Sally muszkę od pluszaka i słabo się uśmiechnąłem. Obserwowałem ją przez cały czas. Hueh...
-Huh?
-Muszka. Ciągle mu się odpina-wziąłem od Sally pluszaka i zawiązałem mu muszkę po czym ponownie podałem go dziewczynie
-Oh...nawet nie zauważyłam-powiedziała biorąc pluszaka
-To teraz już widzisz
*Sally*
Po chwili niezręcznej ciszy. Uśmiechnęłam się do niego lekko.
-Wiesz że to nieładnie podglądać kogoś?-spytałam go z miną ,,myślisz że was nie widziałam?"
Po czym mój wzrok spoczął na pluszaku.
-Sorry. Nie to że cię podglądałem...Po prostu byłem ciekawy co robisz
-Tia...jasne bo ci uwierzę...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Serdeczne podziękowania dla Potter, która pomogła mi pisać rozdział. Dzięki jeszcze raz Potter....nie wieże że mi się udało cię namówić do współpracy. Eh....Doba Dzięki za przeczytanie i widzimy się w następnym Rozdzialiku. Cześć!
wtorek, 25 sierpnia 2015
Rozdział 21. Foxy masz wpi*rdol.
Ręce opadły mi już z sił, białowłosa spojrzała na mnie smutna i wyszeptała-Przepraszam-puściła mnie. Po chwili znalazłam się w pozycji na pannę młodą u Toy Fredzia. Cała trójka zrobiła wielkie oczy-Mój ty wybawicielu!-krzyknęłam po czym zeskoczyłam z jego rąk i zaczęłam biec. W oddali słyszałam jak T-Fredziok krzyczy-Łapcie ją!-przyspieszyłam. Biegłam przez korytarz, wbiegłam do biura i zamknęłam drzwi. Generator padł-No ej!!-powiedziałam z irytacją, pobiegłam dalej. Wpadłam jak poparzona do kuchni i schowałam się w jednej z szafek. Usłyszałam jak trójka Toy'ów wbiega do kuchni, usłyszałam tylko część ich rozmowy a mianowicie:
-Gdzie ona jest?-powiedział zdyszany Bon
-Trzecia szafka od końca, drugi rząd-powiedział jakby nic to nie znaczyło Foxy
-Foxy masz wpi*rdol!!-krzyknęłam, no co? jak już wiedzą gdzie jestem to mogę? tak?nie?
Dobra, koniec nieważne, po chwili drzwiczki się otworzyły a do szafki zajrzała Toy Chicka, pokiwałam jej na pożegnanie, otwierając drugie drzwiczki od szafki. Zwinnie wyszłam, wyprostowałam się, zrobiłam mordercze spojrzenie które skierowałam na Lisiastego. Po chwili znów byłam w pozycji na pannę młodą u Toy Fredzioka.
-Co ja, jakaś panna młoda że mnie każdy tak nosi!?
-Tak, a panem młodym jest Foxy-powiedział wrednie się uśmiechając Mike, nawet go nie zauważyłam
Zrobiłam pogodną minę, gdy Freddy spojrzał w moją stronę i odetchną z ulgą. Jest! Jezu jaki z niego Lamus! Uwierzył w to że się nie wściekłam! A to dobre! A tak wracając, gdy odwrócił wzrok, szybko i zwinnie wyskoczyłam z objęć brązowowłosego, rzucając się przy tym na Mike'a. Zaczęłam go okładać, Freddy próbował mnie odciągnąć od chłopaka, w końcu mu się to udało, ale ja nie dawałam za wygraną szarpałam się.
-Sally uspokój się!-krzyknął
-Nie ma mowy!!
Po chwili Freddy mnie puścił....ale rzuciłam się nie na tą osobę na którą chciałam. Zgadnijcie na kogo wpadłam.......na.......Vincusia. Nawet mnie przez chwilę zatkało bo nie wiedziałam skąd on się wziął na miejscu Mike'a. Usiadłam na jego brzuchu po czym złapałam go za policzki i zaczęłam je rozciągać, ciągnąć i układać w różne miny, mówiąc przy tym-Ciocia przyjechała! Jak żeś wyrósł! A puci puci puci!-uwielbiam go tak denerwować gdy psuje mi plany. Ale mój uśmiech znikł po tym jak złapał mnie dłońmi w pasie i z lekkością podniósł mnie nad siebie, po czym wstał ale cały czas mnie trzymał, gdy mnie postawił zrobiłam minę obrażonego dziecka które nie dostało obiecanego lizaka. A właśnie która godzina!? Sprawdziłam godzinę 05:55, czas się zbierać, spojrzałam porozumiewawczo na Freddy'ego
-No dobra ludziska czas się zbierać!-krzyknął
Wszyscy zaczęli wychodzić, uśmiechnęłam się, bardziej do siebie niż do nich. Wyszłam z kuchni, wszystko i wszyscy byli na swoim miejscu. Kierowałam się ku wyjściu, przy okazji spotkałam szefa. Po powrocie do domu walnęłam się na łóżko i zasnęłam. Gdy się obudziłam było południe, zjadłam śniadanie, ogarnęłam się i zadzwoniłam do ekipy. Umówiliśmy się w parku, nadszedł czas spotkania, gadaliśmy o wszystkim i niczym.
-A właśnie słyszałem że jakieś nowe animatrony dojechały?-spytał Bastian (Bonnie)
-Tak dojechały......o i proszę jeszcze mi wytłumaczyć się ładnie każdy, dlaczego tylko ja chodzę do pracy?
-Nam rodzice z niewiadomych powodów kazali się zwolnić-powiedział Alan (Goldy)
-Mi kazali się zwolnić po tym jak dowiedzieli się o twoim wypadku-powiedziała załamana Caroline (Chicka)
-Ja bym nadal tam pracował gdyby dziadek nie znalazł starych artykułów na temat pizzerii-powiedział oburzony Seth (Rudy)
-Mi kazali się zwolnić dlatego że później miałem koszmary-Bastian
-Ale co z tego że miałeś koszmary?-zapytałam
-Takie koszmary że darłem się jakby mnie ze skóry żywcem obdzierali
-Aaa...Takie koszmary!
Wszyscy zaczęli się śmiać z mojej reakcji, zrobiłam zdziwioną minę. Po chwili też zaczęłam się śmiać, sprawdziłam godzinę 23:00? WTF!? Już tak późno!
-Ej...ludzie jest 23:00
-Co już tak późno!?-krzyknęli chórem
-No najwidoczniej...
Pożegnaliśmy się i każdy ruszył w swoją stronę, poszłam do domu i się przebrałam i spakowałam do plecaka różne pierdoły, po czym bez zastanowienia poszłam do roboty. Weszłam do pizzerii byłam jakieś 40 minut przed czasem. Nie chciało mi się iść do biura, więc usiadłam na podłodze opierając się plecami o scenę, wyciągnęłam rysownik. Zaczęłam sobie po cichu śpiewać piosenkę pt.,,Puppet", gdy skończyłam rysować, nie przestałam nadal sobie podśpiewywać i odchyliłam głowę do tyłu teraz patrzyłam na sufit. Wraz z końcem piosenki zrobiłam się senna, postanowiłam na chwilę przymknąć oczy, zasnęłam.
*Per. Vinca*
Obudziło mnie potrząsanie mną, powoli otworzyłem oczy to był Mario. Ziewnąłem i przeciągnąłem się, po czym spojrzałem na niego.
-Co cię do mnie sprowadza?
-Twoja siostra
-Coś się stało?-powiedziałem lekko zdenerwowany
-Nie za bardzo, a teraz choć-powiedział i złapał mnie za rękę pociągnął za sobą
Staliśmy przy drzwiach od zaplecza, Mario lekko je uchylił i wskazał na śpiewająco-rysującą Sally, hm....już kiedyś gdzieś ją słyszałem tylko nie wiem gdzie.
-Kojarzysz?-zapytał
-No...tylko nie wiem skąd
-To ja ci przypomnę....Pamiętasz gdy byliśmy młodsi napisaliśmy tą piosenkę, jedno mnie tylko zastanawia skąd ona zna tekst tej piosenki? Bo na pewno nie przeczytała go bo kartkę z tekstem mam dobrze schowaną
-Mnie się nawet nie pytaj bo sam nie wiem bo 1. Nikt prócz nas nie wiedział że ją napisaliśmy 2. Ja jej na pewno nie powiedzi.....-urwałem bo Młoda usnęła
Mario wyszedł z zaplecza a ja za nim, podszedł do mojej siostry, po czym gestem ręki pokazał żebym podszedł.
-Weź ją na ręce i choć za mną-nakazał
Zrobiłem jak kazał i wziąłem ją na ręce, poszedłem za nim do jego pokoju.
-Włóż ją na razie do pudełka-powiedział otwierając pudełko
-A co jak się obudzi?-spytałem niepewnie
-A co ona z pudełka wyjść nie będzie umiała?
-Yyyy....-to była moja reakcja po czym głupio się uśmiechnąłem i ułożyłem w pudełku moją siostrę
On tylko westchnął i zamknął pudełko. Coś czuje że będą niezłe jaja jak się obudzi.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejo ludzie! Oto wyczekiwany rozdział. Jak mi się uda to może jeszcze dodam rozdział. Tag więc to wszytko Bay~
-Gdzie ona jest?-powiedział zdyszany Bon
-Trzecia szafka od końca, drugi rząd-powiedział jakby nic to nie znaczyło Foxy
-Foxy masz wpi*rdol!!-krzyknęłam, no co? jak już wiedzą gdzie jestem to mogę? tak?nie?
Dobra, koniec nieważne, po chwili drzwiczki się otworzyły a do szafki zajrzała Toy Chicka, pokiwałam jej na pożegnanie, otwierając drugie drzwiczki od szafki. Zwinnie wyszłam, wyprostowałam się, zrobiłam mordercze spojrzenie które skierowałam na Lisiastego. Po chwili znów byłam w pozycji na pannę młodą u Toy Fredzioka.
-Co ja, jakaś panna młoda że mnie każdy tak nosi!?
-Tak, a panem młodym jest Foxy-powiedział wrednie się uśmiechając Mike, nawet go nie zauważyłam
Zrobiłam pogodną minę, gdy Freddy spojrzał w moją stronę i odetchną z ulgą. Jest! Jezu jaki z niego Lamus! Uwierzył w to że się nie wściekłam! A to dobre! A tak wracając, gdy odwrócił wzrok, szybko i zwinnie wyskoczyłam z objęć brązowowłosego, rzucając się przy tym na Mike'a. Zaczęłam go okładać, Freddy próbował mnie odciągnąć od chłopaka, w końcu mu się to udało, ale ja nie dawałam za wygraną szarpałam się.
-Sally uspokój się!-krzyknął
-Nie ma mowy!!
Po chwili Freddy mnie puścił....ale rzuciłam się nie na tą osobę na którą chciałam. Zgadnijcie na kogo wpadłam.......na.......Vincusia. Nawet mnie przez chwilę zatkało bo nie wiedziałam skąd on się wziął na miejscu Mike'a. Usiadłam na jego brzuchu po czym złapałam go za policzki i zaczęłam je rozciągać, ciągnąć i układać w różne miny, mówiąc przy tym-Ciocia przyjechała! Jak żeś wyrósł! A puci puci puci!-uwielbiam go tak denerwować gdy psuje mi plany. Ale mój uśmiech znikł po tym jak złapał mnie dłońmi w pasie i z lekkością podniósł mnie nad siebie, po czym wstał ale cały czas mnie trzymał, gdy mnie postawił zrobiłam minę obrażonego dziecka które nie dostało obiecanego lizaka. A właśnie która godzina!? Sprawdziłam godzinę 05:55, czas się zbierać, spojrzałam porozumiewawczo na Freddy'ego
-No dobra ludziska czas się zbierać!-krzyknął
Wszyscy zaczęli wychodzić, uśmiechnęłam się, bardziej do siebie niż do nich. Wyszłam z kuchni, wszystko i wszyscy byli na swoim miejscu. Kierowałam się ku wyjściu, przy okazji spotkałam szefa. Po powrocie do domu walnęłam się na łóżko i zasnęłam. Gdy się obudziłam było południe, zjadłam śniadanie, ogarnęłam się i zadzwoniłam do ekipy. Umówiliśmy się w parku, nadszedł czas spotkania, gadaliśmy o wszystkim i niczym.
-A właśnie słyszałem że jakieś nowe animatrony dojechały?-spytał Bastian (Bonnie)
-Tak dojechały......o i proszę jeszcze mi wytłumaczyć się ładnie każdy, dlaczego tylko ja chodzę do pracy?
-Nam rodzice z niewiadomych powodów kazali się zwolnić-powiedział Alan (Goldy)
-Mi kazali się zwolnić po tym jak dowiedzieli się o twoim wypadku-powiedziała załamana Caroline (Chicka)
-Ja bym nadal tam pracował gdyby dziadek nie znalazł starych artykułów na temat pizzerii-powiedział oburzony Seth (Rudy)
-Mi kazali się zwolnić dlatego że później miałem koszmary-Bastian
-Ale co z tego że miałeś koszmary?-zapytałam
-Takie koszmary że darłem się jakby mnie ze skóry żywcem obdzierali
-Aaa...Takie koszmary!
Wszyscy zaczęli się śmiać z mojej reakcji, zrobiłam zdziwioną minę. Po chwili też zaczęłam się śmiać, sprawdziłam godzinę 23:00? WTF!? Już tak późno!
-Ej...ludzie jest 23:00
-Co już tak późno!?-krzyknęli chórem
-No najwidoczniej...
Pożegnaliśmy się i każdy ruszył w swoją stronę, poszłam do domu i się przebrałam i spakowałam do plecaka różne pierdoły, po czym bez zastanowienia poszłam do roboty. Weszłam do pizzerii byłam jakieś 40 minut przed czasem. Nie chciało mi się iść do biura, więc usiadłam na podłodze opierając się plecami o scenę, wyciągnęłam rysownik. Zaczęłam sobie po cichu śpiewać piosenkę pt.,,Puppet", gdy skończyłam rysować, nie przestałam nadal sobie podśpiewywać i odchyliłam głowę do tyłu teraz patrzyłam na sufit. Wraz z końcem piosenki zrobiłam się senna, postanowiłam na chwilę przymknąć oczy, zasnęłam.
*Per. Vinca*
Obudziło mnie potrząsanie mną, powoli otworzyłem oczy to był Mario. Ziewnąłem i przeciągnąłem się, po czym spojrzałem na niego.
-Co cię do mnie sprowadza?
-Twoja siostra
-Coś się stało?-powiedziałem lekko zdenerwowany
-Nie za bardzo, a teraz choć-powiedział i złapał mnie za rękę pociągnął za sobą
Staliśmy przy drzwiach od zaplecza, Mario lekko je uchylił i wskazał na śpiewająco-rysującą Sally, hm....już kiedyś gdzieś ją słyszałem tylko nie wiem gdzie.
-Kojarzysz?-zapytał
-No...tylko nie wiem skąd
-To ja ci przypomnę....Pamiętasz gdy byliśmy młodsi napisaliśmy tą piosenkę, jedno mnie tylko zastanawia skąd ona zna tekst tej piosenki? Bo na pewno nie przeczytała go bo kartkę z tekstem mam dobrze schowaną
-Mnie się nawet nie pytaj bo sam nie wiem bo 1. Nikt prócz nas nie wiedział że ją napisaliśmy 2. Ja jej na pewno nie powiedzi.....-urwałem bo Młoda usnęła
Mario wyszedł z zaplecza a ja za nim, podszedł do mojej siostry, po czym gestem ręki pokazał żebym podszedł.
-Weź ją na ręce i choć za mną-nakazał
Zrobiłem jak kazał i wziąłem ją na ręce, poszedłem za nim do jego pokoju.
-Włóż ją na razie do pudełka-powiedział otwierając pudełko
-A co jak się obudzi?-spytałem niepewnie
-A co ona z pudełka wyjść nie będzie umiała?
-Yyyy....-to była moja reakcja po czym głupio się uśmiechnąłem i ułożyłem w pudełku moją siostrę
On tylko westchnął i zamknął pudełko. Coś czuje że będą niezłe jaja jak się obudzi.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejo ludzie! Oto wyczekiwany rozdział. Jak mi się uda to może jeszcze dodam rozdział. Tag więc to wszytko Bay~
sobota, 8 sierpnia 2015
Przerwa.
Przepraszam was wszystkich ale muszę zrobić sobie przerwę. Otóż są dwa powody:
1. Ostatnio nie mam weny, po prostu nie mogę się skupić na jednej rzeczy. Ciągle poprawiam się w jednym miejscu, zamiast pisać dalej i w końcu na to wychodzi że jestem daleko w polu.
2. Wyjazdy, opieprz rodziców. Chciałam powiedzieć o opieprzaniu mnie przez rodziców, mówią mi że ciągle siedzę przed laptopem. Oraz że będą zabierać mi kabel od kompa do pracy.
Sorry jeszcze raz, przerwa będzie trwała do 25.08. jeśli coś się zmieni to niezwłocznie wam o tym napiszę!!
Edit: http://towszystkopowraca.blogspot.com/2015/08/opis-postaci.html
Założyłam drugie opowiadanie chętnych do przeczytania zapraszam!
1. Ostatnio nie mam weny, po prostu nie mogę się skupić na jednej rzeczy. Ciągle poprawiam się w jednym miejscu, zamiast pisać dalej i w końcu na to wychodzi że jestem daleko w polu.
2. Wyjazdy, opieprz rodziców. Chciałam powiedzieć o opieprzaniu mnie przez rodziców, mówią mi że ciągle siedzę przed laptopem. Oraz że będą zabierać mi kabel od kompa do pracy.
Sorry jeszcze raz, przerwa będzie trwała do 25.08. jeśli coś się zmieni to niezwłocznie wam o tym napiszę!!
Edit: http://towszystkopowraca.blogspot.com/2015/08/opis-postaci.html
Założyłam drugie opowiadanie chętnych do przeczytania zapraszam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)